Myśli moje lewitujące, czyli co mi po głowie chodzi

Tylko ode mnie zależy, czy będę uboższa o jeden dzień,
czy bogatsza o to, czego w nim dokonam.

Wenus z Willendorfu

Czyste sumienie mam wtedy, kiedy leżąc wieczorem w łóżku spoglądam wstecz i mimo wszystko zasypiam.  
Jeśli spróbujesz wstrzymać oddech, poczujesz gorącą falę bezsilności wypełniającą twoje płuca...

Strach, który dziś zagląda ci w oczy. jutro skuli się pod twoim spojrzeniem.

Powroty bowiem stanowią namiastkę Raju...

Moje wiersze

Zdecydowałam się w końcu zabrać moje stare zeszyty z piwnicy Mamy. Rozczuliły mnie te aforyzmy. A wiersze obudziły uśpione dawno uczucia. Człowiek jest bezdenną walizką poukładanych tam uczuć, przemyśleń.  Jedne są luźno wrzucone, chaotyczne. Inne zaś, bez względu na upływający czas przypominają to, co działo się wtedy. Wszystko we mnie obudziło się. Mam nadzieję, że niektóre wspomnienia uda mi się poskromić wcześniej, niż zaczną na nowo boleć...

Julka, seria Julka

Sama już nie wiem, czy droga którą idę była choć przez moment prosta...
Czy zbaczałam nieświadomie w porośniętą nieprzeniknioną ciemnością pragnień gęstwinę?
Chciałam tylko wykraść losowi choć woń szczęścia, choć namiastkę tego, czego pod dostatkiem mają królowie tego świata.

Zbroczona krwią wyciśniętą przez ciernie niesłusznego zaufania byłam szczęśliwa.
Udało się.
Zasłużyłam wbrew wyrokom, zdobyłam cenny klejnot całego mojego życia. Dumna oddałam swój urok i nosiłam go pod sercem.
Byłam dumna, złodziejka, która okradła los...
Królowie świata patrzyli z litością godną bogów.
Nie zasługiwałam na błogosławieństwo. Ukradłam je.

Czy kropla w morzu zmieni jego bieg, gdy zboczy w stronę, gdzie drzemie jej pragnienie?
O, przekleństwem niech będą moje pragnienia! Tak zwyczajne, proste aż nierzeczywiste.
Wciąż łkające serce po omacku znalazło jednak gorącą pierś miłości.
Otwarte ramiona zwabiły w kolejną ścieżkę. Gdzieś na jej końcu było światło, które zatopiło resztkę smutku i tchnęło w zagubioną duszę świeży oddech życia.
Objęły mnie te ramiona i przycisnęły mocno do gorącego źródła.

Będę kradła losowi i te chwile.
Nie zasługuję na błogosławieństwo, jestem tylko potomkiem królów tego świata. Złodziejką o czarnych myślach i koronie niepasującej na moje skronie. Palą ją pragnienia, które muszę ukraść.
Ukraść uwagę, której potrzebuję bardziej niż powietrza.
Miłość, która wciera w zziębnięte ciało balsam życia.      
Jestem złodziejką, nie zasługuję na błogosławieństwo..
A królowie będą bardzo gniewni..

                                                                                              Wrzesień 2001

Anioł Stróż, seria Julka

Nigdy nie dowiem się, czy moje łzy są dla ciebie tą kroplą wody, o którą modlą się konający z pragnienia.
Nie dowiem się również, czy moje ramiona wciąż otwarte jak drzwi do babcinej spiżarni są dla ciebie schronieniem takim, jak dla zlęknionego burzą napotkane drzewo.
Chciałabym jeszcze wiedzieć, czy moje oczy są dla ciebie księgą, z której możesz wyczytać ciągłą tęsknotę i pragnienie ofiarowania więcej iż dawałam dotychczas?
Czy nocą leżąc przy twoim boku zasługuję na to wytchnienie?
Czy kradnąc twój oddech pocałunkiem na dobranoc nie powinnam wciąż czuwać, jak troskliwa matka czuwa przy swoim dziecku?
A może mnie zawołasz, bo moje piersi ukołyszą lepiej niż poduszka a dłonie wypieszczą zmęczenie ze skroni lepiej niż kołdra?
Poczekam, nie usnę. Wsłucham się w melodię twojego oddechu, aby nie stracić tych cennych chwil, kiedy jesteś tylko moja...

                                                                                             maj 2002
Początek końca, seria Julka

Pośród bólu i cierpienia oddajesz światu najcenniejszy skarb.
Wytęsknioną perłę ukrywaną w wyobraźni, wypieszczoną muzyką twojego serca.
Istotę, jak kosz przepełnioną marzeniami pragnieniami i tęsknotą.
Twój najsłodszy uśmiech, najskrytsze tęsknoty, najczarniejsze obawy i strach.
Cały świat doceni twą naiwność, zrozumie i wynagrodzi ten intymny dar.

Czy z chwilą, kiedy twój kwiat miłości rozsunął niewinne pąki swego życia zaznasz jeszcze spokoju?
Targana bezgranicznym oddaniem, śmiertelną dawką miłości i paraliżującym strachem czy nikt nie zetnie twojego kwiatu...
Ten lęk zastąpi ci potrzebę oddechu, biciem serca będzie ci nieskończona miłość a ciepły dotyk nieskalany dojrzałością nasyci ciało wciąż nowymi siłami. By kochać.


                                                                                             maj 2002   

Wiosna

Tych kilka minut, które daje nam los są jak letnie promienie słońca zaglądającego lubieżnie do naszej sypialni.
W powietrzu czuję zapach rosy,
niezapominajki unoszą się na skrzydłach motyli.

Słyszysz?

To pszczoły zwiastują swoim mruczeniem radość budzącego się dnia.
Jak głęboki kielich miłości wypiłam, nie wiem.
W moich żyłach wciąż czuję rozedrgane lepkie nici. Jesteś we mnie, oplatasz swoją bliskością, jak zapach niezapominajek odważnie wpełzający przez uchylone okno.

Wciąż zachłyśnięta świeżym blaskiem, rozkoszuję się wczesną rosą twoich pocałunków, gorącym popołudniem silnych ramion i upojną nocą obezwładniającej miłości.
Modlę się, aby tych kilka minut, które ukradłam losowi pogrzebały mnie w niekończącym się szaleństwie.

Modlę się, aby twoje ramiona oplotły mnie na zawsze pajęczą siecią pnącz Tristana.
Na wieki złączeni będziemy witali poranki wsłuchani w bezdenną głębię oddechów rozbudzonych pożądaniem.
Zawstydzeni blaskiem słońca ukryjemy pąsowe lica w zapachu trawy.

Znużeni wtulimy twarze w rozpalone ogniem połacie żółtych słoneczników, aby zazdrosne oko nie kalało nagich postaci splątanych w miłosnych uniesieniu.
A ukoi nas szum dębu...
                                                                                          Maj 2005

Kołysanka

Przez ciągłe burze, silny wiatr
nieśmiało przedarły się ciepłe promienie wiosennego słońca.
Ogrzały zmarzniętą duszę,
serce otuliły ciepłą kołdrą miłości.

A radość i szczęście pozwoliły w końcu zaczerpnąć głęboki oddech.
Jaki ten świat  jest piękny, każdy liść szumi swoją pieśń, w rytm której tańczą promienie słońca, jak rozwiana spódnica cyganki.
Poranne krople rosy malują tęczą miłosną opowieść na kartach zapomnianego już życia...

Słyszysz tę opowieść?
Snuły ją letnie wieczory, wśród rozkosznego brzęczenia świerszczy.
Czujesz podmuch wiatru?
Gładził włosy po upojnej nocy spędzonej w twoich gorących ramionach.
Widzisz rumiane słońce?
Pieści twarz, kiedy po policzkach płyną łzy tęsknoty, odkąd kolorowa okrutna jesień odsunęła ciebie ode mnie.

W pamięci mojej wciąż gości pękaty węzeł wiosennych uniesień, kiedy pieściłeś przepełnione lękiem ciało.
Na ustach wciąż skrywam ukradzione pocałunki rozpustnego lata i kocham...
                                                                                         
                                                                                            październik 2005
           
Tęsknota
Gdy w domu jest już cicho, dziecko za ścianą otulone ciepłą kołdrą niewinnych marzeń śni, zamykam oczy.
Przewracam grube, zachlapane atramentem wspomnień strony pamięci i szukam znajomego podmuchu, który ponownie porwie utęsknione ciało i pozwoli rozchylić pąk uśpionego pożądania.

Zamykam oczy, bezwładne liście opadają na chłodną poduszkę.
Wszystko pogrążone jest w ciszy.
Przesiąknięta zapachem wiosennego nektaru pościel zawstydzona ukrywa się za mgłą niepamięci.
Rozedrgane płomienie minionej namiętności zdają się ukrywać w leniwie opadających płatkach śniegu.

Zamykam oczy i staram się złożyć tę historię ponownie w roziskrzony taniec letnich nocy.
Przeszywający drżące ciało podmuch wiatru lubieżnie kołysze nagimi liśćmi gwałcąc różowe płatki niewinności. Gorąca trawa oplata kostki przyciągając ciało onieśmielonej kochanki ku sobie, kradnąc po drodze gorący smak pożądania.

Zamykam oczy i czuję pod palcami drżącą ziemię, wiatr snuje ponownie swą opowieść, czuję go na twarzy, obejmuje mnie z każdej strony, niemal uczestniczę w rozgrywającym się tańcu.
Żar wdziera się pod skąpe ubranie, drażni dotykiem rozedrgane liście, targa delikatnymi płatkami, kąsa i szczypie. Aby na koniec wybuchnąć kaskadą letniej burzy i zmyć gorącym strumieniem płomienny rumieniec zawstydzenia.

Zamykam oczy i utulona mgłą niepamięci wsłuchuję się w niezmąconą ciszę, jak każdej nocy. Umieram.
Dlaczego nie umilknie ta tęsknota za gorącym latem twoich dłoni?
Zasypiam.
                                                                                             grudzień 2005

Wesołych świąt...

Gdybym miała taką moc, by cofnąć czas, choć na tę jedną noc i wrócić do świąt, gdy ci, których kochałam, kochali jak ja...

Czy coś by to zmieniło?
Będzie bolało, bo w tę właśnie noc ukłuje każde niechciane słowo, jak sztylet.

Wesołych świąt powiesz. Czy przed oczami stanie ci rozwrzeszczany dom pełen naszych dzieci?
Wesołych, radosnych...

Tęsknotą spuchniętych. Choćbym miała taką moc, by choć na tę jedną noc...
Czasu już nie wrócisz...
                                                                                              grudzień 2015


Nad tym teraz pracuję...

Pomyślałam, że mogę dzielić się z Wami fragmentami powieści, nad którymi aktualnie pracuję. Będę to robiła właściwie z dwóch powodów. Po...