Na naukę nigdy nie jest za późno- Anna Kasiuk


24 marca 2017 roku miałam ogromną przyjemność gościć w Radiu dla Ciebie. Od tego czasu minęło już kilka dobrych tygodni, ale wciąż pamiętam napięcie towarzyszące temu wydarzeniu. Radio od zaplecza wygląda zupełnie podobnie do innych miejsc, do których udajemy się. A jednak jest to coś, ten drobny element, który odróżnia je od innych. Szczelnie pozamykane drzwi, ogromne konsole, które niosą wiadomości, muzykę w świat, prosto do uszu odbiorców. Tu, pomyłka staje się automatycznie wiadomością publiczną, nie można jej cofnąć, zupełnie jak wydarzeń, które zapisują się w życiu nieodwracalnym wspomnieniem. Poznałam Annę Matusiak-Rześniowiecką, która prowadziła wywiad najpierw z Iloną Adamską, niebywale otwartą, szczerą i utalentowaną kobietą, wydawcą I.D. Media, właścicielką Imperium Kobiet, Law Business Quality i szefową Agencji PR. Możecie sobie jedynie wyobrazić mój stres, kiedy usłyszałam Ilonę na antenie. Ta kobieta ma głowę pełną pomysłów, jej życie jest jedną wielką pasją! Słuchałam i podziwiałam. Szczerze. Dobrze, że wśród nas są ludzie, którzy spełniają swoje najskrytsze marzenia, kreują poglądy innych, wskazują kierunki i pokazują świat z tej lepszej strony.

A później nastał mój czas. Spięta niebywale ruszyłam korytarzem, weszłam do niedużego pokoiku i zapomniałam o stresie! Ania okazała się perfekcjonistką w najmniejszym szczególe. Nasza rozmowa oscylowała wokół Łowisk, magii i tego, co nadaje życiu sensu, a mianowicie pasji. Zanim spostrzegłam, mój czas antenowy dobiegł końca, a mnie wciąż pozostało tak wiele rzeczy do  opowiedzenia! Dobrze jest mieć swoją pasję, dzielić to, co się kocha z ludźmi, którym moja praca daje radość.
Podobało mi się. Bardzo przyjemnie było porozmawiać, opowiedzieć o sobie i swojej wielkiej nowo odkrytej miłości, jaką jest pisanie. Załączam Wam link, gdybyście mieli ochotę posłuchać. I wiecie co? Ten świat radiowy wcale nie jest taki zły, wystarczy wiedzieć, czego się od życia oczekuje i być pewnym swoich racji.
A moi chłopcy siedzieli w samochodzie i słuchali....  z racji pory, a może skupienia, sen zmorzył najmłodszego mężczyznę. 


A zaraz po wizycie w RDC odbyło się spotkanie w wyjątkowym miejscu, jakim jest Szynk Praski.  
      
 29 marca 2017 roku o godzinie 18, zaprosiłam moich Czytelników do miejsca, które opisałam w II tomie sagi Łowiska. Praga, jej wyjątkowa atmosfera, wilgotne od deszczu ulice i ten dreszczyk emocji powodowany widokiem zniszczonych kamienic, śladami po kulach znaczącymi budynki wspomnieniem minionych wydarzeń. Sam Szynk Praski to miejsce bardzo klimatyczne. Stare stoły, krzesła przypominające moje dzieciństwo, pięcioramienny wieszak i ten obraz… Śniadanie wioślarzy Renoira. Kiedy dzień wcześniej przygotowywałam się do tego spotkania, przyszło mi do głowy, że powinnam przedstawić zebranym kilka faktów związanych z życiem moich bohaterów. I z każdą chwilą, kiedy spisywałam je, uświadamiałam sobie, jak wiele wspólnego miał Szynk Praski, wiszący nad barem obraz i moi bohaterowie… Matylda bowiem urodziła się tego samego roku, kiedy maestro Renoir skończył pracę nad swoim dziełem. Ojciec Majki urodził się tego samego roku, co mój tato, Robert zaś wtedy, kiedy moja siostra.. A Łodziska, które mijam po drodze na Mazury? Czy nie sądzicie, że to wszystko jest w jakiś sposób powiązane? Nijak nie przykładałam do tego palca a w zbiegi okoliczności nie wierzę. Może stałam się tylko nośnikiem historii, która rozegrała się gdzieś tam na mazurskiej wsi, z dala od wścibskich oczu sąsiadów. Kto to wie.

W każdym razie, spotkanie przebiegało w bardzo miłej, przyjaznej atmosferze. Żartowaliśmy, wspominaliśmy a do tego zajadaliśmy się pysznym poczęstunkiem przygotowanym przez naszych gospodarzy. To był bardzo udany wieczór. Moja Julia, co zaskoczyło mnie niebywale, opowiedziała publicznie o projekcie Bokser, którego mam być wykonawczynią i wdała się w gorącą dyskusję najpierw z moim przyjacielem Arturem a później znalazła wspólny temat z Alkiem Rogozińskim. 

Bariera pokoleń zadrżała w posadach, kiedy obydwoje, zupełnie, jakby tylko to liczyło się, rozprawiać zaczęli o twórczości Julki a potem Ich ogromnej idolce Magdzie Gessler. Atmosfera to ludzie, przekonałam się o tym po raz kolejny.





Księżyc

Opowiadanie

- Co cię dręczy?- zapytałeś zwracając na mnie swoje jasne oblicze, kiedy drżąca stałam pośród ciemności. Twój głos przywarł do mojej skóry chłodnym podmuchem wiatru.
- Mnie?- uniosłam głowę wysoko, by spojrzeć na ciebie. Mogłabym to robić właściwie bez przerwy. Mogłabym patrzeć na ciebie, upajać się twoją jasną poświatą, i choć spowija cię zawsze noc, czarne chmury kłębią się niczym hieny wokół, ty przyćmiewasz je swoją potęgą, topisz ich głód, ich nieokiełznane żądze swoim chłodnym blaskiem.

Pierzaste szpony, niczym wiosenny puch uwolniony z młodych pąków wzbija się wokół ciebie, lawiruje w rytm martwej ciszy, którą otulasz. Baletnice w czarnych tiulach połyskują halkami, uwodząc cię. Co chwilę któraś odważy się odkryć odrobinę więcej, byś tylko zwrócił na nią uwagę. Byś musnął dumnym spojrzeniem. O czarny Aniele, w lśniącej zbroi skradzionej słońcu, bez ruchu tkwiący na atramentowym nieboskłonie, ty pochłonąłeś już niejedną duszę pod tarczą nocy. Gdy ból rozsadza piersi, tęsknota palącym się piętnem wydziera rozpacz z gardła, ty z niewzruszoną miną, obrzucasz czarami bezkarnie, bezdusznie.

- Dlaczego tak o mnie mówisz?
- Przy tobie odżywam mój piękny. Przy tobie moje żyły na nowo czują żar wartko płynącej w nich krwi. Choć kradniesz moją miłość, niczym kochanek, którego twarzy nie pamiętam, ja kradnę twoją siłę. Dotarłam do ciebie, ukruszyłam idealnie gładkie ciało i wyskubuję okruchy pewności siebie, której mnie brak, którą ty zaś pysznisz się, zupełnie jak błyszcząca złotem matrona.
- Opowiedz mi o twoich smutkach? Odpłać za kradzież, której się dopuszczasz i nakarm mnie swoim żalem, bym mógł pysznić się jasnością jeszcze donioślejszą niż teraz.
- Jesteś próżny.
- Tak jestem. Jestem złodziejem, choć wiele głów zadartych wysoko spogląda w moje oblicze z tęsknotą. To wy uczyniliście mnie takim, jakim jestem. To w waszych oczach przeglądam się nocami, czując ciepło zachwytu, jakim mnie obsypujecie. Czuję wasz strach, bo noc budzi w was najgłębsze tęsknoty, zdziera z pamięci ciężką zasłonę, którą okrywacie przeszłość, o której pamiętać nie chcecie. Wszystko nocą wypełza z najciemniejszych zakamarków, by przypominać o błędach, potknięciach i upływającym czasie. Co się stało bowiem, już nigdy w niepamięci nie pozostanie. To noc jest waszym sumieniem, ja jestem tylko jej wiernym kochankiem, przyssanym do jej czarnej piersi. W jej sukniach przepastnych otulam się i tańczę w rytm jej oddechu. Oddaj mi swoje lęki, a na chwilę odwrócę swoje oblicze i obsypię mrokiem tajemnice, które ona tak bardzo chce poznać.
- Więc nie jesteś szczery, chcąc zawrzeć ze mną układ?
- Jestem złodziejem. Demonem próżności, cherubinem pyszności.
- Żal mi cię. Jesteś tak bardzo samotny i nieszczęśliwy. Przy twoim blasku nie ogrzeję swojej zbolałej duszy, bo lśnisz skradzionym światłem, jesteś zaledwie odbiciem, pochodnią, która przypomina o tym, co minęło i wzbudza rozpacz na wspomnienie tego, co dawno utracone. Choć dano ci niebo, otulasz się ciemnością, jak odepchnięte przez matkę dziecko, w sercu którego wciąż tli się nadzieja, że kiedyś nastanie znowu ten czas, kiedy będziesz bezkarnie mógł wtulić swoje stęsknione oblicze w jej ciepłe, tętniące życiem łono. Tego chcesz, prawda? To dlatego twój blask razi moje oczy, chcesz zwrócić jej uwagę na siebie. Starasz się pokazać swoje oddanie, ty książę nocy.
- Możliwe.
- Uśmiecham się do ciebie. Jesteś tak piękny. Ogromny. Rozkoszą jest patrzeć na ciebie. I pragnę wspiąć się wysoko, tak wysoko, by być bliżej ciebie. Możliwe, że udałoby mi się spojrzeć w twoje oblicze z bliska, dotknąć cię, poczuć. A wtedy musiałbyś być już tylko mój. Uwięziłabym cię w złotej klatce, byś pieścił moją duszę, czyniąc mnie tym samym swoją księżniczką. Jedyną.
- To nie jest możliwe. Jesteście tak bardzo zachłanni.
- Jesteśmy, jak ty.
- Odejdź. Twoja próżność mnie przeraża.
- Odejdę, zmęczone ciało musi odpocząć. Ale wrócę. Kiedy, jako zaledwie rąbek połyskiwał będziesz spod pierzyny czarnych chmur, mój książę. Wtedy znowu będziesz pragnął mojej obecności, błagał będziesz, niczym szczenię o słowa podziwu, bo to mój zachwyt cię karmi.
- Odejdź teraz. Ale pamiętaj, by wrócić. Potrzebujesz mnie tak samo, jak ja ciebie. Księżniczko…

- Mój książę… 


Na naukę nigdy nie jest za późno- Agnieszka Walczak- Chojecka

Wtorek 28 lutego 2017 roku i kolejne spotkanie, na które się wybrałam. Cała w emocjach, bo jechałam trasą, której nie znałam, myślałam tylko o tym, co zrobię, kiedy okaże się, że nie będę miała gdzie zaparkować samochodu...Jednak kocham moją wieś, powtarzam to bez przerwy...

Tym razem Empik gościł Agnieszkę Walczak- Chojecką, której Włoska symfonia zrobiła na mnie ubiegłego lata piorunujące wrażenie. Może dlatego, że czytałam ją w bardzo przyjemnym, wakacyjnym nastroju, w moim ukochanym Przemyślu? Oczywiście  to były tylko dodatkowe atrakcje, jeśli jednak będziecie mieli wątpliwości, czy sięgnąć po tę powieść, to ja polecam ją gorąco. Wakacyjny klimat, piękna pogoda i miejsce, które kojarzycie z wypoczynkiem.... A do tego kunszt pisarski Agnieszki, zdecydowanie dopełnią całości.
Spotkanie w Empiku jednak promowało powieść o zupełnie innym charakterze. Był to II tom Sagi Bałkańskiej, który nosi tytuł Nie czas na zapomnienie.

Nie miałam dotąd okazji przeczytać I tomu sagi, ale słuchając fragmentów, które czytała autorka oraz tych, które recytowała Jej córka, uważam, że warto po nią sięgnąć. Choć czuję, że to będzie trudna lektura, zmuszająca do pochylenia się po raz kolejny nad historią tamtego okresu i podzielonego narodu, zamierzam temu podołać. Dlaczego? Sentyment, z jakim Agnieszka opowiadała o procesie tworzenia powieści wyciskał na jej twarzy ogromne emocje, wspomnienia, które opisywała, a nawet coś, co przypominało tęsknotę, wzbudziły we mnie ogromny szacunek. Ta książka pisana była z miłością i zadumą wobec wydarzeń, które odcisnęły się piętnem na ludziach. Historia nie pozostawia wątpliwości a jej droga usłana jest ofiarami, co przygnębia. Kraj jest naszym domem, a o to warto walczyć. Jednak prawdziwe historie to nie tylko te, o których piszą potem książki historyczne, to są też dramaty prostych ludzi, które popychają ich do ogromnych poświęceń. A o tym nie możemy zapominać, ta pamięć kształtuje nas i nasze człowieczeństwo.


Spotkanie Agnieszki poprowadził Aleksander Rogoziński, człowiek o ogromnym poczuciu humoru, niebywałym dystansie do samego siebie i wykonywanego zawodu. Może dlatego spodziewałam się, że spotkanie będzie przebiegało w dość lekkiej atmosferze, jednak pomyliłam się. Na sali panowała cisza  a w chwilach, kiedy słuchaliśmy prezentowanych fragmentów, można było wręcz odczuć opisywaną grozę. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem kunsztu literackiego Agnieszki Walczak-Chojeckiej, umiejętności targania emocjami czytelnika w tak wysublimowany sposób, by mimo poważnej treści wciąż podtrzymywać nastrój oczekiwania na ciąg dalszy.


A po spotkaniu... Sami zobaczcie. Atmosfera wręcz domowa, przyjazna. Można było zamienić słowo z zebranymi i zrobić sobie zdjęcie. Nie wiem tylko, czy ktoś zauważył, że Aleksander odkrył w sobie nowe stylistyczne talenty.... Ale pozostawiam to Waszej ocenie :-)



Na naukę nigdy nie jest za późno- Mira Białkowska

Byłam dziś na spotkaniu. Ze znajomą pisarką, spod pióra której wyszły fraszki.

Trochę nie mój klimat, ale nie można zamykać się na różnorodność, prawda? I powiem Wam, że ubawiłam się przednio! Autorka pisze, Fraszka. Forma krótka, lekka, dobrze przyswajana...
I zupełnie się z Nią zgadzam. Tym bardziej, że ich autorka to filigranowa istota, podróżniczka, emanująca ciepłem, czarująca słowem.

 Przez godzinne spotkanie zmęczenie uleciało ze mnie, po prostu słuchałam i zaśmiewałam do rozpuku.  Dowiedziałam się również, że fraszki nie są jedynymi utworami, które stworzyła Mira i już po kilku przeczytanych stronach, bo szczęśliwie dostałam je do poczytania, wiem, że powieść ta zaskarbi sobie mój zachwyt... Ale o tym później, innym razem...
Tym razem zachęcam do ucztowania z fraszkami Miry Białkowskiej. W kilku słowach zamknąć radość, smutek, zgryzotę i wszystko to, co zwykle przelewam na papier pisanych powieści, to coś wyjątkowego!


Mam nadzieję, że autorka nie pogniewa się.... Oto namiastka..

Puzon

Raz mały, raz duży.
Tym seksowniej śpiewa,
im bardziej się wydłuży.

*****
Bodźce seksualne są różne i dość liczne,
ale najskuteczniejsze to te ekonomiczne.

Przyszła koza do woza.

Im bardziej wypasiony wóz,
tym więcej wokół niego kóz.

Miałam rację? Prawda? Jeśli macie ochotę na więcej, zapraszam serdecznie. 

A poza tym wydarzyła się jeszcze jedna rzecz podczas tego spotkania... Wspominałam już, że jestem sentymentalna... Ale chyba nie miałam jeszcze okazji podzielić się z Wami wspomnieniem dwóch kobiet, które darzyłam prawdziwym szacunkiem i podziwem. I jedna z nich siedziała obok mnie na spotkaniu! To była moja ulubiona polonistka ze szkoły podstawowej... Kobieta światła, która zaraz po moim Tacie zaszczepiła we mnie miłość do literatury. Szkoda, że nie zrobiłam sobie zdjęcia. Miałabym pamiątkę. Ach, kocham te spotkania...

Wyjątkowe miejsce do czytania Jagody

Dobry wieczór!
Czas rozwiązać nasz konkurs!
Trochę się zapomniałam i  trwał on nieco dłużej, niż zakładałam, ale nic nie szkodzi. Dziękuję za wzięcie udziału w zabawie, Wasze miejsca naprawdę urzekły mnie. To fascynujące, kiedy wiemy, że gdzieś tam, mamy taki skrawek ziemi, który pozwala nam przenieść się w świat wyobraźni. 
Spośród Waszych odpowiedzi wybrałam dwie, które postanowiłam nagrodzić książką. Bardzo proszę o podanie mi adresów do wysyłki we wiadomości prywatnej na FB, bądź w mailu:
Monikę Płatek
Oblicza Rozy
Książek mam dwie i tylko dlatego trzy poniższe Panie otrzymają ode mnie nagrody niespodzianki. Poproszę o adresy:
Paulinę Renik
Małgosię Xxookds
Dark Raven


Gratuluję i bardzo Wam dziękuję za zabawę. Mam nadzieję na kolejne spotkanie z Wami <3






Wielkimi krokami zbliża się premiera III tomu mojej sagi. Nosi on tytuł Jagoda.

W związku z tym, oraz by tradycji konkursów przedpremierowych stało się zadość, ja również przygotowałam dla Was małą zabawę. Uczestnikiem może być każdy. Ten, kto czytał poprzednie części, oraz ten, kto wędrówkę ze światem, który opisuję dopiero zaczyna. Może właśnie od tej części zacznie się nasza przygoda? Któż to wie :-)

Konkurs zaczyna się od dzisiejszego wieczora, czyli od 7 lutego a trwać będzie do 21 lutego, do godziny 21:00, czyli równe dwa tygodnie.

Do wygrania są dwa egzemplarze mojej najnowszej powieści- Jagoda. To będzie nagroda główna dla tych, których odpowiedzi okażą się najbardziej pomysłowe. Do tej wygranej dorzucę jeszcze po jednym z gadżetów, które przygotowałam. A czemu nie :-)

Natomiast trzy inne odpowiedzi, które mnie zaintrygują zostaną nagrodzone zakładkami i eko-torebką z wizerunkiem całej sagi Łowiska.

Teraz, co trzeba zrobić....
Wystarczy w trzech zdaniach, w komentarzu pod postem konkursowym na blogu napisać:

Czy jest miejsce, do którego chcielibyście się udać, by delektować się czytaną powieścią? Oczywiście mam na myśli konkretną powieść :-)

Nie musicie polubić mojego profilu, jeśli jednak zdecydujecie się to zrobić, będę wdzięczna. Nie musicie zapraszać znajomych, ale jeśli to uczynicie, będzie nas tu więcej ;-)

Zapraszam serdecznie do wzięcia udziału w konkursie i do poznania bliżej moich bohaterów!
Powodzenia!

Moje życie, nie moje decyzje

                                                 
 Opowiadanie 

Kochanie…Przechadzał się po niewielkim pokoju swojego mieszkania, które wynajmował w Centrum. Okolica wydawała mu się wystarczająco motywująca, by skupić się na pracy, którą często zabierał ze sobą do domu. A cóż miał robić? Magda, jego żona nie chciała przeprowadzić się do Warszawy. Ona była urodzoną artystką, do pracy potrzebowała ciszy i natury. On zaś, z chwilą kiedy odziedziczył pozycję i odpowiedzialność za rodzinną firmę opadła na jego ramiona niczym królewskie gronostaje, porzucił ciszę, spokój, ich wspólne spacery i przeniósł się do Warszawy. Tu wynajął niewielkie mieszkanie, umeblował je i natychmiast poczuł się jak w swoim wymarzonym świecie. Z tą chwilą zrozumiał, że do takiego świata należał.  Kochanie, powtórzył jeszcze raz, zacierając ręce i pochylając się pokornie do przodu. Miał wyrzuty sumienia, nie był przecież potworem, starał się jej wszystko wynagrodzić. Zarabiał bardzo dobrze, przelewał jej dwie trzecie swojej pensji, kupił terenówkę, żeby mogła przemierzać te swoje ukochane łąki, przestrzenie, które malowała. Różnili się jednak, co zrozumiał, kiedy przyszło mu spędzić pierwszy miesiąc z dala od domu. Ale to nie wpływało na fakt, że wciąż kochał swoją żonę, z całym tym roztargnieniem, które rozkosznie skrzyło w jej spojrzeniu i nadawało jej wydętym niewinnie ustom tak ponętnego wyglądu. Kochał ją i nigdy nie zamierzał porzucić, ale…. Cóż, odległość dzieląca ich, czyniła niemożliwym ciągłe pojawianie się w domu, a co za tym idzie spełnianie wszystkich małżeńskich obietnic, jakie sobie złożyli. Miał kochankę. Właściwie to nawet nie była kochanka, tylko koleżanka z firmy współpracującej z jego. Nic ich nie łączyło poza seksem. Ona, powtarzał to często patrząc w lustro, też mieszkała z dala od swojego chłopaka.
Opadł na rozłożyste łóżko, które wciąż pachniało jej gorącym ciałem. Kącik ust powędrował natychmiast do góry na wspomnienie ciała Ewy. Wciągnął powietrze ustami i podniósł się z łóżka przywołując się do porządku. Była Wigilia, a on musiał zadzwonić do żony i poinformować ją, że przyjedzie do domu dopiero następnego dnia. Zacisnął powieki i znowu zaczął przemierzać długość pokoju. Ściskał telefon. Jego spocone dłonie drżały, kiedy wybierał numer telefonu do Magdy.
- Kochanie? To ja…- Zatrzymał się i oparł czoło o chłodną taflę szyby. Przemieszczające się ulicami samochody wyglądały jak paralityczne owady, chaotycznie poruszające się wydrążonymi korytarzami zatłoczonych ulic. Była Wigilia, a Warszawa wciąż tętniła światłami przemieszczających się, w tę i z powrotem aut.
- Cześć Tomek.- Jej głos brzmiał sucho, przeczuwała z czym dzwonił.
- Jak twój obraz? Uchwyciłaś klimat, o jaki ci chodziło?- Zaczął i lekko uderzył głową w szybę. Brzmiał idiotycznie.
- Zaprosiłam moją siostrę z jej chłopakiem. Nie będę sama, jeśli o to chcesz zapytać. Oczywiście będzie mi przykro, że siedzę przy stole bez ciebie, ale nie to mnie złamie.
- Magdusiu, ja naprawdę muszę zostać. Tylko ten jeden dzisiejszy dzień. Jutro z samego rana przyjadę. To wszystko przez tę fuzję, pamiętasz? Mówiłem ci… Zaraz po Nowym Roku..
- Tak, mówiłeś. Rozumiem. Cały czas trzymam kciuki za powodzenie tego przedsięwzięcia. Ciężko pracowałeś na swój sukces.
- Kocham cię Magduś…
- Ja też cię kocham Tomek. – W telefonie zastukało coś i jej głos nagle wydał mu się tak bardzo odległy, smutny.
- Jeśli uda mi się, zbuduję nam na wsi piękny, ogromny dom, będziesz żyła jak królowa. Będziemy mieli dzieci, psa i dwa koty. Tak, jak chciałaś kochanie. Pamiętasz?
- Tak Tomek, pamiętam… Pamiętam też, że obydwoje tego chcieliśmy. A teraz jest inaczej a ty brzmisz… Cóż, jak ktoś, kto się tłumaczy. Kocham cię. Ale jeśli nie będzie cię obok mnie jutro, moja miłość może odejść w niepamięć. To są święta, dotąd spędzaliśmy je razem. Rozumiem, że masz fuzję. Nie podważam tego, co mówisz, ale nie jestem głupia, Tomku. Mija rok, zdążyłam już ochłonąć i trochę inaczej patrzę na nas. Pamiętaj o tym. Masz czas do jutra.
- Przyjadę. Muszę tylko zebrać wszystko do kupy i jutro jestem w domu, kochanie.
- Do jutra zatem. Albo nie przyjeżdżaj już więcej…- Rozłączyła się. Poczuł pustkę, ale za chwilę ulga wyparła to przykre uczucie bardzo skutecznie. Odrzucił telefon na łóżko, wypił resztę zimnej już kawy i pogwizdując włożył płaszcz, otulił się wełnianym kominem i wyszedł przed budynek apartamentowca.
- Kurwa…- Zaklął pod nosem, kiedy uświadomił sobie, że telefon i portfel zostały na łóżku. Zadarł głowę do góry i spojrzał na równą ścianę szklanego domu, w którym mieszkał.
- Co? Zapomniał pan dokumentów?- Usłyszał tuż obok siebie. Spojrzał w twarz niskiego, nieco szpetnego mężczyzny, mijającego go powolnym krokiem. Stary uśmiechał się, ale jego śmiech niewiele miał wspólnego z radością. To była raczej satysfakcja płynąca z czyjegoś potknięcia. Tomasz znał to uczucie, często odczuwał przyjemne mrowienie, kiedy jego kontrahenci potykali się o swoje przyduże, szykowne buty, wychodząc w pośpiechu z jego biura i umykając w ten sposób przed palącym smakiem porażki. Tomasz westchnął głośno, czując dumę rozpierającą jego pierś. Był zwycięzcą. Starzec wykrzywił usta i przytaknął kilkakrotnie, zupełnie, jakby dane mu było słyszeć myśli łechcące pęczniejące ego Tomasza.
- Niech się pan nie wraca. Nie warto, to i tak niczego nie zmieni.- Mrugnął porozumiewawczo i bujając się niezdarnie na boki poszedł w swoją stronę. Tomasz wzdrygnął się patrząc za starcem i zszedł do garażu. Właściwie telefon nie był mu do niczego potrzebny. Była Wigilia, więc i tak nie miał zamiaru dzwonić do nikogo. Wszystko, co miał omówić, dawno zrobił. Potrzebował zaledwie kilku godzin, by przygotować pozostałą dokumentację i mógł wracać do domu. Jego BMW sunęło leniwie Złotą, ciepło cicho sączące się do środka i jakaś spokojna kolęda wprawiały go w zupełnie przyjemny świąteczny nastrój. Zanim zorientował się, zaczął nucić melodię uderzając palcami o kierownicę.
Wtem jednak, dziwny, narastający dźwięk zagłuszył spokojne tony płynące z radia. Gwałtowne uderzenie chłodu spadło na niego, jak zimny strumień wody. Tomasz zaczerpnął głęboki oddech i prężąc się do tyły uderzał otwartymi dłońmi na oślep.
Rosnący w dalszym ciągu dźwięk, świszczał niemiłosiernie, drażniąc go i powodując dziwne uczucie kurczenia się powierzchni samochodu, w którym siedział. W końcu wszystko ucichło. Tomasz był jednak tak zmęczony, że nie miał nawet siły otworzyć oczu. Próbował, pod powiekami migały mu plamy jasnego światła i gasły. Jedynie dotykający go chłód nie opuszczał go nawet na chwilę. Próbował się podnieść, ale jego ciało bezwładnie spoczywało na czymś twardym, dodatkowo unieruchomione uciskającą obręczą otaczającą ciasno jego szyję.  I nagle zrobiło się zupełnie cicho a jego przepełnił absolutny spokój. Chłód ustąpił, świszczący wokół dźwięk ustał, a Tomasz odetchnął z ulgą i wsłuchany w równo brzmiące uderzenia swojego serca, spoczywał bez ruchu na miękkim posłaniu. Miał opuszczone powieki i analizował w skupieniu, czy podjąć próbę ich otwarcia. Nie wiedział bowiem, gdzie znajdował się, co się stało i w końcu, co zastanie, kiedy otworzy oczy. O ile w ogóle zdoła je otworzyć.
 - Czy pan śpi?- Usłyszał w końcu przerywający panującą wokół ciszę głos. Odniósł wrażenie, jakby już słyszał ten głos. Naturalnie poczułby się bezpieczny, jednak ten głos budził w nim raczej niezbyt przyjemne skojarzenia. Przełknął jedynie i wytężył słuch jeszcze bardziej, chcąc zidentyfikować dobiegający go dźwięk głosu.
- Hi, hi. Niezbyt ciekawa Wigilia zapowiada się, drogi panie. Zamiast dojechać tam, dokąd zmierzał pan, leży pan tutaj. Zastanawia się pan, dokąd trafił? Hę?- Tomasz zacisnął powieki, tym razem próbując przypomnieć sobie rzeczywiście, co mogło się wydarzyć. Jechał przecież do pracy…
- No tak… Ale miał pan wypadek. Pana samochód stoi już na parkingu i pewnie przyjdzie panu słono zapłacić za jego postój. Ale co to dla pana, nieprawdaż? Przecież jest pan właścicielem prężnie działającej firmy. I o ile nie mylę się, szykuje się jakaś fuzja? Kilkaset kolejnych osób straci pracę… Pamięta pan tego mężczyznę? No? Tego, który sprzątał w pańskim biurze. Chwileczkę, jak on się nazywał? Błażej Sierota. Czy on się tak nazywał? A może tak nazywali go pańscy pracownicy? Żeby mu dokuczyć.
- Kim pan jest?- Zdołał w końcu wydusić Tomasz. Miał spierzchnięte usta a gardło bolało go, kiedy silił się, by wycisnąć z siebie tych kilka słów.
- Kim jestem? Znam pana aż nadto dobrze. I niech tak pozostanie.
- Czego pan ode mnie oczekuje dręcząc mnie?
- Dręcząc? Pana? Dręczę… Pana… Podoba mi się.- Z oddali dobiegł Tomasza chichot i pocieranie jakiejś materii, co uznał za dotyk starczej skóry dłoni pocieranych jedna o drugą.- Zwolnił pan tego biedaka, bo został posądzony o kradzież pieniędzy.
- Skąd pan to wie?- Jęknął Tomasz.
- Tego Błażeja Sierotę też znam. A raczej znałem, bo kilka dni później popełnił samobójstwo. O, nie wiedział pan? Owszem, tak zrobił. Mieszkał ze starą, schorowaną matką a pozbawiając go pracy i wystawiając mu opinię złodzieja, uczynił go pan bezwartościowym na rynku pracy. Kiedy umierał, płakał z rozpaczy i żalu nad losem swojej matki.
- Kłamie pan…- Tomasz poczuł zimny pot spływający po jego czole. Przypomniał sobie Błażeja. Rzeczywiście zwolnił go dyscyplinarnie z powodu kradzieży pieniędzy.
- Nie, nie kłamię. Nie tym razem, przynajmniej. Nie muszę kłamać. Pan dostarcza mi wystarczająco dużo atrakcji. Błażej Sierota nie ukradł tych pieniędzy. Zrobiła to pańska sekretarka. Powinien był pan sprawdzić zapis kamer.  Ale nie znalazł pan na to czasu. A ona pozostaje bezkarna i wciąż kradnie. Nie zauważył pan w jej dokumentach medycznych wzmianki o jej skłonnościach? Ach! Pan wcale nie widział jej dokumentacji medycznej!- Ponowny chichot i tym razem lekkie skrzypienie pocierania, jakby kory drzewnej zmroziło plecy Tomasza.
- Czy może mi pan pomóc? Proszę wezwać pomoc. Ja muszę poinformować żonę o tym wypadku. Ona będzie na mnie czekała. Są święta…- W pokoju zapadła cisza. Tomasz uchylił niepewnie oczy, jednak ogarniająca go wokół ciemność opadła zasłoną na wszystko, co otaczało go.- Nic nie widzę…
- Bo jest pan w szoku. A może stracił pan wzrok? Nie wiem, nie jestem lekarzem.
- A czy może pan zadzwonić po lekarza?- Jęknął potulnie.
- Zapomniał pan telefonu, jak zamierza pan poinformować żonę o wypadku? Przecież nie zna pan nawet numeru telefonu do niej? Co innego z Ewą…. Gorąca z niej sztuka. Gdybym był nieco młodszy, sam poobracałbym jej płonące ciało. Powiem panu, tak między nami, że to bardzo otwarta dziewczyna. I towarzyska.- Chichot mężczyzny przeszedł w gardłowy pomruk.- Ale nie będę psuł panu wspomnień. Może one ogrzeją pana w nadchodzące, długie zimowe wieczory, bo chyba nie ma pan wątpliwości, co do tego, że pańska żona nie dotrzyma słowa? Ona doskonale zdaje sobie sprawę, że zdradza ją pan. Pojechał pan raz do domu w koszuli, na której gorąca Ewcia zostawiła swój zapach i dotyk. Ale z pana nierozważny mężczyzna. Doprawdy…
- Mam tego dość! Nie chcę już tego słuchać. Skąd pan wie to wszystko? Jest pan moim pracownikiem? To niemożliwe. Nie poznaję pańskiego głosu, choć wydaje mi się, że już gdzieś go słyszałem. Kim pan jest?
- Nie o mnie rozmawiamy, tylko o panu. Czy myśli pan, że pańska żona wybaczy mu kolejne wymówki? Czy wie pan o jej wystawie po Nowym Roku? Tak! Udało jej się! Będzie miała swoją wystawę! Tę samą, o której tyle panu opowiadała na początku roku. Potem przestał pan pytać, jej życie przestało pana ekscytować. Tak bardzo pochłonęło pana zdobywanie pieniędzy.
- Jest pan podły!- Warknął Tomasz zaciskając dłonie w pięści. Poczuł przypływ siły, a złość wstrząsała jego leżącym na łóżku ciałem.
- Ja? Podły? Doprawdy, z ust człowieka, który porzuca piękną, utalentowaną żonę na rzecz łatwej, gotowej zrobić wszystko, by się wybić dziewczynki, jaką jest Ewa, to żadna obelga. Ja nie zwolniłem niewinnego człowieka, dla którego praca w pańskiej firmie była jedyną radością w życiu, bo na nic innego nie miał odwagi się zdobyć. Poza tym, jeśli sądzi pan, że ta fuzja przyniesie panu grube miliony, jest pan po prostu w błędzie. Straci pan żonę, nigdy nie osiągnie szczytu, zawsze będzie pan w połowie drogi do wymarzonego sukcesu! A wie pan dlaczego tak będzie? Bo to jest typowe dla tak pustych w środku ludzi. Pan jest pozbawiony ludzkich uczuć i skończy pan, jak inni panu podobni!- Tomasz zacisnął na powrót powieki, jego nozdrza zaczęły falować rozwierając się zdecydowanie, kiedy nabierał powietrza w obolałe płuca. Z jego ust wyrwało się najpierw ciche, podobne do zranionego szczenięcia skomlenie, by za chwilę ten dźwięk nabrał mocy i brzmiał coraz bardziej donośnie. Gdzieś obok, w dalszym ciągu, słychać było skrzekliwe postękiwanie starca. Tomasz przypomniał sobie już gdzie słyszał ten głos! To był starzec pod jego apartamentowcem! Kiedy uświadomił sobie ten fakt, a jego absurdalność wydała mu się tak zaskakująca, że uwierzył w możliwość jej istnienia, jego krzyk przeszedł w gardłowe charczenie i pisk.
- Bardzo dobrze! Tak powinien pan zrobić już dawno! Proszę teraz otworzyć oczy, wsiąść do samochodu i pojechać do żony i naprawić to, co jeszcze można naprawić.
                W pokoju było ciemno, kiedy Tomasz wstał z łóżka, wyszedł do łazienki i wziął prysznic. Miał okropny sen i chciał pospiesznie zmyć go z siebie. Dochodziła piąta rano. Postanowił przygotować raport po świętach, w domu, gdzie czekała na niego Magda. Wyszedł ponownie do sypialni i odsuwając zasłony rzucił pospiesznie.

- Wstawaj Ewa. Idź do siebie. I usuń mój numer telefonu z komórki.- Poczekał, aż zaskoczona kobieta podniosła się z łóżka i w końcu zamknął za nią drzwi. Dopiero wtedy usiadł na krześle w kuchni i zapalił papierosa. Płuca piekły a w głowie wciąż brzmiał ten przerażający odgłos starczego, skrzeczącego głosu: Proszę naprawić to, co jeszcze można naprawić… Zapisał na kartce nazwisko Sierota i ściskając w dłoni klucze do swojego BMW wyszedł pospiesznie z domu. Już stojąc w windzie spojrzał na zegarek i uśmiechając się niepewnie pomyślał, że zdąży dojechać, kiedy Magda będzie jeszcze spała. Zrobi jej niespodziankę…

Na naukę nigdy nie jest za późno- Agnieszka Lingas-Łoniewska 4/11/16, Aleksander Rogoziński 10/11/16

Listopad, miesiąc zadumy i refleksji. W tym okresie zdecydowanie bardziej pochylamy się nad nurtującym odwiecznie tematem przemijania, śmierci i zastanawiamy się, co nas czeka tam, po drugiej stronie. To prawda.

Ja w tym miesiącu byłam na dwóch spotkaniach autorskich i pierwsze przemyślenia, jakie mnie naszły, dotyczyły sposobu, w jaki idziemy przez nasze życie. Zawsze powtarzam moim dzieciakom, jak bardzo istotne jest, by patrząc w lustro na koniec dnia, mieć powody do dumy. Jeśli nie zaś do dumy, bo to doprowadziłoby nas w końcu do próżności, to przynajmniej, by mieć powody do zadowolenia. Człowiek zadowolony, to człowiek szczęśliwy i spełniony, nieprawdaż?

Alek Rogoziński, od niedawna znany również, jako Alex, dzięki premierze How to kill you, darling, dał się poznać właśnie z tej strony. Człowiek pogodny, tak pozytywny, że wszystko, co mnie nęka, w jego otoczeniu zdaje się chować gdzieś tam w cieniu optymizmu tego autora. Na spotkaniu Alka ubawiłam się przednio. Już zanim zaczął opowiadać, udało nam się zamienić kilka słów, dla mnie bezcennych. W trakcie zaś spotkania, atmosfera zdawała się być coraz cieplejsza. Alek ma niesamowitą zdolność do podgrzewania nastroju swoimi opowieściami, historiami z życia wziętymi a przede wszystkim jedna bezwzględnie sympatię dzięki dystansowi, z jakim podchodzi do siebie i swojej pracy. Będąc pod wrażeniem spotkania w Legionowie zabrałam się za czytanie How to kill you, darling w oryginale… Wrażeniami podzielę się, a jakże.

Co jeszcze jest ważne, poza otwartością, optymizmem i poczuciem humoru?
Empatia. A tego ogromną dawkę otrzymałam będąc na spotkaniu z Agnieszką Lingas-Łoniewską. Oczywiście spóźniona, czego naprawdę nie znoszę, wpadłam do biblioteki, co nie pozostało niezauważone. Od razu jednak wtopiłam się w ciepłą, przyjemną i niesamowicie przyjazną atmosferę tego spotkania. Agnieszka, niczym wirtuoz nie tylko opowiada o skrajnych uczuciach w swych powieściach, ona wydobywa wspomnienie tych uczuć, które drzemie gdzieś na dnie naszych serc. Czy to nie jest istotne? Pamiętacie Małego Księcia? Pamiętacie historie o wężu, który zjadł słonia i trawił go przez wiele miesięcy. Jak wielu z nas patrząc na ten rysunek ujrzałoby słonia w brzuchu węża? Rozumiecie, co mam na myśli?


Autor jest jak drogowskaz, jego książka zaś to mapa. Pamiętajmy zatem, sztuką jest stanąć wieczorem przed lustrem i z nadzieją patrzeć w naszą przyszłość.

Noc, dzień, co lubię ja, co lubisz ty...

No i nas dopadło. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że człowiek zawsze przejawiał skłonności do wyolbrzymiania swojej pozycji. I nie chodzi o p...