Nadmorski Plener Czytelniczy 2017

Widok morza zawsze wzbudzał mój zachwyt. Jego nieograniczona powierzchnia, zapach, a w końcu otaczający nas zewsząd dźwięk, który więzimy w muszlach, przywożonych z nadmorskich wypraw… Coś pięknego, stanowiącego zdecydowanie więcej niewiadomych niż Kosmos. Zdajecie sobie sprawę, że człowiek zdołał poznać tajemnice Kosmosu, jednak głębia oceanów wciąż stanowi dla nas niezbadane tajemnice? A nieznane budzi lęk, nieprawdaż?

Ale od początku…
Nareszcie zaczęłam urlop. Na chwilę wyłączyłam się z korporacyjnego szumu, ciśnienie z pewnością ustąpi, choć prawdopodobnie stanie się tak dopiero pod koniec czasu wolnego 😊
I wystartowaliśmy. Autostradą, bo miało być szybko, a tego potrzebowałam na prośbę Agi Krizel, którą miałam w końcu poznać osobiście. Autostrada jednak okazała się przereklamowaną mrzonką. Korki towarzyszyły nam bez przerwy i nie wynikały one z natężonego ruchu a z bezmyślności kierowców. Dzięki temu jednak w szybkim tempie zjadłam cały zapas nerwów, jaki tkwił we mnie od kilku dni. Złośliwość, krótkowzroczność i potrzeba bycia pierwszym, wbrew możliwościom koni drzemiących pod maską. To cechuje polskich kierowców. Obłęd. Nasz Cytrusek, bo chyba wspominałam Wam, że w mojej rodzinie wszystko ma swoje imię, spisał się średnio. To nie jest samochód dla mnie. Owszem, pruł nić autostrady uprawiając okupiony moim stresem slalom gigant, ale w rezultacie jego szaleństw, już w Gdańsku musiałam tankować… O zgrozo, wypłukał bak do ostatniej kropli… Może macie ochotę kupić Citroena Picasso C3?
Ale dojechaliśmy. Dzieciaki znudzone, wściekłe na siebie i piekielnie głodne. Gdańsk przywitał nas korkami, a jakże. Ale jako, że my Warszawę mamy na co dzień, korki też potraktowaliśmy z przymrużeniem oka, co dodatkowo wynagrodziło nam piękne, przytulne mieszkanko na cieszącej się niezbyt dobrą sławą, jak się potem okazało dzielnicy Gdyni, zwanej Chylonią. I tu pozdrawiam Anitę Scharmach i Daniela Koziarskiego 😊
Dałam radę, spacer wieczorową porą do sklepu, żeby kupić dzieciakom coś do jedzenia na śniadanie zakończył się sukcesem. Ale z drugiej strony, my Nowodworzanie potrafimy o siebie zadbać, to nawet dobry temat na książkę. Może kiedyś zbiorę się i napiszę o moim mieście?
Dotarliśmy, złapaliśmy oddech i pognaliśmy na gdyński bulwar. W międzyczasie Cytrusek zaczął dziwnie popiskiwać, grzechotać, jakby zebrało mu się na chęć zagrania na kastanietach. Obawiam się, że to hamulce, może nawet tarcze rozprysły, jak Perseidy na niebie. Trudno. Oceniłam go pochopnie i zdecydowanie rozstaniemy się niebawem.
Kamienna Góra przygięła nieco mój kark do ziemi, kiedy pokonywałam milion schodków dzielących mnie od bulwaru, bo auto zostało gdzieś daleko na głównej ulicy. Ale parliśmy do przodu, dzieci bo głodne i spragnione kąpieli, ja w nadziei, że zdążę jeszcze spotkać Izę Milik i nie zawiodę czekającej na mnie Agnieszki Krizel.

Udało się. Po drodze spotkałam Agnieszkę Kowalską, stacjonującą wakacyjnie nad morzem i popędziłyśmy do stoiska Novae Res, gdzie w dalszym ciągu trwało spotkanie Izy, zjawiskowo pięknej, niebywale skromnej i wrażliwej autorki. A swoją drogą, osoba tak subtelna, nieskazitelna wręcz napisała thriller z polityką i perwersyjnym seksem w tle! Kocham przeciwieństwa! Oczywiście książkę mam, nawet z autografem. Ale o wrażeniach po jej przeczytaniu opowiem, kiedy ją przeczytam. Poznałyśmy się w końcu, porozmawiałyśmy i wiecie co? Stres już zupełnie opuścił mnie. Tak wiele fragmentów naszych życiorysów wydało mi się podobne.


Ania Sakowicz, którą również spotkałam twierdzi, że w naszym pisarskim środowisku zjawisko chemii również odgrywa wielkie znaczenie. Nie popadajmy w skrajności, nie cechuje nas perwersja, ale między autorami musi zaiskrzyć, by czas, który spędzamy razem pozostał w pamięci na dłużej. Poczułam ten zastrzyk sympatii do Izy i zyskałam koleżankę, co przyznaję z dumą. A Ania Sakowicz nie pomyliła się. Już kolejny zresztą raz. Jej ciepło i wszechstronność są dla mnie, jak księga. A rady, których udzieliła, posłużą  z pewnością w niedalekiej przyszłości.
I przysiadłam na krzesełku obok Izy, potem przeniosłyśmy się na ławeczkę, mając stoisko mojego Wydawcy wciąż w zasięgu wzroku. Jakoś tak wyszło, że nie ruszyłam z tej ławeczki nawet na krok. Towarzystwo miałam przednie, dołączyła do nas znana w środowisku posiadaczka najpiękniejszego imienia Eleonora, którą z największą chęcią spakowałabym w walizkę i zabrała ze sobą do domu. Cóż to za kobieta!!! Wulkan optymizmu, niespożytej energii i skarbnica wiedzy. A Jej syn ma na przedramieniu tatuaż, jaki na zawsze pozostanie w sferze moich marzeń! WOW! Mam zdjęcie, więc podziwiam…

Eleonoro, już Ci zdradziłam, że przygotowałam małą pamiątkę naszego bulwarowego spotkania. Zrobiłaś na mnie ogromne wrażenie.



W międzyczasie dobiła do nas Anita Scharmach, pojawiła się również Monika Halman, przynosząc dowcip, żarty i doskonały nastrój, jakim kipiała nasza ławeczka. W końcu zasiadłam na krzesełku, bo nastała 15:40, czyli czas mojego spotkania z Czytelnikami. Czułam się wybornie. Do tego stopnia, że ukradłam odrobinę czasu Danielowi Koziarskiemu, którego w końcu udało mi się poznać. Przesympatyczny mężczyzna, przysiadł na krzesełku obok i rozmawialiśmy tak, jakbyśmy widzieli się zaledwie dzień wcześniej. Napisałam wyżej, że człowiek lęka się nieznanego. To prawda. Ale w towarzystwie osób, które nie kryją życzliwości, rozmawiają otwarcie, coś takiego, jak stres nie istnieje! To proste. Poznałam Agnieszkę Krizel. Udało nam się. Aga jest osobą bardzo zdystansowaną, spokojną, ale czujną. Jest obserwatorką i podchodzi do swojego blogerskiego zajęcia z największym skupieniem. Pewnie powtórzę się, ale to moja Patronka. Jestem dumna.
W końcu zauważyłam skradającą się od strony namiotów innych wystawców kobietę. Od razu wiedziałam, że to Agnieszka Sonenberg. Kolejna istota, która jest trybem napędzającym, motywującym i wspierającym. I znowu radości nie było końca. Jeszcze tego samego dnia, a raczej wieczora, dwie osoby zagadnęły- Czy ta pani w krótkich spodenkach, to była przypadkiem Agnieszka Sonenberg? A ja nie przywitałam się…


Wiecie co? Nasuwa mi się pewien wniosek. Otoczenie, w jakim się znajdujemy, jakie oddziałuje na nas, ma ogromny wpływ na to, czym się zajmujemy a w końcu jakie są efekty naszej pracy. Mam wspaniałych Czytelników, wspaniałe i bardzo wartościowe


Patronki i Przyjaciół, których obecność pozbawia mnie lęku przed nieznanym, przed reakcją na to, w jaki sposób zostanę odebrana ja i moja praca. I to jest wspaniały dar.

Bardzo dziękuję za spotkania z Wami. Wartościowe i niezwykle przyjemne. Długo będę je wspominała. Dziękuję za pamiątki, już zajęły swoje miejsce na regale wśród książek i cieszą oko, przypominają o tym, co ważne. I, mam gorącą nadzieję, do następnego razu!



Warszawskie Targi Książki 2017

Ach, takie oczekiwanie, tyle emocji a teraz pozostały już tylko wspomnienia po zakończonych w maju targach książki w Warszawie. Tym razem pojawiłam się na nich tylko w sobotę, choć zwykle nie potrafię sobie odmówić przyjemności spotkań z koleżankami, kolegami i Czytelnikami i jestem obecna podczas dwóch weekendowych dni. Ale w tym roku komunię miał mój Kubuś i musiałam stanąć na wysokości zadania.
Już na początku ogromne wrażenie zrobiło na mnie stoisko mojego Wydawcy. Po raz pierwszy miałam stanąć twarzą w twarz z przedstawicielami NovaeRes. I byłam pod wrażeniem ciepłej, niemal rodzinnej atmosfery, jaka panowała na stoisku. Wszyscy byli uśmiechnięci i otwarci. Żartowali, jakbyśmy znali się od lat. Potem zaczęli pojawiać się Czytelnicy i rozmowom nie było końca.
Dostałam kilka cennych rad od starszych w tym zawodzie, za co jestem niezwykle wdzięczna. Spotkałam kilku młodszych autorów, których aż chciałoby się uściskać za te Ich spojrzenia :-)

Mimo, że to nie były moje pierwsze targi, że wielu z Was rozpoznaje mnie już i nie kryje zadowolenia ze spotkania, dla mnie to wciąż niesamowite przeżycie. Jestem niezwykle przejęta, wzruszona a na koniec przeszczęśliwa. A gdzieś tam, bardzo głęboko w sercu dumna, że udało mi się przedrzeć przez tłumy innych debiutantów i zająć miejsce w szeregu, obok cenionych autorów. To niewyobrażalne szczęście. Dziękuję.
I kilka moich zdobycznych targowych fotek.
















Najciekawsze cytaty z moich powieści


Mroki Łowisk:

Kobieta, którą chciałbym widzieć przy swoim boku, powinna być inteligentna, powinna wiedzieć, czego chce. Powinna być silna, zdeterminowana i powinna mieć w sobie cechy delikatnej, kruchej istoty, która, kiedy wymaga tego od niej sytuacja, potrafi walczyć jak lwica w obronie najbliższych i swoich racji. O, czy to nie ty taka jesteś.

Kiedyś jego babka mówiła, że nadzieje wypowiedziane w złej minucie mogą przynieść tragedię i zemścić się na człowieku.

– Czy go kocham? Nie wiem, czy kochać to znaczy, że chcę być obok niego, chcę czuć jego ciepło. Tęsknię za tym jego lodowatym spojrzeniem, bo budzi we mnie lęk, ale i podkręca do tego stopnia, że nie mogę się opanować. Ja czasem czuję się przy nim jak mała dziewczynka, która potrzebuje opieki, ale takiej, którą właśnie on mi daje. Za chwilę znowu czuję coś zupełnie przeciwnego, jakbym potrzebowała odetchnąć od niego, odpocząć. Chcę tam wrócić. Muszę. Żebyś widziała Łowiska…


jesteś jego kobietą i nie miałem prawa posunąć się tak daleko. Żadnym wytłumaczeniem nie jest to, że cię kocham. Już wtedy nad jeziorem posunąłem się za daleko, ale nie potrafiłem się zatrzymać. Kocham cię, chcę ciebie tylko dla siebie i nie mogę nic z tym zrobić.

– Wszystko. Wiodłam całkiem normalne, trochę nawet nudne życie. A potem to wszystko się skomplikowało. Pojawił się twój brat, potem ty. I nie ma już taty. Jestem uwięziona pomiędzy tym, co już się skończyło, a wami obydwoma. Nie wiem, co teraz.

Dlatego kochaj mnie dziś tak, jakby nic złego się nie stało, a jutro miałoby nigdy nie nadejść.

Jagoda, cytat:

Fizyczna jedność, możliwość dotykania cię, czucia twojego smaku, zapachu były mi dane na krótko, ale są dla mnie nagrodą, która wystarczy, żebym kochał cię w tym i tamtym wymiarze. Jesteś moim życiem i przeznaczeniem, które musi się dopełnić w ten czy inny sposób. Pamiętaj o tym i nie przekreślaj mnie. Jestem twoim niewolnikiem, jestem zależny od tego, co do ciebie czuję, bo to daje mi siłę, żeby walczyć i żyć dalej. Kocham cię, znaczy tak mało, jeśli patrzysz wstecz naszego czasu, ale uwierz mi dla mnie ma siłę wieków. I nie potrafię się temu przeciwstawić.

Jesteś taka soczysta, apetyczna. Mógłbym cię jeść, kawałek po kawałku. Jesteś esencją, która trzyma mnie przy życiu Maju. Dla ciebie gotów jestem zostać tu, gdzie jestem. Zniknąć.

Maju, chciałem ci tylko powiedzieć, że nie miałoby dla mnie znaczenia, dokąd trafię, gdybym miał teraz umrzeć. Gdybym miał umrzeć wiedząc, że kochasz mnie tak, jak kochałaś jego, nic nie miałoby dla mnie znaczenia. Ani niebo, ani piekło. Wytrzymaj tylko tę próbę, błagam cię kochanie…- Ciepłe ramię wsunęło się pod jej kark a silna dłoń spoczęła na jej ciężarnym brzuchu, podczas gdy jej świadomość jak skulony kot spoczęła na dnie jej duszy uśpiona.

Czasem to, co wydaje nam się być prostym jedynym wyjściem z sytuacji, może okazać się próbą, na którą nie jesteśmy w stanie zdobyć się.

- Tak sądzisz? Nie wydaje ci się, że trudniej jest stawić czoło życiu bez kochanej osoby? Nie sądzisz, ze odebranie sobie życia jest po prostu ucieczką?
- Jeśli nie jest się w stanie żyć bez osoby, która stanowiła sens tego życia? Nie sądzę. Gdyby tobie miało się stać coś i bez względu na to, czy byłabyś z moim bratem, czy ze mną, miałbym żyć bez ciebie, to wolałbym umrzeć. Kiedy stajesz się treścią czyjegoś życia i nagle ta osoba zostaje tej treści pozbawiona, to jak widzisz jego życie? Czy możesz sobie wyobrazić cel? Wartości? Sens? Ja nie mogę.
- Paweł to jest ucieczka, słabość. Kochać można wspomnienia, pamięć. Nie musisz wyrzucać tej osoby z serca, ale nie masz prawa odbierać czegoś, co masz najcenniejsze?
- Kiedy właśnie to, co najcenniejsze zostało już odebrane Maju..

Za zakrętem:

Moja mama zawsze powtarzała: „Nigdy nie rozstawaj się w gniewie. Bez względu na to, kto zawinił, nie chowaj urazy, bo nie wiesz, co może czekać na ciebie za zakrętem. Może się na przykład okazać, że już do końca swoich dni będziesz wspominała chwile, minuty kłótni, która was podzieliła. Dawno zapomnisz o jej powodach, ale strata nie pozwoli zapomnieć o twoim zaniedbaniu”.

Ja zaś zamknęłam po raz ostatni drzwi domu moich rodziców. Przed oczami stanęły mi chwile, kiedy po wielekroć powtarzałam tę czynność. W liceum, na studiach, a potem już pracując. Wcisnęłam guziki alarmu, przekręciłam klucz w zamku, a każde jego rdzawe skrzypnięcie budziło we mnie dreszcze i grozę przed niewiadomą, która była wciąż przede mną. Rozejrzałam się wokół i włożyłam klucz pod wielką donicę z ukochanymi przez mamę hostami. Zatrzymałam się na wysokości furtki i po raz ostatni obróciłam głowę w stronę pustych i ciemnych okien domu. Dopiero kiedy poczułam, że zaczynają mnie piec powieki, wcisnęłam ręce głęboko w kieszenie dżinsów i ruszyłam do samochodu, pewna, że już nigdy więcej nie ujrzę tego widoku. Nie będę szukała w oknach odbicia mamy, która macha mi ręką na pożegnanie, kiedy spieszę się do pracy, nie otworzy mi furtki tata, bo właśnie szedł po świeże bułki do kolacji, kiedy wypompowana wracałam z podróży. Sięgnęłam po chusteczkę do nosa i otarłam łzy.

. Człowiek jest w końcu stworzeniem zdolnym do wielu poświęceń, ale też potrafi się posunąć do najgorszych zbrodni. Potrzeba mu tylko jakiegoś bodźca, może w imię religii, przekonań albo przynajmniej zaspokojenia swoich żądz, którymi usprawiedliwiłby swoje nawet najgorsze posunięcia.

Dzieci są takie czyste i proste w swej egzystencji. Potrzebują zaledwie odpowiednio dawkowanych bodźców, wskazówek, by ich egzystencjalna prostota nie przeistoczyła się w beznadzieją mierność.

 Jacek pochylił się nade mną powoli i zamknął mi usta, przyciskając do nich swoje gorące, wilgotne wargi. Świat nagle zaczął tańczyć, kiedy wpatrywałam się w jego twarz osaczona bliskością, ciepłem i wilgocią jego ust. Zamknęłam natychmiast oczy i ujmując jego nadgarstki, ścisnęłam je mocno. Smak jego warg, ich soczysta miękkość absorbowały całą moją uwagę i choć czułam, że to, co się działo, niekonieczne było dobre, nie potrafiłam przestać się delektować trwającą chwilą. Czas płynął powoli, zupełnie jakby na moment zwolnił i zwrócił zaciekawione spojrzenie w naszą stronę. W mojej głowie jednak zaczęły piętrzyć się myśli, przebłysk rozsądku podpowiadał mi, że ten pocałunek mógł zrujnować wszystko, co do tej pory udało mi się odbudować. Przecież moje dotychczasowe kontakty z mężczyznami kończyły się prędzej czy później spektakularnym fiaskiem. Jeszcze tylko chwilkę, krótki momencik… Moje serce zawodziło jak szczenię siłą oderwane od matki.

– A czego chcesz? – rzuciłam krótko, nawet się nie odwracając.
– Ciebie. Chcę, żebyś była moja. Chcę z tobą być. Chcę patrzeć, jak zasypiasz i jak się budzisz. Ciebie chcę. I od jakiegoś czasu odnosiłem wrażenie, że chciałaś tego samego.

. Moja mama zawsze powtarzała, że na udrękę umysłu najlepsze jest fizyczne zmęczenie.

Podniósł się powoli i ze wzrokiem utkwionym we mnie podszedł blisko. Zupełnie blisko, a nawet zbyt blisko, bym wciąż mogła zachowywać swobodę. Krew w uszach zaczęła szumieć, więc odsunęłam się na bok możliwie najdalej, odwracając głowę i dając mu tym samym do zrozumienia, że narusza swoją bliskością moją strefę prywatności. Wycofał się, co przyjęłam z ulgą. Wtedy jednak odwrócił się nagle, przyciągając mnie do siebie. Oparł o ścianę domu tuż obok drzwi wejściowych, przyciskając ramiona równo do ściany.
– Jacek… – sapnęłam jedynie i zacisnęłam powieki, czując jego usta zamykające się na moich. Wilgotne, soczyste, smakujące świeżą kawą, którą Aniela parzyła dla niego każdego ranka.
– Zadręczasz mnie, Agnieszko. – Jego głos, jak dodatkowa para rąk, błądził po mojej twarzy, wdzierał się pod bluzę i szczypał napiętą skórę.

On pojawił się i został przy mnie bez dodatkowych porywów, jakby to było już wcześniej zaplanowane. Nasza codzienność wyglądała zupełnie tak samo, jedynie noce, bo te spędzaliśmy razem, spacery, którym oddawaliśmy się trochę ciaśniej wtuleni w siebie, przypominały mi o tym, że na świecie był ktoś jeszcze, dla kogo znaczyłam więcej.

– Agnieszko… Siebie mi dajesz. Dajesz mi rozmowy, swoją radość. Dajesz mi swoje tęsknoty i strach. Dajesz mi ciało i duszę. Czego mogę chcieć jeszcze? Przy tobie mogę być sobą, czuję się potrzebny. Jestem twoim rękawem, tarczą. Więcej nie powiem, bo to i tak dużo, jak na mnie. – Uśmiechnął się nerwowo, jakby chciał rozładować gęstniejącą atmosferę.

Ale jego twarz promieniała jak twarz dziecka, które dostało upragnioną zabawkę. Lubiłam takie momenty. Przeglądałam się wtedy uparcie w jego spojrzeniu i byłam szczęśliwa, widząc w nim kobietę pożądaną i kochaną. Czułam się piękna, wartościowa i nie musiałam się bać.

Bo dla mnie pojęcie „dom” miało również wymiar bardziej metaforyczny. Tu nie chodziło tylko o mury wyznaczające jego granice. Było to miejsce, gdzie nadrzędną rolę odgrywało bezpieczeństwo i spokój. Był to bardziej stan ducha, w zaistniałych okolicznościach pielęgnowałam wyobrażenie tych wartości, w które niegdyś tak bardzo wierzyłam. (…)Tak bardzo pragnęłam czuć się w moim domu jak w miejscu poza czasem, gdzie wszystko miałoby znaczenie, a ludzie w nim przebywający stanowiliby część tego stanu. To miał być świat pozbawiony bólu, tęsknoty i cierpienia.

Niestety ja nigdy nie wierzyłam w zbiegi okoliczności. Bez względu na to, czy były szczęśliwe, czy też nie. Byłam zdania, że wszystko było już z góry zaplanowane, a nam nieszczęśnikom dano jedynie możliwość wyboru drogi z kilku dostępnych opcji. I tym samym ponosiliśmy odpowiedzialność za każdy dokonany wybór. Byliśmy zatem ofiarami czyjegoś okrutnego żartu, a tworząc wciąż nowe prawa, nowe teorie, oszukiwaliśmy się, bo gdzieś głęboko w nas tkwiła świadomość, że ta gra nie jest warta zachodu.

Oparłam głowę o drzwi i zamknęłam oczy. Mocny, tępy ból powoli rozprzestrzeniał się w mojej głowie. Szeleszczące liście szeptały wprost do mojego umysłu słowa swojej kołysanki, a ciekawskie dłonie lekkiego wiatru dotykały niepewnie wciąż zaróżowioną strachem twarz.
Wątpliwości wgryzały się swoimi zębami w moją duszę. Przez chwilę wydawało mi się, że kurczę się pod ich kolejnymi ukąszeniami. Zerknęłam we wsteczne lusterko, podziwiając różowiejące od zachodu słońca niebo. Taki dar, jakim był ten las, oferowany przez niego spokój i schronienie, pensjonat, mój nowy dom, nawet Jacek – uświadomiłam sobie, jak wszystko, co rzucać powinno człowieka na kolana przed potęgą natury, blednie w obliczu strachu i samotności.

Z dołu wciąż dobiegał mnie szept ich rozmowy. Lekki jak monotonna muzyka alt dźwięcznego, ciepłego głosu Anieli i pokorny tembr głosu Jacka, niczym brzęczenie trzmiela nad jej kwietnikiem. Ona niczym lek antydepresyjny nuciła swoje argumenty wprost do serca niepokornego syna. On zaś coraz rzadziej, coraz słabiej brzęczał, przeciwstawiając się.

Usiadłyśmy na ławce, która stała przy ścianie domu, Aniela pieszczotliwie gładziła podłokietnik. Pewnie siedziała na miejscu męża, może nawet była z nim w tej chwili. Ona ubrana w kolory pięknej wiosny z rozśpiewanymi ptakami i szumem drzew nad głową, on w swojej wyblakłej jak stare płótno rzeczywistości… Dla niego czas stanął już w miejscu, nie mógł mu wyrządzić żadnej więcej krzywdy. Ona wciąż się z nim borykała, płynął tak szybko, jak woda w pobliskim strumieniu. Siedzieli obok siebie, ich myśli splatały się razem, przywołując chwile, kiedy byli szczęśliwi i kiedy czas nie stanowił dla nich żadnej przeszkody.
Non omnis moriar

Spojrzałam w stronę mojej towarzyszki tego wspólnego kontemplowania ciszy; na jej twarzy malowały się zadowolenie i spokój. Przymknęła powieki i pozwalała, by młode słońce obmywało jej twarz swoimi ciepłymi promieniami. Wyobrażałam sobie, że oczami duszy sięgnęła czasu, kiedy oboje siadywali na ławce. Przytłoczyła mnie jedynie świadomość, że ja kiedyś też będę tak wspominała moich bliskich bądź – co byłoby dla mnie lepsze – będę wspominana przez nich. Teraz dążyłam do czegoś, wciąż żegnałam tych, którzy odeszli, i opłakiwałam moją stratę, wiedząc zarazem, że miałam obok siebie ludzi, którzy mnie kochali i którym byłam potrzebna. Moje życie zaczynało ponownie nabierać barw i rozpędu tylko dlatego, że byli obok mnie. Jednak mój entuzjazm nie miał trwać wiecznie, wszystko było takie ulotne, krótkotrwałe. Już za chwilę mogłam kogoś żegnać. Gdziekolwiek spojrzałam, nie widziałam ucieczki… Zamknięta w szklanej pułapce swoich naiwnych nadziei, że mnie to nie spotka. A uciec nie było dokąd. Wszyscy byliśmy w takim razie uwięzieni w naszych ciałach, w naszych realiach, a klaustrofobiczny krąg bezradności zacieśniający się z roku na rok pozbawiał nas złudzeń, przynosząc choroby, dolegliwości, stratę bliskich… Komediodramat, a w rolach głównych naiwni ludzie…

Pewnego wieczora posunęliśmy się krok dalej, zdjęliśmy ubrania i chodziliśmy po lesie nago! Takiego podekscytowania i towarzyszącego mu uczucia wolności nie czułam dotąd. Wyobrażałam sobie wtedy, że jesteśmy na świecie zupełnie sami i nic ani nikt nie jest w stanie mi zaszkodzić! Być odartym z tego, co zbędne, i zdanym tylko na łaskę natury. Oczyszczaliśmy w ten sposób nasze myśli, syciliśmy się swoją obecnością wsłuchani w życie lasu nocą. Każdy dźwięk przecież, który słyszymy za dnia, nocą brzmi całkiem inaczej. Ta sama trzaskająca pod stopą gałąź zdecydowanie wyraźniej, głośniej będzie pękała nocą. Każdy problem nocą nabierał głębszego, bardziej przerażającego wyrazu, niż gdy podchodziło się do niego w blasku słońca.








Na naukę nigdy nie jest za późno- Anna Kasiuk


24 marca 2017 roku miałam ogromną przyjemność gościć w Radiu dla Ciebie. Od tego czasu minęło już kilka dobrych tygodni, ale wciąż pamiętam napięcie towarzyszące temu wydarzeniu. Radio od zaplecza wygląda zupełnie podobnie do innych miejsc, do których udajemy się. A jednak jest to coś, ten drobny element, który odróżnia je od innych. Szczelnie pozamykane drzwi, ogromne konsole, które niosą wiadomości, muzykę w świat, prosto do uszu odbiorców. Tu, pomyłka staje się automatycznie wiadomością publiczną, nie można jej cofnąć, zupełnie jak wydarzeń, które zapisują się w życiu nieodwracalnym wspomnieniem. Poznałam Annę Matusiak-Rześniowiecką, która prowadziła wywiad najpierw z Iloną Adamską, niebywale otwartą, szczerą i utalentowaną kobietą, wydawcą I.D. Media, właścicielką Imperium Kobiet, Law Business Quality i szefową Agencji PR. Możecie sobie jedynie wyobrazić mój stres, kiedy usłyszałam Ilonę na antenie. Ta kobieta ma głowę pełną pomysłów, jej życie jest jedną wielką pasją! Słuchałam i podziwiałam. Szczerze. Dobrze, że wśród nas są ludzie, którzy spełniają swoje najskrytsze marzenia, kreują poglądy innych, wskazują kierunki i pokazują świat z tej lepszej strony.

A później nastał mój czas. Spięta niebywale ruszyłam korytarzem, weszłam do niedużego pokoiku i zapomniałam o stresie! Ania okazała się perfekcjonistką w najmniejszym szczególe. Nasza rozmowa oscylowała wokół Łowisk, magii i tego, co nadaje życiu sensu, a mianowicie pasji. Zanim spostrzegłam, mój czas antenowy dobiegł końca, a mnie wciąż pozostało tak wiele rzeczy do  opowiedzenia! Dobrze jest mieć swoją pasję, dzielić to, co się kocha z ludźmi, którym moja praca daje radość.
Podobało mi się. Bardzo przyjemnie było porozmawiać, opowiedzieć o sobie i swojej wielkiej nowo odkrytej miłości, jaką jest pisanie. Załączam Wam link, gdybyście mieli ochotę posłuchać. I wiecie co? Ten świat radiowy wcale nie jest taki zły, wystarczy wiedzieć, czego się od życia oczekuje i być pewnym swoich racji.
A moi chłopcy siedzieli w samochodzie i słuchali....  z racji pory, a może skupienia, sen zmorzył najmłodszego mężczyznę. 


A zaraz po wizycie w RDC odbyło się spotkanie w wyjątkowym miejscu, jakim jest Szynk Praski.  
      
 29 marca 2017 roku o godzinie 18, zaprosiłam moich Czytelników do miejsca, które opisałam w II tomie sagi Łowiska. Praga, jej wyjątkowa atmosfera, wilgotne od deszczu ulice i ten dreszczyk emocji powodowany widokiem zniszczonych kamienic, śladami po kulach znaczącymi budynki wspomnieniem minionych wydarzeń. Sam Szynk Praski to miejsce bardzo klimatyczne. Stare stoły, krzesła przypominające moje dzieciństwo, pięcioramienny wieszak i ten obraz… Śniadanie wioślarzy Renoira. Kiedy dzień wcześniej przygotowywałam się do tego spotkania, przyszło mi do głowy, że powinnam przedstawić zebranym kilka faktów związanych z życiem moich bohaterów. I z każdą chwilą, kiedy spisywałam je, uświadamiałam sobie, jak wiele wspólnego miał Szynk Praski, wiszący nad barem obraz i moi bohaterowie… Matylda bowiem urodziła się tego samego roku, kiedy maestro Renoir skończył pracę nad swoim dziełem. Ojciec Majki urodził się tego samego roku, co mój tato, Robert zaś wtedy, kiedy moja siostra.. A Łodziska, które mijam po drodze na Mazury? Czy nie sądzicie, że to wszystko jest w jakiś sposób powiązane? Nijak nie przykładałam do tego palca a w zbiegi okoliczności nie wierzę. Może stałam się tylko nośnikiem historii, która rozegrała się gdzieś tam na mazurskiej wsi, z dala od wścibskich oczu sąsiadów. Kto to wie.

W każdym razie, spotkanie przebiegało w bardzo miłej, przyjaznej atmosferze. Żartowaliśmy, wspominaliśmy a do tego zajadaliśmy się pysznym poczęstunkiem przygotowanym przez naszych gospodarzy. To był bardzo udany wieczór. Moja Julia, co zaskoczyło mnie niebywale, opowiedziała publicznie o projekcie Bokser, którego mam być wykonawczynią i wdała się w gorącą dyskusję najpierw z moim przyjacielem Arturem a później znalazła wspólny temat z Alkiem Rogozińskim. 

Bariera pokoleń zadrżała w posadach, kiedy obydwoje, zupełnie, jakby tylko to liczyło się, rozprawiać zaczęli o twórczości Julki a potem Ich ogromnej idolce Magdzie Gessler. Atmosfera to ludzie, przekonałam się o tym po raz kolejny.





Księżyc

Opowiadanie

- Co cię dręczy?- zapytałeś zwracając na mnie swoje jasne oblicze, kiedy drżąca stałam pośród ciemności. Twój głos przywarł do mojej skóry chłodnym podmuchem wiatru.
- Mnie?- uniosłam głowę wysoko, by spojrzeć na ciebie. Mogłabym to robić właściwie bez przerwy. Mogłabym patrzeć na ciebie, upajać się twoją jasną poświatą, i choć spowija cię zawsze noc, czarne chmury kłębią się niczym hieny wokół, ty przyćmiewasz je swoją potęgą, topisz ich głód, ich nieokiełznane żądze swoim chłodnym blaskiem.

Pierzaste szpony, niczym wiosenny puch uwolniony z młodych pąków wzbija się wokół ciebie, lawiruje w rytm martwej ciszy, którą otulasz. Baletnice w czarnych tiulach połyskują halkami, uwodząc cię. Co chwilę któraś odważy się odkryć odrobinę więcej, byś tylko zwrócił na nią uwagę. Byś musnął dumnym spojrzeniem. O czarny Aniele, w lśniącej zbroi skradzionej słońcu, bez ruchu tkwiący na atramentowym nieboskłonie, ty pochłonąłeś już niejedną duszę pod tarczą nocy. Gdy ból rozsadza piersi, tęsknota palącym się piętnem wydziera rozpacz z gardła, ty z niewzruszoną miną, obrzucasz czarami bezkarnie, bezdusznie.

- Dlaczego tak o mnie mówisz?
- Przy tobie odżywam mój piękny. Przy tobie moje żyły na nowo czują żar wartko płynącej w nich krwi. Choć kradniesz moją miłość, niczym kochanek, którego twarzy nie pamiętam, ja kradnę twoją siłę. Dotarłam do ciebie, ukruszyłam idealnie gładkie ciało i wyskubuję okruchy pewności siebie, której mnie brak, którą ty zaś pysznisz się, zupełnie jak błyszcząca złotem matrona.
- Opowiedz mi o twoich smutkach? Odpłać za kradzież, której się dopuszczasz i nakarm mnie swoim żalem, bym mógł pysznić się jasnością jeszcze donioślejszą niż teraz.
- Jesteś próżny.
- Tak jestem. Jestem złodziejem, choć wiele głów zadartych wysoko spogląda w moje oblicze z tęsknotą. To wy uczyniliście mnie takim, jakim jestem. To w waszych oczach przeglądam się nocami, czując ciepło zachwytu, jakim mnie obsypujecie. Czuję wasz strach, bo noc budzi w was najgłębsze tęsknoty, zdziera z pamięci ciężką zasłonę, którą okrywacie przeszłość, o której pamiętać nie chcecie. Wszystko nocą wypełza z najciemniejszych zakamarków, by przypominać o błędach, potknięciach i upływającym czasie. Co się stało bowiem, już nigdy w niepamięci nie pozostanie. To noc jest waszym sumieniem, ja jestem tylko jej wiernym kochankiem, przyssanym do jej czarnej piersi. W jej sukniach przepastnych otulam się i tańczę w rytm jej oddechu. Oddaj mi swoje lęki, a na chwilę odwrócę swoje oblicze i obsypię mrokiem tajemnice, które ona tak bardzo chce poznać.
- Więc nie jesteś szczery, chcąc zawrzeć ze mną układ?
- Jestem złodziejem. Demonem próżności, cherubinem pyszności.
- Żal mi cię. Jesteś tak bardzo samotny i nieszczęśliwy. Przy twoim blasku nie ogrzeję swojej zbolałej duszy, bo lśnisz skradzionym światłem, jesteś zaledwie odbiciem, pochodnią, która przypomina o tym, co minęło i wzbudza rozpacz na wspomnienie tego, co dawno utracone. Choć dano ci niebo, otulasz się ciemnością, jak odepchnięte przez matkę dziecko, w sercu którego wciąż tli się nadzieja, że kiedyś nastanie znowu ten czas, kiedy będziesz bezkarnie mógł wtulić swoje stęsknione oblicze w jej ciepłe, tętniące życiem łono. Tego chcesz, prawda? To dlatego twój blask razi moje oczy, chcesz zwrócić jej uwagę na siebie. Starasz się pokazać swoje oddanie, ty książę nocy.
- Możliwe.
- Uśmiecham się do ciebie. Jesteś tak piękny. Ogromny. Rozkoszą jest patrzeć na ciebie. I pragnę wspiąć się wysoko, tak wysoko, by być bliżej ciebie. Możliwe, że udałoby mi się spojrzeć w twoje oblicze z bliska, dotknąć cię, poczuć. A wtedy musiałbyś być już tylko mój. Uwięziłabym cię w złotej klatce, byś pieścił moją duszę, czyniąc mnie tym samym swoją księżniczką. Jedyną.
- To nie jest możliwe. Jesteście tak bardzo zachłanni.
- Jesteśmy, jak ty.
- Odejdź. Twoja próżność mnie przeraża.
- Odejdę, zmęczone ciało musi odpocząć. Ale wrócę. Kiedy, jako zaledwie rąbek połyskiwał będziesz spod pierzyny czarnych chmur, mój książę. Wtedy znowu będziesz pragnął mojej obecności, błagał będziesz, niczym szczenię o słowa podziwu, bo to mój zachwyt cię karmi.
- Odejdź teraz. Ale pamiętaj, by wrócić. Potrzebujesz mnie tak samo, jak ja ciebie. Księżniczko…

- Mój książę… 


Na naukę nigdy nie jest za późno- Agnieszka Walczak- Chojecka

Wtorek 28 lutego 2017 roku i kolejne spotkanie, na które się wybrałam. Cała w emocjach, bo jechałam trasą, której nie znałam, myślałam tylko o tym, co zrobię, kiedy okaże się, że nie będę miała gdzie zaparkować samochodu...Jednak kocham moją wieś, powtarzam to bez przerwy...

Tym razem Empik gościł Agnieszkę Walczak- Chojecką, której Włoska symfonia zrobiła na mnie ubiegłego lata piorunujące wrażenie. Może dlatego, że czytałam ją w bardzo przyjemnym, wakacyjnym nastroju, w moim ukochanym Przemyślu? Oczywiście  to były tylko dodatkowe atrakcje, jeśli jednak będziecie mieli wątpliwości, czy sięgnąć po tę powieść, to ja polecam ją gorąco. Wakacyjny klimat, piękna pogoda i miejsce, które kojarzycie z wypoczynkiem.... A do tego kunszt pisarski Agnieszki, zdecydowanie dopełnią całości.
Spotkanie w Empiku jednak promowało powieść o zupełnie innym charakterze. Był to II tom Sagi Bałkańskiej, który nosi tytuł Nie czas na zapomnienie.

Nie miałam dotąd okazji przeczytać I tomu sagi, ale słuchając fragmentów, które czytała autorka oraz tych, które recytowała Jej córka, uważam, że warto po nią sięgnąć. Choć czuję, że to będzie trudna lektura, zmuszająca do pochylenia się po raz kolejny nad historią tamtego okresu i podzielonego narodu, zamierzam temu podołać. Dlaczego? Sentyment, z jakim Agnieszka opowiadała o procesie tworzenia powieści wyciskał na jej twarzy ogromne emocje, wspomnienia, które opisywała, a nawet coś, co przypominało tęsknotę, wzbudziły we mnie ogromny szacunek. Ta książka pisana była z miłością i zadumą wobec wydarzeń, które odcisnęły się piętnem na ludziach. Historia nie pozostawia wątpliwości a jej droga usłana jest ofiarami, co przygnębia. Kraj jest naszym domem, a o to warto walczyć. Jednak prawdziwe historie to nie tylko te, o których piszą potem książki historyczne, to są też dramaty prostych ludzi, które popychają ich do ogromnych poświęceń. A o tym nie możemy zapominać, ta pamięć kształtuje nas i nasze człowieczeństwo.


Spotkanie Agnieszki poprowadził Aleksander Rogoziński, człowiek o ogromnym poczuciu humoru, niebywałym dystansie do samego siebie i wykonywanego zawodu. Może dlatego spodziewałam się, że spotkanie będzie przebiegało w dość lekkiej atmosferze, jednak pomyliłam się. Na sali panowała cisza  a w chwilach, kiedy słuchaliśmy prezentowanych fragmentów, można było wręcz odczuć opisywaną grozę. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem kunsztu literackiego Agnieszki Walczak-Chojeckiej, umiejętności targania emocjami czytelnika w tak wysublimowany sposób, by mimo poważnej treści wciąż podtrzymywać nastrój oczekiwania na ciąg dalszy.


A po spotkaniu... Sami zobaczcie. Atmosfera wręcz domowa, przyjazna. Można było zamienić słowo z zebranymi i zrobić sobie zdjęcie. Nie wiem tylko, czy ktoś zauważył, że Aleksander odkrył w sobie nowe stylistyczne talenty.... Ale pozostawiam to Waszej ocenie :-)



Na naukę nigdy nie jest za późno- Mira Białkowska

Byłam dziś na spotkaniu. Ze znajomą pisarką, spod pióra której wyszły fraszki.

Trochę nie mój klimat, ale nie można zamykać się na różnorodność, prawda? I powiem Wam, że ubawiłam się przednio! Autorka pisze, Fraszka. Forma krótka, lekka, dobrze przyswajana...
I zupełnie się z Nią zgadzam. Tym bardziej, że ich autorka to filigranowa istota, podróżniczka, emanująca ciepłem, czarująca słowem.

 Przez godzinne spotkanie zmęczenie uleciało ze mnie, po prostu słuchałam i zaśmiewałam do rozpuku.  Dowiedziałam się również, że fraszki nie są jedynymi utworami, które stworzyła Mira i już po kilku przeczytanych stronach, bo szczęśliwie dostałam je do poczytania, wiem, że powieść ta zaskarbi sobie mój zachwyt... Ale o tym później, innym razem...
Tym razem zachęcam do ucztowania z fraszkami Miry Białkowskiej. W kilku słowach zamknąć radość, smutek, zgryzotę i wszystko to, co zwykle przelewam na papier pisanych powieści, to coś wyjątkowego!


Mam nadzieję, że autorka nie pogniewa się.... Oto namiastka..

Puzon

Raz mały, raz duży.
Tym seksowniej śpiewa,
im bardziej się wydłuży.

*****
Bodźce seksualne są różne i dość liczne,
ale najskuteczniejsze to te ekonomiczne.

Przyszła koza do woza.

Im bardziej wypasiony wóz,
tym więcej wokół niego kóz.

Miałam rację? Prawda? Jeśli macie ochotę na więcej, zapraszam serdecznie. 

A poza tym wydarzyła się jeszcze jedna rzecz podczas tego spotkania... Wspominałam już, że jestem sentymentalna... Ale chyba nie miałam jeszcze okazji podzielić się z Wami wspomnieniem dwóch kobiet, które darzyłam prawdziwym szacunkiem i podziwem. I jedna z nich siedziała obok mnie na spotkaniu! To była moja ulubiona polonistka ze szkoły podstawowej... Kobieta światła, która zaraz po moim Tacie zaszczepiła we mnie miłość do literatury. Szkoda, że nie zrobiłam sobie zdjęcia. Miałabym pamiątkę. Ach, kocham te spotkania...

Nadmorski Plener Czytelniczy 2017

Widok morza zawsze wzbudzał mój zachwyt. Jego nieograniczona powierzchnia, zapach, a w końcu otaczający nas zewsząd dźwięk, który więzimy...