"Czasem, gdy wszystko oddala się w głęboki sen, przychodzi przebudzenie a reszta jest prawdą..."
Julia pisze Martyrologia
Martyrologia
Nad głową rozgorzałe niebo,
pokryte szkarłatem krwi przelanej
gniewnie spoglądało na wybryki swych dzieci.
Powietrze rozdarte przez łoskot oręża,
w uszach jedynie głucha cisza,
zewsząd jednak słyszę słowa pacierza,
zamarła nadzieja, głuche zawodzenie.
Stąpałam cicho wśród kałuży krwi świeżej,
by chłopaczka młodego wziąć pod swe skrzydła,
na ziemi nisko niewiasta płakała prosząc
'O pani, Maryjo przenajświętsza, oddaj mi proszę mojego Jasieńka.'
Lecz jego czynu nic nie umniejszyło,
zabrałam Jasieńka do miejsca swego.
Wzniosło się stado kruków do lotu,
wyrastały krzyże wszędzie dookoła.
Niosłam swym dzieciom letargu natchnienie,
błagających o ciszę i snu chwile,
czarnym płaszczem ciała ich okrywałam
by zabrać je zaraz w ostatnią ich podróż.
W kątach siedziały skulone maluchy,
szepcząc modlitwy o kawałek chleba.
Upadały powoli, jedno po drugim,
odeszłe zmysły, ciemne widzenie.
Nie zdziwi się żaden, kto oczy ich widział
nad okrucieństwem sporów.
I nie widać już piękna niepowtarzalnego,
gdy rodzic bezsilnie na kolana pada.
Więc chodź, pomaluj mój świat...- Włochy
Malownicza Toskania, z falującymi, jak wstęgi polami i
łąkami poprzecinanymi zaledwie niewielkimi sztyletami pojedynczych drzew oddaje
nastrój spokoju i harmonii, panujących w tej części kraju. Gaje oliwne wyglądające
zupełnie, jako równo utkane kobierce, przywodzą na myśl niezapomniany smak
włoskich potraw, soczystych, rozkosznych. Bajecznie wplecione pomiędzy klify i
poszarpane nierówności wzniesień budynki, zdają się być zawieszone w powietrzu,
podtrzymywane niesamowitym klimatem bezczasu.
Noce zaś, pstrzące światłami lamp
ulicznych, leniwie wdzierają się pomiędzy bujne kształty przysadzistych donic
równo poustawianych na krawędziach schodów. Krajobraz tak rozległy, bajeczny,
zdaje się odpowiadać wyobrażeniu raju.
Mediolan, Rzym, Neapol… Tam czas
zatrzymał się w miejscu. Dumnie pnące się kopuły, nierówne dachy kamieniczek z
obliczami zwróconymi w przeszłość, kiedy to dłonie mistrzów misternie ugniatały
ich masę formując z nich budowle, swoim przepychem do dziś dnia zapierające
dech w piersiach; drobne kamienice, majestatyczną Bazylikę św. Piotra czy
Koloseum.
Włochy to niesamowite alejki, pełne harmonii i przepysznych roślin
poutykanych w każdy możliwy zakamarek, to ludzie, piękni, uśmiechnięci i
swobodni. To przyciągająca atmosfera niesamowitej historii, której tchnienie
jest wciąż obecne pomiędzy pęknięciami w murach zabytków i spowijające
krajobraz mglistą nutką tajemnicy unoszącej się tuż nad ziemią o wschodzie
słońca… Tak wyobrażam sobie Włochy…
Na naukę nigdy nie jest za późno- Agnieszka Lingas- Łoniewska
Zawsze drażniło mnie, kiedy moja mama bez przerwy powtarzała, ucz się. Obiecywałam sobie już wtedy, że nigdy, przenigdy nie będę używała wobec moich dzieci tych samych monotematycznych sloganów. I słowa dotrzymałam! Nie mówię- ucz się! Jak przyczajona hiena kąsam na początek pytaniami, coraz natarczywiej a w końcu uderzam... Czy ty się w ogóle uczysz?! Wrr! Bycie rodzicem, to wyjątkowo trudne zadanie... Najtrudniejszy projekt, jaki przychodzi nam dorosłym prowadzić.
Chcąc jednak coś osiągnąć, trzeba się uczyć. Właściwie wiek nie jest istotny, uczymy się każdego dnia. Sztuką jest tylko tę wiedzę wykorzystać w mądry sposób, na przykład jako budulec...
Moim budulcem są obserwacje. Nie trudno zgadnąć, że środowisko wydawnictw, pisarzy, jak każde inne pełne jest ciemnych zaułków, zakamarków, w które lepiej nie wchodzić oraz dróg, którymi wręcz należy podążać. A jak dokonać wyboru? Ja stawiam na obserwacje. Jestem obserwatorem, więc czuję się, jak ryba w wodzie...
A temat obserwacji wyjątkowo wdzięczny... Starsze koleżanki po piórze i spotkania autorskie...
AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA
Kolejne spotkanie, kolejne wnioski...
Chcąc jednak coś osiągnąć, trzeba się uczyć. Właściwie wiek nie jest istotny, uczymy się każdego dnia. Sztuką jest tylko tę wiedzę wykorzystać w mądry sposób, na przykład jako budulec...
Moim budulcem są obserwacje. Nie trudno zgadnąć, że środowisko wydawnictw, pisarzy, jak każde inne pełne jest ciemnych zaułków, zakamarków, w które lepiej nie wchodzić oraz dróg, którymi wręcz należy podążać. A jak dokonać wyboru? Ja stawiam na obserwacje. Jestem obserwatorem, więc czuję się, jak ryba w wodzie...
A temat obserwacji wyjątkowo wdzięczny... Starsze koleżanki po piórze i spotkania autorskie...
AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA
Kolejne spotkanie, kolejne wnioski...
Atmosfera. Nierozerwalny element wpływający bezpośrednio na nasze samopoczucie. Jeśli do tego samego kosza wrzucić szczyptę wyrafinowania, interesowności i egoizmu, powstanie nam mieszanka, z którą spotykamy się niemal każdego dnia, w sklepie, na parkingu, spacerze. Nie wspominając już o pracy. Powoli przyzwyczajamy się do tej rzeczywistości, bo z tym, jaka ona jest nie dyskutuje się. Sami po trosze ją kreujemy a z upływem czasu coraz bardziej zawzięcie, no chyba, że mamy wystarczająco dużo siły a nasz próg przyswajania niepowodzeń jest bardzo wysoki, by z toksyczną atmosferą walczyć. Bez względu jednak na to, czy radzimy sobie z nią lepiej, czy też zdecydowanie gorzej wierzę, że mamy świadomość, jak bardzo istotnym elementem codzienności ona jest.
A wystarczy tak niewiele….
11 marca 2016 roku wybrałam się na spotkanie autorskie Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Bardzo zależało mi na tym, by na nim być. A to dlatego, że zanim poznałam kreatorkę, posmakowałam jej twórczości. Nie przesadzę, jeśli powiem, że niemal jednym tchem pochłonęłam książkę, którą kupiłam na TK w Krakowie. Może dlatego, że zawsze byłam trochę duchem niepokornym i opisywane klimaty były mi bliskie? Nie wiem, nie zastanawiam się na tym. Pozycja zrobiła na mnie ogromne wrażenie, bo sposób przedstawienia skomplikowanego tematu okazał się bardzo bezwzględny; odarł go zupełnie z tajemniczości i starł makijaż z jego niewrażliwego oblicza. Ja lubię takie klimaty, bo i życie kolorowe nie jest. Nie wierzę w happy end stories, bo odwracają one uwagę od tego, czym w rzeczywistości potrafi zaskoczyć życie.
Oczywiście nie obyło się bez spóźnienia, co znaczy, że wpadliśmy na spotkanie ze spektakularnym hukiem. Dzieciaki obległy półki z książkami w pierwszym pomieszczeniu a ja zasiadłam na krześle i z przyjemnością oddałam się obserwowaniu…
Siedziała przede mną kobieta, która odniosła niepodważalny sukces, jej książki znikają z półek niczym świeże bułki, nazwisko współtworzy czołówkę najbardziej poczytnych autorek literatury polskiej, wspierana przez szerokie grono najwierniejszych czytelniczek dumnie nazywających się Sektą Agnes…
Rewelacja… Brakowało jeszcze barczystego ochroniarza z wymownym spojrzeniem, ale nic z tych rzeczy!
Agnieszka Lingas- Łoniewska to naturalna, ciepła i niezwykle otwarta kobieta, w której życiu istotne znaczenie odgrywa rodzina, najbliżsi i otaczający ludzie… Uśmiechnięta, opowiadała o swojej karierze i drodze, którą przebyła zupełnie, jakby dzieliła się wrażeniami w gronie swoich koleżanek i kolegów. A do tego nie mogłam pozbyć się wrażenia, że sukces, który odniosła absolutnie nie przeszkadza jej w byciu tak samo zafascynowaną tworzeniem i kreowaniem, jak zapewne miało to miejsce przy okazji pojawienia się na rynku jej pierwszej książki. I to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Bezgraniczna świeżość i satysfakcja, jaką daje zajmowanie się w życiu tym, co się naprawdę kocha.
Agnieszka Lingas- Łoniewska to naturalna, ciepła i niezwykle otwarta kobieta, w której życiu istotne znaczenie odgrywa rodzina, najbliżsi i otaczający ludzie… Uśmiechnięta, opowiadała o swojej karierze i drodze, którą przebyła zupełnie, jakby dzieliła się wrażeniami w gronie swoich koleżanek i kolegów. A do tego nie mogłam pozbyć się wrażenia, że sukces, który odniosła absolutnie nie przeszkadza jej w byciu tak samo zafascynowaną tworzeniem i kreowaniem, jak zapewne miało to miejsce przy okazji pojawienia się na rynku jej pierwszej książki. I to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Bezgraniczna świeżość i satysfakcja, jaką daje zajmowanie się w życiu tym, co się naprawdę kocha.
Muszę wspomnieć jeszcze, że otrzymałam kilka cennych wskazówek i autograf na wygranej w konkursie książce. I za to wszystko jestem niezmiernie wdzięczna...
A czego się nauczyłam?
1. 1. Najważniejsze w życiu to robić to, co się kocha i nie zapominać o tych, dzięki którym stało się to możliwe.
Na naukę nigdy nie jest za późno- Liliana Fabisińska i Agnieszka Walczak-Chojecka
Zawsze drażniło mnie, kiedy moja mama bez przerwy powtarzała, ucz się. Obiecywałam sobie już wtedy, że nigdy, przenigdy nie będę używała wobec moich dzieci tych samych monotematycznych sloganów. I słowa dotrzymałam! Nie mówię- ucz się! Jak przyczajona hiena kąsam na początek pytaniami, coraz natarczywiej a w końcu uderzam... Czy ty się w ogóle uczysz?! Wrr! Bycie rodzicem, to wyjątkowo trudne zadanie... Najtrudniejszy projekt, jaki przychodzi nam dorosłym prowadzić.
Chcąc jednak coś osiągnąć, trzeba się uczyć. Właściwie wiek nie jest istotny, uczymy się każdego dnia. Sztuką jest tylko tę wiedzę wykorzystać w mądry sposób, na przykład jako budulec...
Moim budulcem są obserwacje. Nie trudno zgadnąć, że środowisko wydawnictw, pisarzy, jak każde inne pełne jest ciemnych zaułków, zakamarków, w które lepiej nie wchodzić oraz dróg, którymi wręcz należy podążać. A jak dokonać wyboru? Ja stawiam na obserwacje. Jestem obserwatorem, więc czuję się, jak ryba w wodzie...
A temat obserwacji wyjątkowo wdzięczny... Starsze koleżanki po piórze i spotkania autorskie.
LILIANA FABISIŃSKA
AGNIESZKA WALCZAK-CHOJECKA
Kolejne spotkanie, w którym brałam udział miało miejsce również w Warszawie. Tym razem wybrałam się 8 grudnia 2015 do Księgarni MDM. Tam spotkałam dwie damy Lilianę Fabisińską i Agnieszkę Walczak -Chojecką.
Dzień był fatalny! Od wczesnych godzin porannych woziliśmy nasze słoneczka od szpitala do przychodni, ale to nikogo nie dziwi acz chcąc się leczyć trzeba mieć i czas i pieniądze. Skutek tego był zadowalający, gips ciążący Julce został zdjęty a Kuba pozbył się aparatu badającego pracę jego serduszka i już nic nie krępowało jego ruchów.
Podjechaliśmy pod księgarnię w momencie, kiedy szyby w aucie zaparowały, co okazało się skutkiem popsutego nadmuchu... Trochę rześkie powietrze wdzierało się do wewnątrz przez uchylone okna, ale nikt nie narzekał, bo jechałam na spotkanie. A to dla mnie istotna kwestia.
Po księgarni przechadzała się wolnym krokiem skupiona Liliana przeglądając zasobne półki uginające się pod ciężarem książek. Wyłowiłam z tłumu jej postać a jakże. Na dole, w sali spotkałam drugą damę tegoż wieczoru przygotowującą się do spotkania. Z uśmiechem zaprosiła mnie do środka.
Zasiadłam i oczekiwałam w towarzystwie Julii, mojej towarzyszki, która tegoż dnia zakupiła sobie kilka książek i z wypiekami na twarzy zapadła się w swój świat.
Dwie damy zaczęły rozprawiać o swoich doświadczeniach. Muszę przyznać, że nie odrobiłam lekcji i nie miałam świadomości, że mam do czynienia z tak światłymi i doświadczonymi kobietami. Szerokie doświadczenie w wielu dziedzinach związanych z życiem pań wzbudziło mój niemy zachwyt. Tak właśnie zawsze wyobrażałam sobie siebie... Z uśmiechem na twarzy wymieniającą swoje osiągnięcia na niemal każdej otaczającej mnie płaszczyźnie. I o ile pani Liliana sprawiała wrażenie kobiety radosnej, opanowanej i tak niesamowicie kipiącej optymizmem i wiarą w drugiego człowieka, coś mnie niepokoiło w pani Agnieszce. Znam ten dystans, chłodne spojrzenie i niemal niezauważalną ocenę otoczenia za pomocą jednego spojrzenia. Wyważony ton głosu i powściągliwy uśmiech. Coś nakazywało mi również zachowanie dystansu i skupienia. Zupełnie, jakbym rozmawiała z szefem... Ha, okazało się, że pani Agnieszka pracowała przez niemal 20 lat w korporacji. Jednak my ludzie, którzy przewinęliśmy się przez jej struktury patrzymy na świat nieco inaczej. Co absolutnie nie znaczy gorzej. Kiedy uświadomiłam sobie powód mojego niepokoju, tudzież moja świadomość osiągnęła bezpieczny poziom, wszystko wróciło do normy. Nawet poczułam się, jak w domu.
Słuchałam o pasjach, odkrywanych przez lata, miłości do ludzi, do miejsc, wrażliwości i przyjaźni. Dwie damy promieniały opowiadając o przebytych podróżach i bagażu doświadczeń, jakie zdobyły. Zupełnie, jakby toczyły opowieść o życiu, które tak szczodrze obdarowało je wspomnieniami i doświadczeniem. Dwie szczęśliwe, spełnione muzy.
A wnioski z tego spotkania nasunęły mi się dwa:
1. Nigdy nie zapominaj, kim byłeś. Każda droga, którą podążałeś jest doświadczeniem, które cię kreuje.
2. Wiara w ludzi i pozytywne relacje są siłą napędową, która popycha do działania.
Później, kiedy wracaliśmy do domu a zimne wieczorne powietrze wkradało się przez uchyloną szybę, rozmyślałam o odległych pejzażach, poważnych tematach opisanych w powieściach dwóch muz i świat wydał mi się wciąż tak niezbadany...
Więc chodź, pomaluj mój świat.... Fundacja- Zwierzęta Eulalii
Są wokół nas takie miejsca, do których wiemy, że powinniśmy się udać, a kiedy już to zrobimy, nie jesteśmy w stanie wyrzucić ich istnienia z pamięci. Dla mnie mają one ogromne znaczenie, wielokrotnie wykorzystuję je, jako środowisko w moich powieściach. Tam żyją moi bohaterowie a ja dzięki temu, przeżywam z nimi ich rozterki, radości i niepowodzenia w jeszcze bardziej świadomy sposób. I bardzo często, z wielką przyjemnością wracam do tych miejsc, bo stają się one takimi moimi miejscami na ziemi.
Dlatego opowiem dziś o magicznym miejscu, które odwiedziłam w ostatni czwartek 18 lutego 2016 roku.
Jeśli szukaliście kiedykolwiek takiego miejsca, gdzie magia łączy się z rzeczywistością, zawiść nie ma wstępu a wszystko to, o czym czytacie bądź co widzicie w telewizji, a za czym tęsknicie, tam przybiera realnych kształtów. I to nie są Łowiska :)
Mam na myśli Fundację- Zwierzęta Eulalii, która zajmuje około 20 ha ziemi i jest domem dla zwierząt, które otrzymały od losu drugą szansę życia. A temu szczęściu pomogła drobna, piękna i niezwykle ciepła założycielka fundacji, Pani Eulalia Wojnicz. Większość zwierząt zamieszkujących tereny fundacji została uratowana przez właścicielkę z transportów do rzeźni, zostały one uleczone i aktualnie swoim urokiem, zachowaniem odpłacają za to, co dla nich zrobiono.
Dalej, malownicze tereny, urocze utkane w krajobraz pół i poszarpanych lasów domki i zagrody, ciepła, przyjazna atmosfera, to tylko fragment tego, czym to gospodarstwo agroturystyczne może Was obdarować.
Byłam tam zaledwie kilka godzin, ale z podziwu wyjść nie mogłam przez kilka kolejnych dni. Właściwie do tej pory przeżywam i opowiadam wokół o tym niesamowitym miejscu. Z całą pewnością, kiedy pogoda nieco poprawi się i wygospodarujemy odrobinę czasu, kupimy karmę dla psów, worek marchewek i pojedziemy z wizytą, na co moje dzieciaki przystały z radością.
Mamy luty, więc ziemia wciąż jest pokryta śniegiem, błotem a kolory, którymi mieni się świat są szaro bure, jednak nawet w takich okolicznościach pobyt w tym gospodarstwie uważam za preludium do moich kolejnych tam wizyt. Bo wystarczy wyobrazić sobie wielogodzinne spacery między drzewami Puszczy Piskiej, niepowtarzalny zapach, śpiew ptaków i chłód ciągnący znad okolicznych jezior, albo wesołe rżenie około 30 koni, gęsi przemierzające te same ścieżki, którymi my spacerujemy, pieszczocha kota plączącego się pomiędzy naszymi nogami i tę ciszę i spokój....Jeśli zatem będziecie mieli ochotę odwiedzić malownicze Mazury, zastanówcie się, czy nie mielibyście ochoty odwiedzić właśnie tego zakątka. Ja jestem pewna, że zakochacie się w jego magii... A więcej szczegółów znajdziecie pod linkiem http://www.eulalia.pl/
Dlatego opowiem dziś o magicznym miejscu, które odwiedziłam w ostatni czwartek 18 lutego 2016 roku.
Jeśli szukaliście kiedykolwiek takiego miejsca, gdzie magia łączy się z rzeczywistością, zawiść nie ma wstępu a wszystko to, o czym czytacie bądź co widzicie w telewizji, a za czym tęsknicie, tam przybiera realnych kształtów. I to nie są Łowiska :)
Mam na myśli Fundację- Zwierzęta Eulalii, która zajmuje około 20 ha ziemi i jest domem dla zwierząt, które otrzymały od losu drugą szansę życia. A temu szczęściu pomogła drobna, piękna i niezwykle ciepła założycielka fundacji, Pani Eulalia Wojnicz. Większość zwierząt zamieszkujących tereny fundacji została uratowana przez właścicielkę z transportów do rzeźni, zostały one uleczone i aktualnie swoim urokiem, zachowaniem odpłacają za to, co dla nich zrobiono.
Dalej, malownicze tereny, urocze utkane w krajobraz pół i poszarpanych lasów domki i zagrody, ciepła, przyjazna atmosfera, to tylko fragment tego, czym to gospodarstwo agroturystyczne może Was obdarować.
Byłam tam zaledwie kilka godzin, ale z podziwu wyjść nie mogłam przez kilka kolejnych dni. Właściwie do tej pory przeżywam i opowiadam wokół o tym niesamowitym miejscu. Z całą pewnością, kiedy pogoda nieco poprawi się i wygospodarujemy odrobinę czasu, kupimy karmę dla psów, worek marchewek i pojedziemy z wizytą, na co moje dzieciaki przystały z radością.
Mamy luty, więc ziemia wciąż jest pokryta śniegiem, błotem a kolory, którymi mieni się świat są szaro bure, jednak nawet w takich okolicznościach pobyt w tym gospodarstwie uważam za preludium do moich kolejnych tam wizyt. Bo wystarczy wyobrazić sobie wielogodzinne spacery między drzewami Puszczy Piskiej, niepowtarzalny zapach, śpiew ptaków i chłód ciągnący znad okolicznych jezior, albo wesołe rżenie około 30 koni, gęsi przemierzające te same ścieżki, którymi my spacerujemy, pieszczocha kota plączącego się pomiędzy naszymi nogami i tę ciszę i spokój....Jeśli zatem będziecie mieli ochotę odwiedzić malownicze Mazury, zastanówcie się, czy nie mielibyście ochoty odwiedzić właśnie tego zakątka. Ja jestem pewna, że zakochacie się w jego magii... A więcej szczegółów znajdziecie pod linkiem http://www.eulalia.pl/
Myśli moje lewitujące, czyli co mi po głowie chodzi
Tylko ode mnie zależy, czy będę uboższa o jeden dzień,
czy bogatsza o to, czego w nim dokonam.
Czyste sumienie mam wtedy, kiedy leżąc wieczorem w łóżku spoglądam wstecz i mimo wszystko zasypiam.
Jeśli spróbujesz wstrzymać oddech, poczujesz gorącą falę bezsilności wypełniającą twoje płuca...
Strach, który dziś zagląda ci w oczy. jutro skuli się pod twoim spojrzeniem.
Powroty bowiem stanowią namiastkę Raju...
czy bogatsza o to, czego w nim dokonam.
Czyste sumienie mam wtedy, kiedy leżąc wieczorem w łóżku spoglądam wstecz i mimo wszystko zasypiam.
Jeśli spróbujesz wstrzymać oddech, poczujesz gorącą falę bezsilności wypełniającą twoje płuca...
Strach, który dziś zagląda ci w oczy. jutro skuli się pod twoim spojrzeniem.
Powroty bowiem stanowią namiastkę Raju...
Moje wiersze
Zdecydowałam się w końcu zabrać moje stare zeszyty z piwnicy Mamy. Rozczuliły mnie te aforyzmy. A wiersze obudziły uśpione dawno uczucia. Człowiek jest bezdenną walizką poukładanych tam uczuć, przemyśleń. Jedne są luźno wrzucone, chaotyczne. Inne zaś, bez względu na upływający czas przypominają to, co działo się wtedy. Wszystko we mnie obudziło się. Mam nadzieję, że niektóre wspomnienia uda mi się poskromić wcześniej, niż zaczną na nowo boleć...
Julka, seria Julka
Sama już nie wiem, czy droga którą idę była choć przez moment prosta...
Czy zbaczałam nieświadomie w porośniętą nieprzeniknioną ciemnością pragnień gęstwinę?
Chciałam tylko wykraść losowi choć woń szczęścia, choć namiastkę tego, czego pod dostatkiem mają królowie tego świata.
Zbroczona krwią wyciśniętą przez ciernie niesłusznego zaufania byłam szczęśliwa.
Udało się.
Zasłużyłam wbrew wyrokom, zdobyłam cenny klejnot całego mojego życia. Dumna oddałam swój urok i nosiłam go pod sercem.
Byłam dumna, złodziejka, która okradła los...
Królowie świata patrzyli z litością godną bogów.
Nie zasługiwałam na błogosławieństwo. Ukradłam je.
Czy kropla w morzu zmieni jego bieg, gdy zboczy w stronę, gdzie drzemie jej pragnienie?
O, przekleństwem niech będą moje pragnienia! Tak zwyczajne, proste aż nierzeczywiste.
Wciąż łkające serce po omacku znalazło jednak gorącą pierś miłości.
Otwarte ramiona zwabiły w kolejną ścieżkę. Gdzieś na jej końcu było światło, które zatopiło resztkę smutku i tchnęło w zagubioną duszę świeży oddech życia.
Objęły mnie te ramiona i przycisnęły mocno do gorącego źródła.
Będę kradła losowi i te chwile.
Nie zasługuję na błogosławieństwo, jestem tylko potomkiem królów tego świata. Złodziejką o czarnych myślach i koronie niepasującej na moje skronie. Palą ją pragnienia, które muszę ukraść.
Ukraść uwagę, której potrzebuję bardziej niż powietrza.
Miłość, która wciera w zziębnięte ciało balsam życia.
Jestem złodziejką, nie zasługuję na błogosławieństwo..
A królowie będą bardzo gniewni..
Wrzesień 2001
Anioł Stróż, seria Julka
Nigdy nie dowiem się, czy moje łzy są dla ciebie tą kroplą wody, o którą modlą się konający z pragnienia.
Nie dowiem się również, czy moje ramiona wciąż otwarte jak drzwi do babcinej spiżarni są dla ciebie schronieniem takim, jak dla zlęknionego burzą napotkane drzewo.
Chciałabym jeszcze wiedzieć, czy moje oczy są dla ciebie księgą, z której możesz wyczytać ciągłą tęsknotę i pragnienie ofiarowania więcej iż dawałam dotychczas?
Czy nocą leżąc przy twoim boku zasługuję na to wytchnienie?
Czy kradnąc twój oddech pocałunkiem na dobranoc nie powinnam wciąż czuwać, jak troskliwa matka czuwa przy swoim dziecku?
A może mnie zawołasz, bo moje piersi ukołyszą lepiej niż poduszka a dłonie wypieszczą zmęczenie ze skroni lepiej niż kołdra?
Poczekam, nie usnę. Wsłucham się w melodię twojego oddechu, aby nie stracić tych cennych chwil, kiedy jesteś tylko moja...
maj 2002
Początek końca, seria Julka
Pośród bólu i cierpienia oddajesz światu najcenniejszy skarb.
Wytęsknioną perłę ukrywaną w wyobraźni, wypieszczoną muzyką twojego serca.
Istotę, jak kosz przepełnioną marzeniami pragnieniami i tęsknotą.
Twój najsłodszy uśmiech, najskrytsze tęsknoty, najczarniejsze obawy i strach.
Cały świat doceni twą naiwność, zrozumie i wynagrodzi ten intymny dar.
Czy z chwilą, kiedy twój kwiat miłości rozsunął niewinne pąki swego życia zaznasz jeszcze spokoju?
Targana bezgranicznym oddaniem, śmiertelną dawką miłości i paraliżującym strachem czy nikt nie zetnie twojego kwiatu...
Ten lęk zastąpi ci potrzebę oddechu, biciem serca będzie ci nieskończona miłość a ciepły dotyk nieskalany dojrzałością nasyci ciało wciąż nowymi siłami. By kochać.
maj 2002
Wiosna
Tych kilka minut, które daje nam los są jak letnie promienie słońca zaglądającego lubieżnie do naszej sypialni.
W powietrzu czuję zapach rosy,
niezapominajki unoszą się na skrzydłach motyli.
Słyszysz?
To pszczoły zwiastują swoim mruczeniem radość budzącego się dnia.
Jak głęboki kielich miłości wypiłam, nie wiem.
W moich żyłach wciąż czuję rozedrgane lepkie nici. Jesteś we mnie, oplatasz swoją bliskością, jak zapach niezapominajek odważnie wpełzający przez uchylone okno.
Wciąż zachłyśnięta świeżym blaskiem, rozkoszuję się wczesną rosą twoich pocałunków, gorącym popołudniem silnych ramion i upojną nocą obezwładniającej miłości.
Modlę się, aby tych kilka minut, które ukradłam losowi pogrzebały mnie w niekończącym się szaleństwie.
Modlę się, aby twoje ramiona oplotły mnie na zawsze pajęczą siecią pnącz Tristana.
Na wieki złączeni będziemy witali poranki wsłuchani w bezdenną głębię oddechów rozbudzonych pożądaniem.
Zawstydzeni blaskiem słońca ukryjemy pąsowe lica w zapachu trawy.
Znużeni wtulimy twarze w rozpalone ogniem połacie żółtych słoneczników, aby zazdrosne oko nie kalało nagich postaci splątanych w miłosnych uniesieniu.
A ukoi nas szum dębu...
Maj 2005
Kołysanka
Przez ciągłe burze, silny wiatr
nieśmiało przedarły się ciepłe promienie wiosennego słońca.
Ogrzały zmarzniętą duszę,
serce otuliły ciepłą kołdrą miłości.
A radość i szczęście pozwoliły w końcu zaczerpnąć głęboki oddech.
Jaki ten świat jest piękny, każdy liść szumi swoją pieśń, w rytm której tańczą promienie słońca, jak rozwiana spódnica cyganki.
Poranne krople rosy malują tęczą miłosną opowieść na kartach zapomnianego już życia...
Słyszysz tę opowieść?
Snuły ją letnie wieczory, wśród rozkosznego brzęczenia świerszczy.
Czujesz podmuch wiatru?
Gładził włosy po upojnej nocy spędzonej w twoich gorących ramionach.
Widzisz rumiane słońce?
Pieści twarz, kiedy po policzkach płyną łzy tęsknoty, odkąd kolorowa okrutna jesień odsunęła ciebie ode mnie.
W pamięci mojej wciąż gości pękaty węzeł wiosennych uniesień, kiedy pieściłeś przepełnione lękiem ciało.
Na ustach wciąż skrywam ukradzione pocałunki rozpustnego lata i kocham...
październik 2005
Tęsknota
Gdy w domu jest już cicho, dziecko za ścianą otulone ciepłą kołdrą niewinnych marzeń śni, zamykam oczy.
Przewracam grube, zachlapane atramentem wspomnień strony pamięci i szukam znajomego podmuchu, który ponownie porwie utęsknione ciało i pozwoli rozchylić pąk uśpionego pożądania.
Zamykam oczy, bezwładne liście opadają na chłodną poduszkę.
Wszystko pogrążone jest w ciszy.
Przesiąknięta zapachem wiosennego nektaru pościel zawstydzona ukrywa się za mgłą niepamięci.
Rozedrgane płomienie minionej namiętności zdają się ukrywać w leniwie opadających płatkach śniegu.
Zamykam oczy i staram się złożyć tę historię ponownie w roziskrzony taniec letnich nocy.
Przeszywający drżące ciało podmuch wiatru lubieżnie kołysze nagimi liśćmi gwałcąc różowe płatki niewinności. Gorąca trawa oplata kostki przyciągając ciało onieśmielonej kochanki ku sobie, kradnąc po drodze gorący smak pożądania.
Zamykam oczy i czuję pod palcami drżącą ziemię, wiatr snuje ponownie swą opowieść, czuję go na twarzy, obejmuje mnie z każdej strony, niemal uczestniczę w rozgrywającym się tańcu.
Żar wdziera się pod skąpe ubranie, drażni dotykiem rozedrgane liście, targa delikatnymi płatkami, kąsa i szczypie. Aby na koniec wybuchnąć kaskadą letniej burzy i zmyć gorącym strumieniem płomienny rumieniec zawstydzenia.
Zamykam oczy i utulona mgłą niepamięci wsłuchuję się w niezmąconą ciszę, jak każdej nocy. Umieram.
Dlaczego nie umilknie ta tęsknota za gorącym latem twoich dłoni?
Zasypiam.
grudzień 2005
Wesołych świąt...
Gdybym miała taką moc, by cofnąć czas, choć na tę jedną noc i wrócić do świąt, gdy ci, których kochałam, kochali jak ja...
Czy coś by to zmieniło?
Będzie bolało, bo w tę właśnie noc ukłuje każde niechciane słowo, jak sztylet.
Wesołych świąt powiesz. Czy przed oczami stanie ci rozwrzeszczany dom pełen naszych dzieci?
Wesołych, radosnych...
Tęsknotą spuchniętych. Choćbym miała taką moc, by choć na tę jedną noc...
Czasu już nie wrócisz...
grudzień 2015
Julka, seria Julka
Sama już nie wiem, czy droga którą idę była choć przez moment prosta...
Czy zbaczałam nieświadomie w porośniętą nieprzeniknioną ciemnością pragnień gęstwinę?
Chciałam tylko wykraść losowi choć woń szczęścia, choć namiastkę tego, czego pod dostatkiem mają królowie tego świata.
Zbroczona krwią wyciśniętą przez ciernie niesłusznego zaufania byłam szczęśliwa.
Udało się.
Zasłużyłam wbrew wyrokom, zdobyłam cenny klejnot całego mojego życia. Dumna oddałam swój urok i nosiłam go pod sercem.
Byłam dumna, złodziejka, która okradła los...
Królowie świata patrzyli z litością godną bogów.
Nie zasługiwałam na błogosławieństwo. Ukradłam je.
Czy kropla w morzu zmieni jego bieg, gdy zboczy w stronę, gdzie drzemie jej pragnienie?
O, przekleństwem niech będą moje pragnienia! Tak zwyczajne, proste aż nierzeczywiste.
Wciąż łkające serce po omacku znalazło jednak gorącą pierś miłości.
Otwarte ramiona zwabiły w kolejną ścieżkę. Gdzieś na jej końcu było światło, które zatopiło resztkę smutku i tchnęło w zagubioną duszę świeży oddech życia.
Objęły mnie te ramiona i przycisnęły mocno do gorącego źródła.
Będę kradła losowi i te chwile.
Nie zasługuję na błogosławieństwo, jestem tylko potomkiem królów tego świata. Złodziejką o czarnych myślach i koronie niepasującej na moje skronie. Palą ją pragnienia, które muszę ukraść.
Ukraść uwagę, której potrzebuję bardziej niż powietrza.
Miłość, która wciera w zziębnięte ciało balsam życia.
Jestem złodziejką, nie zasługuję na błogosławieństwo..
A królowie będą bardzo gniewni..
Wrzesień 2001
Anioł Stróż, seria Julka
Nigdy nie dowiem się, czy moje łzy są dla ciebie tą kroplą wody, o którą modlą się konający z pragnienia.
Nie dowiem się również, czy moje ramiona wciąż otwarte jak drzwi do babcinej spiżarni są dla ciebie schronieniem takim, jak dla zlęknionego burzą napotkane drzewo.
Chciałabym jeszcze wiedzieć, czy moje oczy są dla ciebie księgą, z której możesz wyczytać ciągłą tęsknotę i pragnienie ofiarowania więcej iż dawałam dotychczas?
Czy nocą leżąc przy twoim boku zasługuję na to wytchnienie?
Czy kradnąc twój oddech pocałunkiem na dobranoc nie powinnam wciąż czuwać, jak troskliwa matka czuwa przy swoim dziecku?
A może mnie zawołasz, bo moje piersi ukołyszą lepiej niż poduszka a dłonie wypieszczą zmęczenie ze skroni lepiej niż kołdra?
Poczekam, nie usnę. Wsłucham się w melodię twojego oddechu, aby nie stracić tych cennych chwil, kiedy jesteś tylko moja...
maj 2002
Początek końca, seria Julka
Pośród bólu i cierpienia oddajesz światu najcenniejszy skarb.
Wytęsknioną perłę ukrywaną w wyobraźni, wypieszczoną muzyką twojego serca.
Istotę, jak kosz przepełnioną marzeniami pragnieniami i tęsknotą.
Twój najsłodszy uśmiech, najskrytsze tęsknoty, najczarniejsze obawy i strach.
Cały świat doceni twą naiwność, zrozumie i wynagrodzi ten intymny dar.
Czy z chwilą, kiedy twój kwiat miłości rozsunął niewinne pąki swego życia zaznasz jeszcze spokoju?
Targana bezgranicznym oddaniem, śmiertelną dawką miłości i paraliżującym strachem czy nikt nie zetnie twojego kwiatu...
Ten lęk zastąpi ci potrzebę oddechu, biciem serca będzie ci nieskończona miłość a ciepły dotyk nieskalany dojrzałością nasyci ciało wciąż nowymi siłami. By kochać.
maj 2002
Wiosna
Tych kilka minut, które daje nam los są jak letnie promienie słońca zaglądającego lubieżnie do naszej sypialni.
W powietrzu czuję zapach rosy,
niezapominajki unoszą się na skrzydłach motyli.
Słyszysz?
To pszczoły zwiastują swoim mruczeniem radość budzącego się dnia.
Jak głęboki kielich miłości wypiłam, nie wiem.
W moich żyłach wciąż czuję rozedrgane lepkie nici. Jesteś we mnie, oplatasz swoją bliskością, jak zapach niezapominajek odważnie wpełzający przez uchylone okno.
Wciąż zachłyśnięta świeżym blaskiem, rozkoszuję się wczesną rosą twoich pocałunków, gorącym popołudniem silnych ramion i upojną nocą obezwładniającej miłości.
Modlę się, aby tych kilka minut, które ukradłam losowi pogrzebały mnie w niekończącym się szaleństwie.
Modlę się, aby twoje ramiona oplotły mnie na zawsze pajęczą siecią pnącz Tristana.
Na wieki złączeni będziemy witali poranki wsłuchani w bezdenną głębię oddechów rozbudzonych pożądaniem.
Zawstydzeni blaskiem słońca ukryjemy pąsowe lica w zapachu trawy.
Znużeni wtulimy twarze w rozpalone ogniem połacie żółtych słoneczników, aby zazdrosne oko nie kalało nagich postaci splątanych w miłosnych uniesieniu.
A ukoi nas szum dębu...
Maj 2005
Kołysanka
Przez ciągłe burze, silny wiatr
nieśmiało przedarły się ciepłe promienie wiosennego słońca.
Ogrzały zmarzniętą duszę,
serce otuliły ciepłą kołdrą miłości.
A radość i szczęście pozwoliły w końcu zaczerpnąć głęboki oddech.
Jaki ten świat jest piękny, każdy liść szumi swoją pieśń, w rytm której tańczą promienie słońca, jak rozwiana spódnica cyganki.
Poranne krople rosy malują tęczą miłosną opowieść na kartach zapomnianego już życia...
Słyszysz tę opowieść?
Snuły ją letnie wieczory, wśród rozkosznego brzęczenia świerszczy.
Czujesz podmuch wiatru?
Gładził włosy po upojnej nocy spędzonej w twoich gorących ramionach.
Widzisz rumiane słońce?
Pieści twarz, kiedy po policzkach płyną łzy tęsknoty, odkąd kolorowa okrutna jesień odsunęła ciebie ode mnie.
W pamięci mojej wciąż gości pękaty węzeł wiosennych uniesień, kiedy pieściłeś przepełnione lękiem ciało.
Na ustach wciąż skrywam ukradzione pocałunki rozpustnego lata i kocham...
październik 2005
Tęsknota
Gdy w domu jest już cicho, dziecko za ścianą otulone ciepłą kołdrą niewinnych marzeń śni, zamykam oczy.
Przewracam grube, zachlapane atramentem wspomnień strony pamięci i szukam znajomego podmuchu, który ponownie porwie utęsknione ciało i pozwoli rozchylić pąk uśpionego pożądania.
Zamykam oczy, bezwładne liście opadają na chłodną poduszkę.
Wszystko pogrążone jest w ciszy.
Przesiąknięta zapachem wiosennego nektaru pościel zawstydzona ukrywa się za mgłą niepamięci.
Rozedrgane płomienie minionej namiętności zdają się ukrywać w leniwie opadających płatkach śniegu.
Zamykam oczy i staram się złożyć tę historię ponownie w roziskrzony taniec letnich nocy.
Przeszywający drżące ciało podmuch wiatru lubieżnie kołysze nagimi liśćmi gwałcąc różowe płatki niewinności. Gorąca trawa oplata kostki przyciągając ciało onieśmielonej kochanki ku sobie, kradnąc po drodze gorący smak pożądania.
Zamykam oczy i czuję pod palcami drżącą ziemię, wiatr snuje ponownie swą opowieść, czuję go na twarzy, obejmuje mnie z każdej strony, niemal uczestniczę w rozgrywającym się tańcu.
Żar wdziera się pod skąpe ubranie, drażni dotykiem rozedrgane liście, targa delikatnymi płatkami, kąsa i szczypie. Aby na koniec wybuchnąć kaskadą letniej burzy i zmyć gorącym strumieniem płomienny rumieniec zawstydzenia.
Zamykam oczy i utulona mgłą niepamięci wsłuchuję się w niezmąconą ciszę, jak każdej nocy. Umieram.
Dlaczego nie umilknie ta tęsknota za gorącym latem twoich dłoni?
Zasypiam.
grudzień 2005
Wesołych świąt...
Gdybym miała taką moc, by cofnąć czas, choć na tę jedną noc i wrócić do świąt, gdy ci, których kochałam, kochali jak ja...
Czy coś by to zmieniło?
Będzie bolało, bo w tę właśnie noc ukłuje każde niechciane słowo, jak sztylet.
Wesołych świąt powiesz. Czy przed oczami stanie ci rozwrzeszczany dom pełen naszych dzieci?
Wesołych, radosnych...
Tęsknotą spuchniętych. Choćbym miała taką moc, by choć na tę jedną noc...
Czasu już nie wrócisz...
grudzień 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Noc, dzień, co lubię ja, co lubisz ty...
No i nas dopadło. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że człowiek zawsze przejawiał skłonności do wyolbrzymiania swojej pozycji. I nie chodzi o p...
-
Dobry wieczór! Czas rozwiązać nasz konkurs! Trochę się zapomniałam i trwał on nieco dłużej, niż zakładałam, ale nic nie szkodzi. Dziękuję...
-
No i mamy zwyciężczynie! Bardzo proszę o podanie we wiadomości priv, może być mail, Fb, cokolwiek, adres do wysyłki. Wasze odpowiedzi pody...
-
Kochani, doczekałam się w końcu premiery Andromedy. Mam nadzieję, że podzielaliście moje napięcie i, przynajmniej część z Was, również c...


















