Więc chodź, pomaluj mój świat...- Włochy



Malownicza Toskania, z falującymi, jak wstęgi polami i łąkami poprzecinanymi zaledwie niewielkimi sztyletami pojedynczych drzew oddaje nastrój spokoju i harmonii, panujących w tej części kraju. Gaje oliwne wyglądające zupełnie, jako równo utkane kobierce, przywodzą na myśl niezapomniany smak włoskich potraw, soczystych, rozkosznych. Bajecznie wplecione pomiędzy klify i poszarpane nierówności wzniesień budynki, zdają się być zawieszone w powietrzu, podtrzymywane niesamowitym klimatem bezczasu. 



Noce zaś, pstrzące światłami lamp ulicznych, leniwie wdzierają się pomiędzy bujne kształty przysadzistych donic równo poustawianych na krawędziach schodów. Krajobraz tak rozległy, bajeczny, zdaje się odpowiadać wyobrażeniu raju. 

Mediolan, Rzym, Neapol… Tam czas zatrzymał się w miejscu. Dumnie pnące się kopuły, nierówne dachy kamieniczek z obliczami zwróconymi w przeszłość, kiedy to dłonie mistrzów misternie ugniatały ich masę formując z nich budowle, swoim przepychem do dziś dnia zapierające dech w piersiach; drobne kamienice, majestatyczną Bazylikę św. Piotra czy Koloseum. 

Włochy to niesamowite alejki, pełne harmonii i przepysznych roślin poutykanych w każdy możliwy zakamarek, to ludzie, piękni, uśmiechnięci i swobodni. To przyciągająca atmosfera niesamowitej historii, której tchnienie jest wciąż obecne pomiędzy pęknięciami w murach zabytków i spowijające krajobraz mglistą nutką tajemnicy unoszącej się tuż nad ziemią o wschodzie słońca… Tak wyobrażam sobie Włochy…





Na naukę nigdy nie jest za późno- Agnieszka Lingas- Łoniewska

Zawsze drażniło mnie, kiedy moja mama bez przerwy powtarzała, ucz się. Obiecywałam sobie już wtedy, że nigdy, przenigdy nie będę używała wobec moich dzieci tych samych monotematycznych sloganów. I słowa dotrzymałam! Nie mówię- ucz się! Jak przyczajona hiena kąsam na początek pytaniami, coraz natarczywiej a w końcu uderzam... Czy ty się w ogóle uczysz?! Wrr! Bycie rodzicem, to wyjątkowo trudne zadanie... Najtrudniejszy projekt, jaki przychodzi nam dorosłym prowadzić.


Chcąc jednak coś osiągnąć, trzeba się uczyć. Właściwie wiek nie jest istotny, uczymy się każdego dnia. Sztuką jest tylko tę wiedzę wykorzystać w mądry sposób, na przykład jako budulec...

Moim budulcem są obserwacje. Nie trudno zgadnąć, że środowisko wydawnictw, pisarzy, jak każde inne pełne jest ciemnych zaułków, zakamarków, w które lepiej nie wchodzić oraz dróg, którymi wręcz należy podążać. A jak dokonać wyboru? Ja stawiam na obserwacje. Jestem obserwatorem, więc czuję się, jak ryba w wodzie...

A temat obserwacji wyjątkowo wdzięczny... Starsze koleżanki po piórze i spotkania autorskie...

AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA




Kolejne spotkanie, kolejne wnioski...
Atmosfera. Nierozerwalny element wpływający bezpośrednio na nasze samopoczucie. Jeśli do tego samego kosza wrzucić szczyptę wyrafinowania, interesowności i egoizmu, powstanie nam mieszanka, z którą spotykamy się niemal każdego dnia, w sklepie, na parkingu, spacerze. Nie wspominając już o pracy. Powoli przyzwyczajamy się do tej rzeczywistości, bo z tym, jaka ona jest nie dyskutuje się. Sami po trosze ją kreujemy a z upływem czasu coraz bardziej zawzięcie, no chyba, że mamy wystarczająco dużo siły a nasz próg przyswajania  niepowodzeń jest bardzo wysoki, by z toksyczną atmosferą walczyć. Bez względu jednak na to, czy radzimy sobie z nią lepiej, czy też zdecydowanie gorzej wierzę, że mamy świadomość, jak bardzo istotnym elementem codzienności ona jest.
A wystarczy tak niewiele….


11 marca 2016 roku wybrałam się na spotkanie autorskie Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Bardzo zależało mi na tym, by na nim być. A to dlatego, że zanim poznałam kreatorkę, posmakowałam jej twórczości. Nie przesadzę, jeśli powiem, że niemal jednym tchem pochłonęłam książkę, którą kupiłam na TK w Krakowie. Może dlatego, że zawsze byłam trochę duchem niepokornym i opisywane klimaty były mi bliskie? Nie wiem, nie zastanawiam się na tym. Pozycja zrobiła na mnie ogromne wrażenie, bo sposób przedstawienia skomplikowanego tematu okazał się bardzo bezwzględny; odarł go zupełnie z tajemniczości i starł makijaż z jego niewrażliwego oblicza. Ja lubię takie klimaty, bo i życie kolorowe nie jest. Nie wierzę w happy end stories, bo odwracają one uwagę od tego, czym w rzeczywistości potrafi zaskoczyć życie.

Oczywiście nie obyło się bez spóźnienia, co znaczy, że wpadliśmy na spotkanie ze spektakularnym hukiem. Dzieciaki obległy półki z książkami w pierwszym pomieszczeniu a ja zasiadłam na krześle i z przyjemnością oddałam się obserwowaniu…

Siedziała przede mną kobieta, która odniosła niepodważalny sukces, jej książki znikają z półek niczym świeże bułki, nazwisko współtworzy czołówkę najbardziej poczytnych autorek literatury polskiej, wspierana przez szerokie grono najwierniejszych czytelniczek dumnie nazywających się Sektą Agnes…
Rewelacja… Brakowało jeszcze barczystego ochroniarza z wymownym spojrzeniem, ale nic z tych rzeczy!

Agnieszka Lingas- Łoniewska to naturalna, ciepła i niezwykle otwarta kobieta, w której życiu istotne znaczenie odgrywa rodzina, najbliżsi i otaczający ludzie… Uśmiechnięta, opowiadała o swojej karierze i drodze, którą przebyła zupełnie, jakby dzieliła się wrażeniami w gronie swoich koleżanek i kolegów. A do tego nie mogłam pozbyć się wrażenia, że sukces, który odniosła absolutnie nie przeszkadza jej w byciu tak samo zafascynowaną tworzeniem i kreowaniem, jak zapewne miało to miejsce przy okazji pojawienia się na rynku jej pierwszej książki. I to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Bezgraniczna świeżość i satysfakcja, jaką daje zajmowanie się w życiu tym, co się naprawdę kocha.
Muszę wspomnieć jeszcze, że otrzymałam kilka cennych wskazówek i autograf na wygranej w konkursie książce. I za to wszystko jestem niezmiernie wdzięczna...
A czego się nauczyłam?


1.    1.   Najważniejsze w życiu to robić to, co się kocha i nie zapominać o tych, dzięki którym stało się to możliwe.  

Na naukę nigdy nie jest za późno- Liliana Fabisińska i Agnieszka Walczak-Chojecka


Zawsze drażniło mnie, kiedy moja mama bez przerwy powtarzała, ucz się. Obiecywałam sobie już wtedy, że nigdy, przenigdy nie będę używała wobec moich dzieci tych samych monotematycznych sloganów. I słowa dotrzymałam! Nie mówię- ucz się! Jak przyczajona hiena kąsam na początek pytaniami, coraz natarczywiej a w końcu uderzam... Czy ty się w ogóle uczysz?! Wrr! Bycie rodzicem, to wyjątkowo trudne zadanie... Najtrudniejszy projekt, jaki przychodzi nam dorosłym prowadzić.


Chcąc jednak coś osiągnąć, trzeba się uczyć. Właściwie wiek nie jest istotny, uczymy się każdego dnia. Sztuką jest tylko tę wiedzę wykorzystać w mądry sposób, na przykład jako budulec...

Moim budulcem są obserwacje. Nie trudno zgadnąć, że środowisko wydawnictw, pisarzy, jak każde inne pełne jest ciemnych zaułków, zakamarków, w które lepiej nie wchodzić oraz dróg, którymi wręcz należy podążać. A jak dokonać wyboru? Ja stawiam na obserwacje. Jestem obserwatorem, więc czuję się, jak ryba w wodzie...

A temat obserwacji wyjątkowo wdzięczny... Starsze koleżanki po piórze i spotkania autorskie.


LILIANA FABISIŃSKA
AGNIESZKA WALCZAK-CHOJECKA

Kolejne spotkanie, w którym brałam udział miało miejsce również w Warszawie. Tym razem wybrałam się 8 grudnia 2015 do Księgarni MDM. Tam spotkałam dwie damy Lilianę Fabisińską i Agnieszkę Walczak -Chojecką.
Dzień był fatalny! Od wczesnych godzin porannych woziliśmy nasze słoneczka od szpitala do przychodni, ale to nikogo nie dziwi acz chcąc się leczyć trzeba mieć i czas i pieniądze. Skutek tego był zadowalający, gips ciążący Julce został zdjęty a Kuba pozbył się aparatu badającego pracę jego serduszka i już nic nie krępowało jego ruchów.
Podjechaliśmy pod księgarnię w momencie, kiedy szyby w aucie zaparowały, co okazało się skutkiem popsutego nadmuchu... Trochę rześkie powietrze wdzierało się do wewnątrz przez uchylone okna, ale nikt nie narzekał, bo jechałam na spotkanie. A to dla mnie istotna kwestia.

Po księgarni przechadzała się wolnym krokiem skupiona Liliana przeglądając zasobne półki uginające się pod ciężarem książek. Wyłowiłam z tłumu jej postać a jakże. Na dole, w sali spotkałam drugą damę tegoż wieczoru przygotowującą się do spotkania. Z uśmiechem zaprosiła mnie do środka.
Zasiadłam i oczekiwałam w towarzystwie Julii, mojej towarzyszki, która tegoż dnia zakupiła sobie kilka książek i z wypiekami na twarzy zapadła się w swój świat.

Dwie damy zaczęły rozprawiać o swoich doświadczeniach. Muszę przyznać, że nie odrobiłam lekcji i nie miałam świadomości, że mam do czynienia z tak światłymi i doświadczonymi kobietami. Szerokie doświadczenie w wielu dziedzinach związanych z życiem pań wzbudziło mój niemy zachwyt. Tak właśnie zawsze wyobrażałam sobie siebie... Z uśmiechem na twarzy wymieniającą swoje osiągnięcia na niemal każdej otaczającej mnie płaszczyźnie. I o ile pani Liliana sprawiała wrażenie kobiety radosnej, opanowanej i tak niesamowicie kipiącej optymizmem i wiarą w drugiego człowieka, coś mnie niepokoiło w pani Agnieszce. Znam ten dystans, chłodne spojrzenie i niemal niezauważalną ocenę otoczenia za pomocą jednego spojrzenia. Wyważony ton głosu i powściągliwy uśmiech. Coś nakazywało mi również zachowanie dystansu i skupienia. Zupełnie, jakbym rozmawiała z szefem... Ha, okazało się, że pani Agnieszka pracowała przez niemal 20 lat w korporacji. Jednak my ludzie, którzy przewinęliśmy się przez jej struktury patrzymy na świat nieco inaczej. Co absolutnie nie znaczy gorzej. Kiedy uświadomiłam sobie powód mojego niepokoju, tudzież moja świadomość osiągnęła bezpieczny poziom, wszystko wróciło do normy. Nawet poczułam się, jak w domu.
Słuchałam o pasjach, odkrywanych przez lata, miłości do ludzi, do miejsc, wrażliwości i przyjaźni. Dwie damy promieniały opowiadając o przebytych podróżach i bagażu doświadczeń, jakie zdobyły. Zupełnie, jakby toczyły opowieść o życiu, które tak szczodrze obdarowało je wspomnieniami i doświadczeniem. Dwie szczęśliwe, spełnione muzy.

A wnioski z tego spotkania nasunęły mi się dwa:
1. Nigdy nie zapominaj, kim byłeś. Każda droga, którą podążałeś jest doświadczeniem, które cię kreuje.
2. Wiara w ludzi i pozytywne relacje są siłą napędową, która popycha do działania.

Później, kiedy wracaliśmy do domu a zimne wieczorne powietrze wkradało się przez uchyloną szybę, rozmyślałam o odległych pejzażach, poważnych tematach opisanych w powieściach dwóch muz i świat wydał mi się wciąż tak niezbadany...



Więc chodź, pomaluj mój świat.... Fundacja- Zwierzęta Eulalii

Są wokół nas takie miejsca, do których wiemy, że powinniśmy się udać, a kiedy już to zrobimy, nie jesteśmy w stanie wyrzucić ich istnienia z pamięci. Dla mnie mają one ogromne znaczenie, wielokrotnie wykorzystuję je, jako środowisko w moich powieściach. Tam żyją moi bohaterowie a ja dzięki temu, przeżywam z nimi ich rozterki, radości i niepowodzenia w jeszcze bardziej świadomy sposób. I bardzo często, z wielką przyjemnością wracam do tych miejsc, bo stają się one takimi moimi miejscami na ziemi.

Dlatego opowiem dziś o magicznym miejscu, które odwiedziłam w ostatni czwartek 18 lutego 2016 roku.

Jeśli szukaliście kiedykolwiek takiego miejsca, gdzie magia łączy się z rzeczywistością, zawiść nie ma wstępu a wszystko to, o czym czytacie bądź co widzicie w telewizji, a za czym tęsknicie, tam przybiera realnych kształtów. I to nie są Łowiska :)


Mam na myśli Fundację- Zwierzęta Eulalii, która zajmuje około 20 ha ziemi i jest domem dla zwierząt, które otrzymały od losu drugą szansę życia. A temu szczęściu pomogła drobna, piękna i niezwykle ciepła założycielka fundacji, Pani Eulalia Wojnicz. Większość zwierząt zamieszkujących tereny fundacji została uratowana przez właścicielkę z transportów do rzeźni, zostały one uleczone i aktualnie swoim urokiem, zachowaniem odpłacają za to, co dla nich zrobiono.
Dalej, malownicze tereny, urocze utkane w krajobraz pół i poszarpanych lasów domki i zagrody, ciepła, przyjazna atmosfera, to tylko fragment tego, czym to gospodarstwo agroturystyczne może Was obdarować.
Byłam tam zaledwie kilka godzin, ale z podziwu wyjść nie mogłam przez kilka kolejnych dni. Właściwie do tej pory przeżywam i opowiadam wokół o tym niesamowitym miejscu. Z całą pewnością, kiedy pogoda nieco poprawi się i wygospodarujemy odrobinę czasu, kupimy karmę dla psów, worek marchewek i pojedziemy z wizytą, na co moje dzieciaki przystały z radością.


Mamy luty, więc ziemia wciąż jest pokryta śniegiem, błotem a kolory, którymi mieni się świat są szaro bure, jednak nawet w takich okolicznościach pobyt w tym gospodarstwie uważam za preludium do moich kolejnych tam wizyt. Bo wystarczy wyobrazić sobie wielogodzinne spacery między  drzewami Puszczy Piskiej, niepowtarzalny zapach, śpiew ptaków i chłód ciągnący znad okolicznych jezior, albo wesołe rżenie około 30 koni, gęsi przemierzające te same ścieżki, którymi my spacerujemy, pieszczocha kota plączącego się pomiędzy naszymi nogami i tę ciszę i spokój....Jeśli zatem będziecie mieli ochotę odwiedzić malownicze Mazury, zastanówcie się, czy nie mielibyście ochoty odwiedzić właśnie tego zakątka. Ja jestem pewna, że zakochacie się w jego magii... A więcej szczegółów znajdziecie pod linkiem http://www.eulalia.pl/

Myśli moje lewitujące, czyli co mi po głowie chodzi

Tylko ode mnie zależy, czy będę uboższa o jeden dzień,
czy bogatsza o to, czego w nim dokonam.

Wenus z Willendorfu

Czyste sumienie mam wtedy, kiedy leżąc wieczorem w łóżku spoglądam wstecz i mimo wszystko zasypiam.  
Jeśli spróbujesz wstrzymać oddech, poczujesz gorącą falę bezsilności wypełniającą twoje płuca...

Strach, który dziś zagląda ci w oczy. jutro skuli się pod twoim spojrzeniem.

Powroty bowiem stanowią namiastkę Raju...

Moje wiersze

Zdecydowałam się w końcu zabrać moje stare zeszyty z piwnicy Mamy. Rozczuliły mnie te aforyzmy. A wiersze obudziły uśpione dawno uczucia. Człowiek jest bezdenną walizką poukładanych tam uczuć, przemyśleń.  Jedne są luźno wrzucone, chaotyczne. Inne zaś, bez względu na upływający czas przypominają to, co działo się wtedy. Wszystko we mnie obudziło się. Mam nadzieję, że niektóre wspomnienia uda mi się poskromić wcześniej, niż zaczną na nowo boleć...

Julka, seria Julka

Sama już nie wiem, czy droga którą idę była choć przez moment prosta...
Czy zbaczałam nieświadomie w porośniętą nieprzeniknioną ciemnością pragnień gęstwinę?
Chciałam tylko wykraść losowi choć woń szczęścia, choć namiastkę tego, czego pod dostatkiem mają królowie tego świata.

Zbroczona krwią wyciśniętą przez ciernie niesłusznego zaufania byłam szczęśliwa.
Udało się.
Zasłużyłam wbrew wyrokom, zdobyłam cenny klejnot całego mojego życia. Dumna oddałam swój urok i nosiłam go pod sercem.
Byłam dumna, złodziejka, która okradła los...
Królowie świata patrzyli z litością godną bogów.
Nie zasługiwałam na błogosławieństwo. Ukradłam je.

Czy kropla w morzu zmieni jego bieg, gdy zboczy w stronę, gdzie drzemie jej pragnienie?
O, przekleństwem niech będą moje pragnienia! Tak zwyczajne, proste aż nierzeczywiste.
Wciąż łkające serce po omacku znalazło jednak gorącą pierś miłości.
Otwarte ramiona zwabiły w kolejną ścieżkę. Gdzieś na jej końcu było światło, które zatopiło resztkę smutku i tchnęło w zagubioną duszę świeży oddech życia.
Objęły mnie te ramiona i przycisnęły mocno do gorącego źródła.

Będę kradła losowi i te chwile.
Nie zasługuję na błogosławieństwo, jestem tylko potomkiem królów tego świata. Złodziejką o czarnych myślach i koronie niepasującej na moje skronie. Palą ją pragnienia, które muszę ukraść.
Ukraść uwagę, której potrzebuję bardziej niż powietrza.
Miłość, która wciera w zziębnięte ciało balsam życia.      
Jestem złodziejką, nie zasługuję na błogosławieństwo..
A królowie będą bardzo gniewni..

                                                                                              Wrzesień 2001

Anioł Stróż, seria Julka

Nigdy nie dowiem się, czy moje łzy są dla ciebie tą kroplą wody, o którą modlą się konający z pragnienia.
Nie dowiem się również, czy moje ramiona wciąż otwarte jak drzwi do babcinej spiżarni są dla ciebie schronieniem takim, jak dla zlęknionego burzą napotkane drzewo.
Chciałabym jeszcze wiedzieć, czy moje oczy są dla ciebie księgą, z której możesz wyczytać ciągłą tęsknotę i pragnienie ofiarowania więcej iż dawałam dotychczas?
Czy nocą leżąc przy twoim boku zasługuję na to wytchnienie?
Czy kradnąc twój oddech pocałunkiem na dobranoc nie powinnam wciąż czuwać, jak troskliwa matka czuwa przy swoim dziecku?
A może mnie zawołasz, bo moje piersi ukołyszą lepiej niż poduszka a dłonie wypieszczą zmęczenie ze skroni lepiej niż kołdra?
Poczekam, nie usnę. Wsłucham się w melodię twojego oddechu, aby nie stracić tych cennych chwil, kiedy jesteś tylko moja...

                                                                                             maj 2002
Początek końca, seria Julka

Pośród bólu i cierpienia oddajesz światu najcenniejszy skarb.
Wytęsknioną perłę ukrywaną w wyobraźni, wypieszczoną muzyką twojego serca.
Istotę, jak kosz przepełnioną marzeniami pragnieniami i tęsknotą.
Twój najsłodszy uśmiech, najskrytsze tęsknoty, najczarniejsze obawy i strach.
Cały świat doceni twą naiwność, zrozumie i wynagrodzi ten intymny dar.

Czy z chwilą, kiedy twój kwiat miłości rozsunął niewinne pąki swego życia zaznasz jeszcze spokoju?
Targana bezgranicznym oddaniem, śmiertelną dawką miłości i paraliżującym strachem czy nikt nie zetnie twojego kwiatu...
Ten lęk zastąpi ci potrzebę oddechu, biciem serca będzie ci nieskończona miłość a ciepły dotyk nieskalany dojrzałością nasyci ciało wciąż nowymi siłami. By kochać.


                                                                                             maj 2002   

Wiosna

Tych kilka minut, które daje nam los są jak letnie promienie słońca zaglądającego lubieżnie do naszej sypialni.
W powietrzu czuję zapach rosy,
niezapominajki unoszą się na skrzydłach motyli.

Słyszysz?

To pszczoły zwiastują swoim mruczeniem radość budzącego się dnia.
Jak głęboki kielich miłości wypiłam, nie wiem.
W moich żyłach wciąż czuję rozedrgane lepkie nici. Jesteś we mnie, oplatasz swoją bliskością, jak zapach niezapominajek odważnie wpełzający przez uchylone okno.

Wciąż zachłyśnięta świeżym blaskiem, rozkoszuję się wczesną rosą twoich pocałunków, gorącym popołudniem silnych ramion i upojną nocą obezwładniającej miłości.
Modlę się, aby tych kilka minut, które ukradłam losowi pogrzebały mnie w niekończącym się szaleństwie.

Modlę się, aby twoje ramiona oplotły mnie na zawsze pajęczą siecią pnącz Tristana.
Na wieki złączeni będziemy witali poranki wsłuchani w bezdenną głębię oddechów rozbudzonych pożądaniem.
Zawstydzeni blaskiem słońca ukryjemy pąsowe lica w zapachu trawy.

Znużeni wtulimy twarze w rozpalone ogniem połacie żółtych słoneczników, aby zazdrosne oko nie kalało nagich postaci splątanych w miłosnych uniesieniu.
A ukoi nas szum dębu...
                                                                                          Maj 2005

Kołysanka

Przez ciągłe burze, silny wiatr
nieśmiało przedarły się ciepłe promienie wiosennego słońca.
Ogrzały zmarzniętą duszę,
serce otuliły ciepłą kołdrą miłości.

A radość i szczęście pozwoliły w końcu zaczerpnąć głęboki oddech.
Jaki ten świat  jest piękny, każdy liść szumi swoją pieśń, w rytm której tańczą promienie słońca, jak rozwiana spódnica cyganki.
Poranne krople rosy malują tęczą miłosną opowieść na kartach zapomnianego już życia...

Słyszysz tę opowieść?
Snuły ją letnie wieczory, wśród rozkosznego brzęczenia świerszczy.
Czujesz podmuch wiatru?
Gładził włosy po upojnej nocy spędzonej w twoich gorących ramionach.
Widzisz rumiane słońce?
Pieści twarz, kiedy po policzkach płyną łzy tęsknoty, odkąd kolorowa okrutna jesień odsunęła ciebie ode mnie.

W pamięci mojej wciąż gości pękaty węzeł wiosennych uniesień, kiedy pieściłeś przepełnione lękiem ciało.
Na ustach wciąż skrywam ukradzione pocałunki rozpustnego lata i kocham...
                                                                                         
                                                                                            październik 2005
           
Tęsknota
Gdy w domu jest już cicho, dziecko za ścianą otulone ciepłą kołdrą niewinnych marzeń śni, zamykam oczy.
Przewracam grube, zachlapane atramentem wspomnień strony pamięci i szukam znajomego podmuchu, który ponownie porwie utęsknione ciało i pozwoli rozchylić pąk uśpionego pożądania.

Zamykam oczy, bezwładne liście opadają na chłodną poduszkę.
Wszystko pogrążone jest w ciszy.
Przesiąknięta zapachem wiosennego nektaru pościel zawstydzona ukrywa się za mgłą niepamięci.
Rozedrgane płomienie minionej namiętności zdają się ukrywać w leniwie opadających płatkach śniegu.

Zamykam oczy i staram się złożyć tę historię ponownie w roziskrzony taniec letnich nocy.
Przeszywający drżące ciało podmuch wiatru lubieżnie kołysze nagimi liśćmi gwałcąc różowe płatki niewinności. Gorąca trawa oplata kostki przyciągając ciało onieśmielonej kochanki ku sobie, kradnąc po drodze gorący smak pożądania.

Zamykam oczy i czuję pod palcami drżącą ziemię, wiatr snuje ponownie swą opowieść, czuję go na twarzy, obejmuje mnie z każdej strony, niemal uczestniczę w rozgrywającym się tańcu.
Żar wdziera się pod skąpe ubranie, drażni dotykiem rozedrgane liście, targa delikatnymi płatkami, kąsa i szczypie. Aby na koniec wybuchnąć kaskadą letniej burzy i zmyć gorącym strumieniem płomienny rumieniec zawstydzenia.

Zamykam oczy i utulona mgłą niepamięci wsłuchuję się w niezmąconą ciszę, jak każdej nocy. Umieram.
Dlaczego nie umilknie ta tęsknota za gorącym latem twoich dłoni?
Zasypiam.
                                                                                             grudzień 2005

Wesołych świąt...

Gdybym miała taką moc, by cofnąć czas, choć na tę jedną noc i wrócić do świąt, gdy ci, których kochałam, kochali jak ja...

Czy coś by to zmieniło?
Będzie bolało, bo w tę właśnie noc ukłuje każde niechciane słowo, jak sztylet.

Wesołych świąt powiesz. Czy przed oczami stanie ci rozwrzeszczany dom pełen naszych dzieci?
Wesołych, radosnych...

Tęsknotą spuchniętych. Choćbym miała taką moc, by choć na tę jedną noc...
Czasu już nie wrócisz...
                                                                                              grudzień 2015


Opowiadanie świąteczne 2015

Opowiadanie
Współczesna opowieść wigilijna.

            Straszny ziąb. Początkowy kaprys zmiany samochodu okazał się całkiem trafionym pomysłem. Obym tylko takie miewał. Nowe auto sunie pewnie szeroką ulicą. Zupełnie, jakby nic nie stanowiło dla mnie zagrożenia. Amen. To mój gwiazdkowy prezent.
- Dobry wieczór! To ty jesteś Anka?- Pochylam się, by wyjrzeć przez odsunięte okno pasażera. Wszystko się zgadza. Brunetka, wysoka, szczupła.
- Tak. Rafał?
- Jasne, wsiadaj. Wszystko jest ok., marka samochodu, blachy. No i ja. Tak?- Klepię zachęcająco w fotel. Czuję podekscytowanie. Zawsze kręciły mnie przygody, lubiłem poznawać nowych ludzi a ta dziewczyna wygląda po prostu świetnie.
- No tak. Dawno korzystasz z blabla?- Wsiada w końcu. Nie jestem zaskoczony, że wybrała fotel za mną. Wydaje mi się nawet, że jest trochę onieśmielona. Kurcze, nie sądziłem, że ludzie decydują się na jazdę autostopem, choć boją się tego. Ale takie czasy, trzeba mieć oczy wokół głowy.
- No, ja nie. Mój kumpel poddał mi taki pomysł. Zawsze parę groszy zaoszczędzę. Rozliczymy się teraz czy na miejscu?
- Wolałabym pół teraz pół później. Rozumiesz?
- Nie ma problemu.- Ruszam. Dwadzieścia kilometrów za miastem czekać ma na mnie jeszcze jeden towarzysz podróży. Emocje wciąż buzują. Uświadomiłem sobie, że trochę nawet ryzykuję. Troje zupełnie obcych mi ludzi miało towarzyszyć mi podczas drogi. Przez całe trzy godziny. I to dla paru zaoszczędzonych groszy… Wiele może się wydarzyć w tym czasie. A mimo wszystko jestem podekscytowany. Albo niezupełnie świadomy tego, co czeka mnie na końcu mojej drogi.
- Rafał, stój! To chyba on.- Wrzucam wsteczny i cofam do umówionego miejsca. Nie zauważyłem chłopaka stojącego na przystanku z tabliczką. Co on tam ma napisane? Niech skonam.. Bla Rafał Wrocław. Bardzo oryginalne. Znowu uchylam okno. Dobrze, że Anka wsiadła do tyłu.
- Siema. Jestem Rafał. A ty pewnie Marcin!
- Siema. Tak.- O, tego nie muszę zapraszać. Bez chwili zastanowienia otwiera drzwi i wsiada obok mnie. Spoko, niech będzie. Niech siada obok mnie.
- To jeszcze Aśka. A ona miała stać gdzieś tu blisko…
- Tak, na zjeździe na obwodnicę. To kilka kilometrów.
- Znacie się?- Pytam zainteresowany.
- Nie. Może tylko z widzenia. O patrz! Stoi!- Rzeczywiście stała. Co chwila spoglądając na zegarek
i podpierając się uzbrojoną w nieziemsko długie czerwone szpony dłonią o kształtne biodro. No, coraz bardziej podoba mi się moja wyprawa. Ostatnia, co prawda, ale słowo się rzekło. Zatrzymuję się i siląc się na jeden
z moich czarujących uśmiechów zerkam w to samo okno pasażera.
- Cześć, Asia?
- Asia, Asia. Zmarzłam tu okropnie. Mamy chyba zajebisty minus. Coś was zatrzymało?
- Skąd. Jesteśmy na czas.- Odpieram zaskoczony. Dziewczyna wydaje się być bardzo pewna siebie. Wsiada obok Anki i podaje jej rękę.
- Aśka jestem.
W końcu ruszam. Przez pierwsze pół godziny w samochodzie panuje zupełna cisza. Dziwne. Moi towarzysze nie wyglądają na małomównych. W końcu jednak odzywa się gwiazda wieczoru.
- Musicie zwolnić z tą wymianą informacji, bo nie nadążam z ich przetwarzaniem.- Parskam rozbawiony.- Czym się zajmujesz Anka? Dokąd jedziesz?- Spogląda na swoją sąsiadkę dosyć wyniośle. O, takie dziewczyny zawsze znaczyły kłopoty, przechodzi mi przez myśl.
- Jestem księgową.
- Księgową?
- Uhm.  A jadę do babci na święta.
- Ojej, całe życie w cyferkach, hę? A ty Marcin?- Kontynuuje bez zastanowienia.
- Ja jestem malarzem. Nie mam stałego zatrudnienia. Maluję na ulicy, czasem wpadnie mi jakieś większe zlecenie. A ty Aśka? Co ty robisz?
- Ja? Jestem modelką. Właściwie popsuł mi się samochód a mój menadżer rozchorował się a jakoś muszę wrócić do siebie. Zaraz po świętach zaczynam sesję w Łodzi.
- I podróżujesz stopem?
- No, zawsze to lepsze niż pociąg.- Prycha i skupia uwagę na swojej dłoni. Nie wzbudza mojej sympatii, przyznaję. Nadęta lalka z pustą głową. Uznałem, że lepsza cisza niż rozmowa podszywana jej sarkazmem.
- A ty Rafał? Powiedz nam coś o sobie?- Z zadumy wyrywa mnie spokojny głos Anki. Zanim zastanowiłem się nad tym, co miało stanowić moją historię, odpowiadam równie grzecznie, jak moi przedmówcy.
- A ja pracuję w banku. Jestem kierownikiem działu rozliczeń. I chyba dojrzałem do tego, by zmienić swoje życie.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- Ponownie uderza we mnie pewny głos Aśki.
- A…- Wstrzymuję się na moment i zerkam we wsteczne lusterko. Napotykam jej wyniosły wzrok. I jestem pewien, że nie muszę odpowiadać na zadane pytania. W końcu siedzę we własnym samochodzie a to moje życie i nie potrzebuję rozgrzeszenia obcych mi ludzi. Jednak inne, zdecydowanie bardziej przyjemne uczucie podpowiada mi, bym jednak powiedział im, co zamierzam. Właściwie gotów jestem obwieścić całemu światu
o decyzji, którą podjąłem wczoraj rano. Przyjemne mrowienie rozbiega się po moich plecach. Nie co dzień rzuca się wszystko, pakuje walizkę i wyjeżdża 200 km do innego miasta, by naprawić życiowy błąd.
- No wyduś to z siebie bankierze?- Prycha Aśka. Ależ ona ma tupet. Próżna dziewczyna, myślę. Do tej pory takie, jak ona stanowiły dla mnie jednonocną rozrywkę. Za kilka drinków i obiecane złote góry gotowe były zrobić niemal wszystko. Śmieję się w duszy.
- A ja właśnie jadę do swojej dziewczyny. Nie widziałem jej właściwie rok i nie mam nawet pewności, czy wciąż mogę określać ją tym mianem.
- No raczej.- Znowu zapada w samochodzie ta zbawienna cisza a moja chęć podzielenia się świątecznymi planami blednie.
- A dlaczego Rafał nie widziałeś swojej dziewczyny od roku?- Zagaduje nieśmiało Anka. Ona
w przeciwieństwie do zołzy Aśki, od razu wzbudziła moją sympatię. Jest taka….spokojna i opanowana.
I znowu moje podekscytowanie dochodzi do głosu. Jednak opowiem im moją historię. Dlaczego nie? Sam głośno nazwę siebie po imieniu i usłyszę wszystko, co do tej pory wypierałem z mojej świadomości. Wyjątkową atmosferą świąt tłumaczę cały ten ambaras rozgrywający się w moim sercu.
- Byłem z moją dziewczyną od ośmiu lat. Mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, studiowaliśmy razem i jakoś tak zaiskrzyło. To była świetna dziewczyna. Razem chodziliśmy na balety, wyjeżdżaliśmy. Uczyliśmy się. Była duszą towarzystwa. Nigdy nie znałem nikogo tak otwartego.
- Proszę cię, to jakaś zakonnica była?
- Aśka, zamknij się. Daj mu powiedzieć.- Ucina Marcin.
- I było nam świetnie przez tych osiem lat. Do czasu. Któregoś dnia wróciła do domu i powiedziała mi, że jest w ciąży.
- Mówiłam!
- A mnie zatkało. Nawet nie próbowałem udawać, że się cieszę. Stałem tylko w kuchni, z butelką piwa
i patrzyłem na nią rozpromienioną, szczęśliwą. Dla niej to była wspaniała nowina. Obydwoje mieliśmy już pracę, nieźle płatną, byliśmy ze sobą wystarczająco długo, mieszkaliśmy razem…
- A ty okazałeś się egoistą.- Rzuca smutno Anka.
- Tak. Choć teraz określiłbym swoje zachowanie trochę innymi słowami. Przestraszyłem się odpowiedzialności. Wydawało mi się, że tą wiadomością zabrała mi moją młodość. Nie byłem gotowy na to, by podporządkować swoje życie komuś innemu tak bezwarunkowo. A przecież bycie ojcem tego właśnie ode mnie wymagałoby. Musiałbym zrezygnować z moich planów, marzeń. Nie mógłbym zalewać się i spać do południa. Nie mógłbym już więcej wyjechać w spontaniczną podróż po Europie. Wydawać kasy na moje nieprzemyślane pomysły! Jedynie to widziałem. To, czego już nie miałem nigdy robić!
- No, ja czułabym dokładnie to samo, gdybym miała nagle rzucić wszystko. Nawet nie umiem sobie wyobrazić tak nagłej zmiany. Nie potrafiłabym kochać dziecka, które zabrało mi moje życie.- Odpala bezceremonialnie Aśka i wlepia wzrok w ciemności panującej za oknem. Boże… Dokładnie tak wtedy myślałem. To dziecko miało zabrać mi wszystko. Zamykało mi drzwi do wolności! Mojej wolności. Zaciskam mocno zęby, bo jej słowa uświadamiają mi, jak bardzo próżny byłem. Zerkam we wsteczne lusterko i choć w samochodzie panuje ciemność, patrzę na zarys sylwetki tej dziewczyny i w głębi serca współczuję jej. Sobie trochę też, bo straciłem tyle czasu na błahostki i towarzystwo właśnie takich osób, jaką okazuje się być Aśka, podczas gdy prawdziwy sens życia umykał mi pomiędzy jedną a drugą imprezą, karierą i podróżami.
- No i co? Co było dalej?- Z zamyślenia wyrywa mnie cichy głos Anki. Otrząsam się i przestaję analizować słowa Aśki. Jak za kilka lat będzie wyglądało jej życie? Czy ocknie się w porę i zastanowi nad swoimi wyborami? Właściwie nie wiem, dlaczego akurat to przychodzi mi w tej chwili do głowy.
- No i wysłuchałem tego, co do mnie mówiła. Pokiwałem głową i powiedziałem jej, że ja się nie widzę w roli ojca. Nawet nie zastanowiłem się nad słowami, które przecież raniły ją głębiej niż cokolwiek innego. Osiem lat wspólnego życia a ja tak po prostu wystawiałem ją. Ale to nie była moja bajka.
- Stary, nie chciałbym się znaleźć w takiej sytuacji. Moja panna urodziła. Mam córkę i jeżdżę do nich czasem. Nie zawsze mogą na mnie liczyć, ale nie zostawiłem jej zupełnie samej z tym całym bałaganem.
- To, po co jeździsz?- Aśka, jak gangrena znowu zaczyna sączyć swój jad.
- No, wiesz.. Posiedzę, poczytam książkę z małą i przytulę jej matkę. Nic się nie zmieniła. Wciąż wygląda zajebiście. Zimą jest mi ciepło, maluję w domu, nie muszę zastanawiać się nad czynszem. Coś tam zawsze kasy mam, w końcu pracuję.
- Bez sensu. Jesteś jak pasożyt. Nie jeździsz do nich, bo, powiedzmy, kochasz je. Dbasz o to, żeby ci było ciepło zimą? A twoja panna nie widzi tego, że żerujesz na niej?
- Może ona wciąż ma nadzieję, że on zostanie?- Znowu cichy głos Anki dobiega mnie zza pleców. Ależ ta dziewczyna ma wyczucie czasu. I nie obawia się w tak pogmatwanym towarzystwie wypowiadać swoich naiwnych opinii. Uśmiecham się. Mam nadzieję, że moja kobieta będzie, choć w niewielkiej części miała to coś, to ziarno naiwności, by dać mi szansę, choć wytłumaczenia się.
- A nie zastanawiałeś się nad tym, żeby wrócić do swojej dziewczyny i jej dziecka?- Pytam Marcina.- Nie wydaje ci się być to jedynym słusznym wyjściem?
- No… Nie. Jakoś. Ja jestem widzisz na tym etapie, że potrzebuję swobody. Nie dojrzałem jeszcze do zmiany. Wciąż nie potrafię zrezygnować ze starych przyzwyczajeń. Ale nie uciekłem. Jestem obecny w ich życiu.
- Bo tak ci wygodniej. Wykorzystujesz naiwność swojej kobiety. Właściwie nie robisz nic więcej, tylko oszukujesz je obie. Nie dojrzałeś do swojego wieku.- Aśka, kwintesencja kobiecej subtelności nie zawodzi
i tym razem. Marcin żachnął się. Widzę kątem oka, jak kręci głową i obraca w kierunku okna. Czyżby przyznawał jej tym samym rację?
- To, dokąd teraz jedziesz Rafał?- Spokojny głos Anki przedziera się przez gęstą od rozładowań pomiędzy Aśką a Marcinem atmosferę.
- Dokąd jadę?- Powtarzam za nią pytanie. Znam na nie odpowiedź, ale nadal pobieżnie analizuję to, co miałem zamiar powiedzieć. W samochodzie panuje cisza. Odnoszę mgliste wrażenie, że cała trójka czeka jednak na to, co zamierzam powiedzieć. I tak naprawdę nie czuję obawy przed ich reakcją. Ja już dojrzałem do swojej decyzji. Nie potrzebuję więcej wskazówek ani przemyśleń dotyczących mojego życia. Zbyt wiele czasu upłynęło, litrów alkoholu i nic nieznaczących kobiet przewinęło się przez moje życie. Właściwie uświadomiłem sobie to wczorajszego ranka… Wszystko, co robiłem, odkąd moja dziewczyna spakowała swoje rzeczy straciło swoje wnętrze. Nic nie sprawiało mi już takiej przyjemności, ani melanż ani wypad na narty. Byłem otoczony ludźmi, to się nie zmieniło, ale smak, znaczenie tego, co robiłem były, jakby płytsze. Do czasu, kiedy pierwszy raz obudziłem się śpiąc obok jakiejś pijanej laski, zastanawiałem się jeszcze, dlaczego wciąż myślę o niej. Rozstaliśmy się, sama zadecydowała, że nie usunie ciąży. Miałem zatem, co chciałem. Wolność, niczym nieograniczoną swobodę a jednak czegoś mi brakowało… I tego dnia właśnie, kiedy obudziłem się
i zobaczyłem tę pijaną dziewczynę, coś we mnie pękło. Pory roku niewiele różniły się, podróże już tak nie cieszyły. Dalej poszło łatwo. Znieczulałem się i starałem nie myśleć ani o niej, ani o tym, co zrobiłem. Jej
i chyba sobie. Do czasu. Do tego poranka wczoraj rano. Dzień przed wigilią. Kiedy uświadomiłem sobie, że moje życie zmierza niechybnie prosto w przepaść.
- Jadę do niej.
- Nie?- Tym razem Marcin reaguje natychmiast.
- Tak. Jestem pewien, że to słuszna decyzja. Dawno powinienem był to zrobić. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że tym razem to ona nie wystawi mi walizek za drzwi.- Prycham pogodzony z losem. Zasługiwałbym na to.
- Ja wystawiłabym ci walizki za drzwi.
- To nie zadzwoniłeś, żeby powiedzieć, że jedziesz?- Marcin poprawia się w fotelu zniecierpliwiony i zaczyna nerwowo bawić się zapalniczką.
- Nie. Nikt się mnie nie spodziewa. Nikt…
- Wiesz, co… Może i dobrze robisz..- Nagle wszystkie spojrzenia zwracają się w stronę Marcina. Nie musieliśmy widzieć naszych twarzy, by mieć pewność, że zaskoczenie malujące się na nich jest wymowniejsze niż tysiąc słów.- Może gdybym ja miał pewność, że nie ucieknę, bo nie podołam odpowiedzialności, może też zdecydowałbym się… A tak mam na tyle odwagi, by pojawiać się w święta. Ale wiesz co, bracie? Te święta będą inne.- Patrzę przed siebie. Zza horyzontu zaczynają wyłaniać się pierwsze zabudowania. Dojeżdżamy. Pierwszy wysiada Marcin.
- Dlaczego?- Pytam zaintrygowany nagłą zmianą.
- Będę myślał o tobie i może dzięki temu, kiedyś zdobędę się na odwagę, by zrobić podobny krok. Masz rację Aśka, nie dojrzałem do bycia ojcem. My faceci patrzymy na to zupełnie inaczej. Ale nie boję się przyznać, że dałem ciała. A ty? Przyjrzyj się sobie i swojemu życiu.- Śmieje się. Słyszę poruszenie w samochodzie. Chyba nie tylko ja zrozumiałem, o co chodziło Marcinowi. Może źle oceniliśmy go? Może wcale nie jest lekkoduchem, tylko przerosło go… życie? Wjeżdżam pomiędzy pierwsze świątecznie ozdobione domostwa. Mała mieścina aż mieni się od ozdób porozwieszanych na siatce i okręconych pomiędzy suchymi konarami drzew. Żeby, choć śnieg leżał, kieruję moje myśli w inną stronę.
- Tu się zatrzymaj. Masz kasę. Ja muszę się przejść. Ochłonę.- Otwiera drzwi a mała lampka nad lusterkiem rozbłyska nagle jasnym rażącym światłem. Mrużymy obydwaj oczy. Kiwam do niego porozumiewawczo. Nie musimy rozmawiać, w końcu jesteśmy facetami. Podaje mi dłoń i ściska mocno. Ciekaw jestem, czy da radę. Może za rok zrobi to samo, co ja? Może kolejne nadchodzące święta okażą się dla niego, tak samo jak te dla mnie, odpowiednim momentem na podjęcie trudnych decyzji?
- Zadzwoń, gdybyś potrzebował czegoś.- Rzucam do niego na odchodne. Jestem naprawdę ciekaw, jak potoczą się jego losy. Przytakuje jedynie i wysiada.
- Na razie laski!- Kiwa ręką i odwraca się szybko. Przez chwilę patrzymy za nim, lampka nad lusterkiem blednie i gaśnie w końcu. W samochodzie ponownie robił się ciemno. Taka ciemność kojarzy mi się
z bezpieczeństwem. Moje obawy nie wydają się wtedy tak wyraźnie wymalowane na mojej twarzy. Nie widzę swojego odbicia, więc tym lepiej dla mnie. Wystarczy, że czuję ściśnięte gardło i przewiercający mój żołądek ból. Kurde, boję się. Wszystko z nią robiłem, nie mieliśmy przed sobą tajemnic a teraz boję się pojechać do niej.
- A co będzie, jeśli ona jest z kimś innym?- Rzuca nagle Aśka. Jej głos wydaje się brzmieć nieco pokorniej. Czyżby Marcin okazał się być lepszym obserwatorem niż ja i uderzył w odpowiednią nutę? Dziewczyna jest przygaszona. Święta nie są najlepszym momentem na takie przemyślenia. Nikt nie powinien w tym czasie być sam i zadręczać się nawet, jeśli w życiu okazał się być prawdziwą szują. Albo gdyby zagubił się gdzieś po drodze między swoimi pragnieniami i realnymi osiągnięciami tak, jak Aśka. Modelki nie jeżdżą przecież stopem, ucinam swoje przemyślenia.
- Nie wydaje mi się, żeby była z kimkolwiek.
- Skąd wiesz?
- Zapytałem.
- Kogo? Jej?
- Jej brata.
- Czyli ktoś się ciebie jednak spodziewa.- Prycha Aśka.
- Jakiś czas temu. Spotkałem go w klubie. Mieszka we Wrocku. Nie pytałem o szczegóły, ale już wtedy myślałem o niej coraz częściej. Nasze spotkanie odebrałem właściwie, jako znak, że powinienem poważnie zastanowić się nad swoim życiem. Taki znak od losu pomyślałem i tyle. Jeśli zamknie mi drzwi przed nosem, trudno.- W moim żołądku dzieje się już prawdziwe pandemonium. Gorąco rozpiera mnie i unosi włosy na głowie. Będę musiał zjechać gdzieś na stację, bo nie wytrzymam tego napięcia. Pocieram dłońmi o skórę kierownicy. Spociły mi się. Dobrze jednak, że nie jadę sam. Źle byłoby, gdybym nie miał, do kogo ust otworzyć przez całą drogę.
- A dziecko? Czy masz dziecko?- Głos Anki brzmi sennie. Zupełnie, jakby usnęła i nagle coś wyrwało ją z tego snu.
- Mam. Mam córkę.
- Nie widziałeś jej ani razu?- Zaprzeczam ruchem głowy, choć z pewnością nie mogły tego widzieć.
- Ja musze tu wysiąść.- Anka jęczy zasmucona i zaczyna poprawiać się w fotelu.
- No tak. Gdzie stanąć?
- Tam.- Jej wyciągnięty palec wysuwa się z ciemności tuż obok mojej głowy.- Tam mieszkam. Widzisz? Tam, gdzie stoi ten biały bałwan. Tandeta, ale moja babcia uwielbia te świąteczne gadżety. Wiecie, ze to tylko u nas na południu ludzie tak ozdabiają swoje domy? Im dalej na północ, tym mniej tych błyskotek. Masz tu pozostałą część kasy Rafał.- Kładzie pieniądze na fotelu a jej dłoń spoczywa na moim ramieniu. Nie znałem jej, ale czuję się dobrze z tym gestem. Dodaje mi otuchy.- Wszystko jakoś się ułoży Rafał. Pamiętaj tylko, żebyś zrekompensował wszystkie krzywdy, których twoja dziewczyna musiała doświadczyć. Jesteś jej to winien.
I nigdy, przenigdy nie podnoś ręki na dziecko. Pamiętaj!- Jej drobna dłoń zaciska się na moim ramieniu
i dopiero wtedy zaczynam pospiesznie analizować postać Anki. Lampka nad lusterkiem ponownie rozbłyskuje a ja gwałtownie odwracam się do tyłu. Zatrzymuję wzrok na jej twarzy. Jest bardzo smutna. Przez całą drogę nie uśmiechała się, nie żartowała.
- Anka?- Zaczynam czując, że powinienem jednak coś powiedzieć. Kręci jedynie głową i szepcze.
- Wiem, co mówię. Uwierz mi, tak trzeba. Chcesz, żeby twoje dziecko miało mamę, tatę i było szczęśliwe. To ty jesteś za to odpowiedzialny. Pamiętaj.- Ucieka wzrokiem za drzwi i zamknąwszy je nie obraca się już
w naszą stronę. Rusza przed siebie w kierunku małego domku majaczącego tuż za rogiem z wielkim świetlistym bałwanem stojącym na małym podwórku. Tajemnicza Anka… A ja sądziłem, że była naiwna..
- Dziwna dziewczyna…- Rzuca Aśka przypominając mi tym samym, że wciąż nie jestem w samochodzie sam.
- Ja wiem… Chyba trochę ją życie doświadczyło.
- Słuchając tych opowieści, odnoszę wrażenie, że każde z nas dostało niezłą szkołę życia…
- Tak? A ty? Przecież jesteś modelką. Chyba masz najlepiej z nas wszystkich?- Gryzę się w język, bo odnoszę wrażenie, że zbyt obcesowo ją potraktowałem, ale ona zdaje się tego nie zauważać.
- Taa. Jasne. Jestem modelką.- Zerkam we wsteczne lusterko. Ale jest przecież ciemno, nic nie widzę. Zwalniam w obawie, że za chwilę powie mi, że musi wysiadać a ja nie dowiem się, co miała na myśli. Przez chwilę w samochodzie panuje zupełna cisza. I, o dziwo zaczyna mi to przeszkadzać!
- Jadę do mojego faceta. Nawet nie przyjechał po mnie. Zadzwonił tylko i podał adres, pod który mam się stawić. Po świętach ma przyjechać jego kolega i będziemy kręcili film.
- Film?
- Tak.- Nie pytam o szczegóły. Zdałem sobie sprawę, że wiem, o jakim filmie mówi Aśka. Cholera, trzy godziny jazdy a ona dopiero teraz mówi, że jest gwiazdką porno. Mogłem zapytać o jakieś szczegóły. Za chwilę jednak myślę, że zupełnie nie jestem ciekaw tych szczegółów. Tylko w pierwszej chwili poczułem coś, co przypominało stratę! Miałem przecież szansę zadać jej pytanie, ale nie zrobiłem tego, bo nic nie przyszło mi do głowy. To seks… Tylko seks. Daje dużo przyjemności, ale potrafi nieźle zagmatwać w życiu. Niezręczna cisza, tego naprawdę nie lubię. Ale nie bardzo wiem, co mógłbym jej powiedzieć. Nasza pyskata Aśka okazała się wyrafinowaną….  aktoreczką niskonakładowych produkcji jej chłopaka. Ale numer!
- No, nie wiem, co powiedzieć Asiu.
- Nic nie mów. W sumie dobrze czułam się jadąc z wami i rozmawiając o problemach, które mnie zupełnie nie dotyczą. Nie wiedzieliście, kim jestem, co robię a ja mogłam udawać, że nie robię tego, czym właśnie zajmuję się.- Jej głos zmienia zupełnie barwę. Przypomina teraz brzmieniem głos starej, zmęczonej kobiety.
- Udawałaś?
- Lepiej brzmi- grałam. Tak, grałam. Rozmawiałbyś ze mną o swoim życiu, gdybyś wiedział, że gram
w pornosach?
- Nie wiem. Teraz nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Ale wiesz, o czym myślę?
- No? O czym?
- Jechaliśmy ze sobą trzy godziny, czy ten czas wpłynie na ciebie w jakiś sposób? Czy jutro nie będziesz już pamiętała o tym, o czym tu rozmawialiśmy? My wszyscy, cała nasza czwórka?
- Nie zapomnę… Marcin miał rację.. Chyba i ja powinnam coś zrobić ze swoim życiem. Za dziesięć lat może się okazać, że nikt już nie chce oglądać filmów ze mną i trafię na ulicę. Mój facet jest bardzo przedsiębiorczy, choć nazywa to miłością. Dobre, co? Każde z was mówiło o miłości mniejszej, większej. I uświadomiłam sobie, że nie czułam czegoś podobnego już bardzo dawno. Chciałabym móc poczuć coś takiego… Ale nie z tym facetem. Gdybym ja zaszła w ciążę, z pewnością zawiózłby mnie do kliniki i kazał się wyskrobać. Dzieci psują przecież ciało.
- Odejdź od niego.- Rzucam bez zastanowienia i włączam wycieraczki.
- Zobacz, śnieg pada. Może jednak to będą białe święta?- Moje gardło zaciska się. Wyobraziłem sobie pokój
z małą choinką stojącą gdzieś w kącie. Szare wnętrze wypełnione gryzącym zapachem dymu papierosowego
i alkoholu i Aśkę siedzącą na kanapie. Ale święta…
- Asia, nie możesz go zostawić? Skoro nie kochasz go, po co z nim jesteś?
- Nie zawsze tak było. Kiedyś kochaliśmy się, ale dużo od tamtej pory zmieniło się. Poradzę sobie Rafał. Spokojnie. Na pewno nie zapomnę naszej podróży, wiesz? Będę myślała o tym, że postanowiłeś zrezygnować ze swojego życia dla swojej dziewczyny i dziecka. I wydaje mi się, że wpłynąłeś na Marcina. Jakoś zaczął nagle interesować się twoją historią. Kto wie, może się zbiorę w sobie i zostawię go? Nie wiem. To nie jest jeszcze mój czas. A teraz zatrzymaj się. Chyba i ja muszę się przejść.- Zatrzymuję samochód i czekając na rozbijającą noc lampkę wpatruję się przed siebie. Aśka wierci się z tyłu przez chwilę, po czym wychyla się spomiędzy foteli.
- Masz hajs. I dbaj o swoją kobietę. Wybaczy ci, zobaczysz. Dobry z ciebie chłopak.- Klepie mnie lekko po ramieniu i wysiada. Zostaję sam. Z głową pełną zasłyszanych podczas podróży historii. Spoglądam na zegarek. Dochodzi dwudziesta. Normalni ludzie w ich normalnych domach zaczynają właśnie swoją wigilijną wieczerzę. Ciekawe, czy mnie będzie dane zasiąść do mojej pierwszej wigilii z rodziną. Moją rodziną. Przełykam zestresowany. Po tym, co usłyszałem od Aśki nawet brzuch przestaje mnie boleć. Nie chciałbym mieć takiego życia… Ruszam dalej. Moje przygnębienie narasta z każdą minutą. Pozostaje mi wciąż kilkadziesiąt kilometrów. Powinienem dotrzeć za jakąś godzinę.
Są święta a ja tłukę się kawał drogi wierząc, ze uda mi się naprawić to, co zburzyłem przeszło rok wcześniej. Moja córka ma już trzynaście miesięcy. Był to czas, który spędziła beze mnie. Siedząc teraz za kierownicą mojego nowego auta i jadąc błagać kobietę, którą upokorzyłem i zawiodłem o wybaczenie, nawet nie pamiętam już tego uczucia, które przedłożyłem ponad jej życie i nasze szczęście. To boli mnie najbardziej. Moja krótkowzroczność mnie boli. A co jeśli ona rzeczywiście ułożyła sobie życie? Jeśli otworzy drzwi
i wyśmieje mnie i moje przeprosiny? Myślę o Marcinie, Ance i Asi… Nie spotkałem ich chyba tak zupełnie przez przypadek. Może to magia okresu świąt i zostali oni postawieni na mojej drodze w jakimś szczególnym celu? Skręcam i zaciskam dłonie ponownie na kierownicy. Jestem na ostatniej prostej. Zjeżdżam z obwodnicy i wjeżdżam do miasta. Gdzieniegdzie wciąż widzę pochylonych przechodniów zmierzających dokądś pospiesznym krokiem. Wszyscy się dokądś spieszą. Taki wieczór. Kolorowe światła ozdób świątecznych lśnią w oknach mieszkań, bibeloty podrygują poruszane wiatrem a śnieg jakby coraz natarczywiej zasypuje moją szybę. Zatrzymuję samochód na parkingu tuż obok bloku, w którym mieszkają moje dwie kobiety. Moje dwie kobiety… Pięknie to brzmi. Odszukałem odpowiednie okno i czuję siły uścisk w żołądku. W oknach jej mieszkania jest ciemno. Moja determinacja zaczyna ulatniać się wraz z ostatnim oddechem. Dłonie spociły się a brzuch znowu zaczął boleć. Ktoś zbliża się do klatki, dlatego gnany ostatkiem dobrej woli, otwieram bagażnik i wyciągam zeń moją walizkę. Podbiegam do człowieka i już od ulicy krzyczę, żeby nie zamykał drzwi. Wjeżdżam windą na szóste piętro. Im bliżej jestem celu, tym bardziej drżą mi kolana. Cholera, nigdy tak się nie bałem…. Staję przy drzwiach i przykładam do nich ucho. Ktoś jednak jest w środku.. Pukam i czuję nagłą potrzebę ucieczki! Boże, jestem gotów spieprzać dalej niż widziałem! Nagle zapragnąłem znaleźć się ponownie w moim mieszkaniu we Wrocławiu, zamknąć drzwi i urżnąć się w pień! Ale stoję w miejscu na uginających się pode mną nogach ze wzrokiem utkwionym w drzwiach przed moim nosem. Gdybym, choć umiał tak, jak Marcin udawać, że nic złego się nie stało i móc tak po prostu pojawić się na święta…
W drzwiach zgrzyta zamek. Zamieram. Drzwi najpierw uchylają się niepewnie, widzę w ich świetle połowę jej twarzy. Patrzy na mnie przez moment zaskoczona. Wydaje mi się, że nie wie za bardzo, jak powinna zareagować. Pochylam głowę i wyciągam przed siebie kwiaty. Trochę tandetny pomysł, ale lepszy nie przyszedł mi do głowy.
- Dobry wieczór Marysiu. Jestem…. Przepraszam.- Głos grzęźnie mi w gardle. Wtedy ona otwiera drzwi szerzej i widzę małą dziewczynkę kurczowo uczepioną jej nogawki. Boże, myślę i na tym się kończy. Odrzucam torbę na podłogę i opadam na kolana. Nie widzę nic, bo łzy przesłaniają mi obraz. To jest moja córka. Malutka widząc pajaca padającego na kolana aż piszczy zadowolona i przecisnąwszy się przez szparę w drzwiach człapie na czworaka do mnie. Nie wiem, jak się zachować. Wyciągam ręce i chwytam ją pod ramionka. Wspina się wtedy i wtula w moje piersi. Czy małe dzieci są aż tak bezpośrednie?
- Wejdźmy do środka.- Powiada Marysia i cofa się w korytarzu. Ja zaś podnoszę się z klęczek i ściskając małą księżniczkę przestępuję próg ich mieszkania. Rozejrzawszy się wokół przypominam sobie słowa Anki. Spoglądając w ufne oczęta wpatrujące we mnie, obiecuję sobie, że nigdy nie dopuszczę, by cokolwiek złego mogło jeszcze spotkać te dwie istoty. Będę je czcił, kochał i pielęgnował jak dwa najcenniejsze kryształy. Siadam na kanapie i przyciskam do piersi delikatne ciałko mojej córki.
- Zjesz z nami kolację Rafał?

- Tę i każdą kolejną Marysiu. Jeśli pozwolisz…

Noc, dzień, co lubię ja, co lubisz ty...

No i nas dopadło. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że człowiek zawsze przejawiał skłonności do wyolbrzymiania swojej pozycji. I nie chodzi o p...