Najciekawsze cytaty z moich powieści


Mroki Łowisk:

Kobieta, którą chciałbym widzieć przy swoim boku, powinna być inteligentna, powinna wiedzieć, czego chce. Powinna być silna, zdeterminowana i powinna mieć w sobie cechy delikatnej, kruchej istoty, która, kiedy wymaga tego od niej sytuacja, potrafi walczyć jak lwica w obronie najbliższych i swoich racji. O, czy to nie ty taka jesteś.

Kiedyś jego babka mówiła, że nadzieje wypowiedziane w złej minucie mogą przynieść tragedię i zemścić się na człowieku.

– Czy go kocham? Nie wiem, czy kochać to znaczy, że chcę być obok niego, chcę czuć jego ciepło. Tęsknię za tym jego lodowatym spojrzeniem, bo budzi we mnie lęk, ale i podkręca do tego stopnia, że nie mogę się opanować. Ja czasem czuję się przy nim jak mała dziewczynka, która potrzebuje opieki, ale takiej, którą właśnie on mi daje. Za chwilę znowu czuję coś zupełnie przeciwnego, jakbym potrzebowała odetchnąć od niego, odpocząć. Chcę tam wrócić. Muszę. Żebyś widziała Łowiska…


jesteś jego kobietą i nie miałem prawa posunąć się tak daleko. Żadnym wytłumaczeniem nie jest to, że cię kocham. Już wtedy nad jeziorem posunąłem się za daleko, ale nie potrafiłem się zatrzymać. Kocham cię, chcę ciebie tylko dla siebie i nie mogę nic z tym zrobić.

– Wszystko. Wiodłam całkiem normalne, trochę nawet nudne życie. A potem to wszystko się skomplikowało. Pojawił się twój brat, potem ty. I nie ma już taty. Jestem uwięziona pomiędzy tym, co już się skończyło, a wami obydwoma. Nie wiem, co teraz.

Dlatego kochaj mnie dziś tak, jakby nic złego się nie stało, a jutro miałoby nigdy nie nadejść.

Jagoda, cytat:

Fizyczna jedność, możliwość dotykania cię, czucia twojego smaku, zapachu były mi dane na krótko, ale są dla mnie nagrodą, która wystarczy, żebym kochał cię w tym i tamtym wymiarze. Jesteś moim życiem i przeznaczeniem, które musi się dopełnić w ten czy inny sposób. Pamiętaj o tym i nie przekreślaj mnie. Jestem twoim niewolnikiem, jestem zależny od tego, co do ciebie czuję, bo to daje mi siłę, żeby walczyć i żyć dalej. Kocham cię, znaczy tak mało, jeśli patrzysz wstecz naszego czasu, ale uwierz mi dla mnie ma siłę wieków. I nie potrafię się temu przeciwstawić.

Jesteś taka soczysta, apetyczna. Mógłbym cię jeść, kawałek po kawałku. Jesteś esencją, która trzyma mnie przy życiu Maju. Dla ciebie gotów jestem zostać tu, gdzie jestem. Zniknąć.

Maju, chciałem ci tylko powiedzieć, że nie miałoby dla mnie znaczenia, dokąd trafię, gdybym miał teraz umrzeć. Gdybym miał umrzeć wiedząc, że kochasz mnie tak, jak kochałaś jego, nic nie miałoby dla mnie znaczenia. Ani niebo, ani piekło. Wytrzymaj tylko tę próbę, błagam cię kochanie…- Ciepłe ramię wsunęło się pod jej kark a silna dłoń spoczęła na jej ciężarnym brzuchu, podczas gdy jej świadomość jak skulony kot spoczęła na dnie jej duszy uśpiona.

Czasem to, co wydaje nam się być prostym jedynym wyjściem z sytuacji, może okazać się próbą, na którą nie jesteśmy w stanie zdobyć się.

- Tak sądzisz? Nie wydaje ci się, że trudniej jest stawić czoło życiu bez kochanej osoby? Nie sądzisz, ze odebranie sobie życia jest po prostu ucieczką?
- Jeśli nie jest się w stanie żyć bez osoby, która stanowiła sens tego życia? Nie sądzę. Gdyby tobie miało się stać coś i bez względu na to, czy byłabyś z moim bratem, czy ze mną, miałbym żyć bez ciebie, to wolałbym umrzeć. Kiedy stajesz się treścią czyjegoś życia i nagle ta osoba zostaje tej treści pozbawiona, to jak widzisz jego życie? Czy możesz sobie wyobrazić cel? Wartości? Sens? Ja nie mogę.
- Paweł to jest ucieczka, słabość. Kochać można wspomnienia, pamięć. Nie musisz wyrzucać tej osoby z serca, ale nie masz prawa odbierać czegoś, co masz najcenniejsze?
- Kiedy właśnie to, co najcenniejsze zostało już odebrane Maju..

Za zakrętem:

Moja mama zawsze powtarzała: „Nigdy nie rozstawaj się w gniewie. Bez względu na to, kto zawinił, nie chowaj urazy, bo nie wiesz, co może czekać na ciebie za zakrętem. Może się na przykład okazać, że już do końca swoich dni będziesz wspominała chwile, minuty kłótni, która was podzieliła. Dawno zapomnisz o jej powodach, ale strata nie pozwoli zapomnieć o twoim zaniedbaniu”.

Ja zaś zamknęłam po raz ostatni drzwi domu moich rodziców. Przed oczami stanęły mi chwile, kiedy po wielekroć powtarzałam tę czynność. W liceum, na studiach, a potem już pracując. Wcisnęłam guziki alarmu, przekręciłam klucz w zamku, a każde jego rdzawe skrzypnięcie budziło we mnie dreszcze i grozę przed niewiadomą, która była wciąż przede mną. Rozejrzałam się wokół i włożyłam klucz pod wielką donicę z ukochanymi przez mamę hostami. Zatrzymałam się na wysokości furtki i po raz ostatni obróciłam głowę w stronę pustych i ciemnych okien domu. Dopiero kiedy poczułam, że zaczynają mnie piec powieki, wcisnęłam ręce głęboko w kieszenie dżinsów i ruszyłam do samochodu, pewna, że już nigdy więcej nie ujrzę tego widoku. Nie będę szukała w oknach odbicia mamy, która macha mi ręką na pożegnanie, kiedy spieszę się do pracy, nie otworzy mi furtki tata, bo właśnie szedł po świeże bułki do kolacji, kiedy wypompowana wracałam z podróży. Sięgnęłam po chusteczkę do nosa i otarłam łzy.

. Człowiek jest w końcu stworzeniem zdolnym do wielu poświęceń, ale też potrafi się posunąć do najgorszych zbrodni. Potrzeba mu tylko jakiegoś bodźca, może w imię religii, przekonań albo przynajmniej zaspokojenia swoich żądz, którymi usprawiedliwiłby swoje nawet najgorsze posunięcia.

Dzieci są takie czyste i proste w swej egzystencji. Potrzebują zaledwie odpowiednio dawkowanych bodźców, wskazówek, by ich egzystencjalna prostota nie przeistoczyła się w beznadzieją mierność.

 Jacek pochylił się nade mną powoli i zamknął mi usta, przyciskając do nich swoje gorące, wilgotne wargi. Świat nagle zaczął tańczyć, kiedy wpatrywałam się w jego twarz osaczona bliskością, ciepłem i wilgocią jego ust. Zamknęłam natychmiast oczy i ujmując jego nadgarstki, ścisnęłam je mocno. Smak jego warg, ich soczysta miękkość absorbowały całą moją uwagę i choć czułam, że to, co się działo, niekonieczne było dobre, nie potrafiłam przestać się delektować trwającą chwilą. Czas płynął powoli, zupełnie jakby na moment zwolnił i zwrócił zaciekawione spojrzenie w naszą stronę. W mojej głowie jednak zaczęły piętrzyć się myśli, przebłysk rozsądku podpowiadał mi, że ten pocałunek mógł zrujnować wszystko, co do tej pory udało mi się odbudować. Przecież moje dotychczasowe kontakty z mężczyznami kończyły się prędzej czy później spektakularnym fiaskiem. Jeszcze tylko chwilkę, krótki momencik… Moje serce zawodziło jak szczenię siłą oderwane od matki.

– A czego chcesz? – rzuciłam krótko, nawet się nie odwracając.
– Ciebie. Chcę, żebyś była moja. Chcę z tobą być. Chcę patrzeć, jak zasypiasz i jak się budzisz. Ciebie chcę. I od jakiegoś czasu odnosiłem wrażenie, że chciałaś tego samego.

. Moja mama zawsze powtarzała, że na udrękę umysłu najlepsze jest fizyczne zmęczenie.

Podniósł się powoli i ze wzrokiem utkwionym we mnie podszedł blisko. Zupełnie blisko, a nawet zbyt blisko, bym wciąż mogła zachowywać swobodę. Krew w uszach zaczęła szumieć, więc odsunęłam się na bok możliwie najdalej, odwracając głowę i dając mu tym samym do zrozumienia, że narusza swoją bliskością moją strefę prywatności. Wycofał się, co przyjęłam z ulgą. Wtedy jednak odwrócił się nagle, przyciągając mnie do siebie. Oparł o ścianę domu tuż obok drzwi wejściowych, przyciskając ramiona równo do ściany.
– Jacek… – sapnęłam jedynie i zacisnęłam powieki, czując jego usta zamykające się na moich. Wilgotne, soczyste, smakujące świeżą kawą, którą Aniela parzyła dla niego każdego ranka.
– Zadręczasz mnie, Agnieszko. – Jego głos, jak dodatkowa para rąk, błądził po mojej twarzy, wdzierał się pod bluzę i szczypał napiętą skórę.

On pojawił się i został przy mnie bez dodatkowych porywów, jakby to było już wcześniej zaplanowane. Nasza codzienność wyglądała zupełnie tak samo, jedynie noce, bo te spędzaliśmy razem, spacery, którym oddawaliśmy się trochę ciaśniej wtuleni w siebie, przypominały mi o tym, że na świecie był ktoś jeszcze, dla kogo znaczyłam więcej.

– Agnieszko… Siebie mi dajesz. Dajesz mi rozmowy, swoją radość. Dajesz mi swoje tęsknoty i strach. Dajesz mi ciało i duszę. Czego mogę chcieć jeszcze? Przy tobie mogę być sobą, czuję się potrzebny. Jestem twoim rękawem, tarczą. Więcej nie powiem, bo to i tak dużo, jak na mnie. – Uśmiechnął się nerwowo, jakby chciał rozładować gęstniejącą atmosferę.

Ale jego twarz promieniała jak twarz dziecka, które dostało upragnioną zabawkę. Lubiłam takie momenty. Przeglądałam się wtedy uparcie w jego spojrzeniu i byłam szczęśliwa, widząc w nim kobietę pożądaną i kochaną. Czułam się piękna, wartościowa i nie musiałam się bać.

Bo dla mnie pojęcie „dom” miało również wymiar bardziej metaforyczny. Tu nie chodziło tylko o mury wyznaczające jego granice. Było to miejsce, gdzie nadrzędną rolę odgrywało bezpieczeństwo i spokój. Był to bardziej stan ducha, w zaistniałych okolicznościach pielęgnowałam wyobrażenie tych wartości, w które niegdyś tak bardzo wierzyłam. (…)Tak bardzo pragnęłam czuć się w moim domu jak w miejscu poza czasem, gdzie wszystko miałoby znaczenie, a ludzie w nim przebywający stanowiliby część tego stanu. To miał być świat pozbawiony bólu, tęsknoty i cierpienia.

Niestety ja nigdy nie wierzyłam w zbiegi okoliczności. Bez względu na to, czy były szczęśliwe, czy też nie. Byłam zdania, że wszystko było już z góry zaplanowane, a nam nieszczęśnikom dano jedynie możliwość wyboru drogi z kilku dostępnych opcji. I tym samym ponosiliśmy odpowiedzialność za każdy dokonany wybór. Byliśmy zatem ofiarami czyjegoś okrutnego żartu, a tworząc wciąż nowe prawa, nowe teorie, oszukiwaliśmy się, bo gdzieś głęboko w nas tkwiła świadomość, że ta gra nie jest warta zachodu.

Oparłam głowę o drzwi i zamknęłam oczy. Mocny, tępy ból powoli rozprzestrzeniał się w mojej głowie. Szeleszczące liście szeptały wprost do mojego umysłu słowa swojej kołysanki, a ciekawskie dłonie lekkiego wiatru dotykały niepewnie wciąż zaróżowioną strachem twarz.
Wątpliwości wgryzały się swoimi zębami w moją duszę. Przez chwilę wydawało mi się, że kurczę się pod ich kolejnymi ukąszeniami. Zerknęłam we wsteczne lusterko, podziwiając różowiejące od zachodu słońca niebo. Taki dar, jakim był ten las, oferowany przez niego spokój i schronienie, pensjonat, mój nowy dom, nawet Jacek – uświadomiłam sobie, jak wszystko, co rzucać powinno człowieka na kolana przed potęgą natury, blednie w obliczu strachu i samotności.

Z dołu wciąż dobiegał mnie szept ich rozmowy. Lekki jak monotonna muzyka alt dźwięcznego, ciepłego głosu Anieli i pokorny tembr głosu Jacka, niczym brzęczenie trzmiela nad jej kwietnikiem. Ona niczym lek antydepresyjny nuciła swoje argumenty wprost do serca niepokornego syna. On zaś coraz rzadziej, coraz słabiej brzęczał, przeciwstawiając się.

Usiadłyśmy na ławce, która stała przy ścianie domu, Aniela pieszczotliwie gładziła podłokietnik. Pewnie siedziała na miejscu męża, może nawet była z nim w tej chwili. Ona ubrana w kolory pięknej wiosny z rozśpiewanymi ptakami i szumem drzew nad głową, on w swojej wyblakłej jak stare płótno rzeczywistości… Dla niego czas stanął już w miejscu, nie mógł mu wyrządzić żadnej więcej krzywdy. Ona wciąż się z nim borykała, płynął tak szybko, jak woda w pobliskim strumieniu. Siedzieli obok siebie, ich myśli splatały się razem, przywołując chwile, kiedy byli szczęśliwi i kiedy czas nie stanowił dla nich żadnej przeszkody.
Non omnis moriar

Spojrzałam w stronę mojej towarzyszki tego wspólnego kontemplowania ciszy; na jej twarzy malowały się zadowolenie i spokój. Przymknęła powieki i pozwalała, by młode słońce obmywało jej twarz swoimi ciepłymi promieniami. Wyobrażałam sobie, że oczami duszy sięgnęła czasu, kiedy oboje siadywali na ławce. Przytłoczyła mnie jedynie świadomość, że ja kiedyś też będę tak wspominała moich bliskich bądź – co byłoby dla mnie lepsze – będę wspominana przez nich. Teraz dążyłam do czegoś, wciąż żegnałam tych, którzy odeszli, i opłakiwałam moją stratę, wiedząc zarazem, że miałam obok siebie ludzi, którzy mnie kochali i którym byłam potrzebna. Moje życie zaczynało ponownie nabierać barw i rozpędu tylko dlatego, że byli obok mnie. Jednak mój entuzjazm nie miał trwać wiecznie, wszystko było takie ulotne, krótkotrwałe. Już za chwilę mogłam kogoś żegnać. Gdziekolwiek spojrzałam, nie widziałam ucieczki… Zamknięta w szklanej pułapce swoich naiwnych nadziei, że mnie to nie spotka. A uciec nie było dokąd. Wszyscy byliśmy w takim razie uwięzieni w naszych ciałach, w naszych realiach, a klaustrofobiczny krąg bezradności zacieśniający się z roku na rok pozbawiał nas złudzeń, przynosząc choroby, dolegliwości, stratę bliskich… Komediodramat, a w rolach głównych naiwni ludzie…

Pewnego wieczora posunęliśmy się krok dalej, zdjęliśmy ubrania i chodziliśmy po lesie nago! Takiego podekscytowania i towarzyszącego mu uczucia wolności nie czułam dotąd. Wyobrażałam sobie wtedy, że jesteśmy na świecie zupełnie sami i nic ani nikt nie jest w stanie mi zaszkodzić! Być odartym z tego, co zbędne, i zdanym tylko na łaskę natury. Oczyszczaliśmy w ten sposób nasze myśli, syciliśmy się swoją obecnością wsłuchani w życie lasu nocą. Każdy dźwięk przecież, który słyszymy za dnia, nocą brzmi całkiem inaczej. Ta sama trzaskająca pod stopą gałąź zdecydowanie wyraźniej, głośniej będzie pękała nocą. Każdy problem nocą nabierał głębszego, bardziej przerażającego wyrazu, niż gdy podchodziło się do niego w blasku słońca.








Na naukę nigdy nie jest za późno- Anna Kasiuk


24 marca 2017 roku miałam ogromną przyjemność gościć w Radiu dla Ciebie. Od tego czasu minęło już kilka dobrych tygodni, ale wciąż pamiętam napięcie towarzyszące temu wydarzeniu. Radio od zaplecza wygląda zupełnie podobnie do innych miejsc, do których udajemy się. A jednak jest to coś, ten drobny element, który odróżnia je od innych. Szczelnie pozamykane drzwi, ogromne konsole, które niosą wiadomości, muzykę w świat, prosto do uszu odbiorców. Tu, pomyłka staje się automatycznie wiadomością publiczną, nie można jej cofnąć, zupełnie jak wydarzeń, które zapisują się w życiu nieodwracalnym wspomnieniem. Poznałam Annę Matusiak-Rześniowiecką, która prowadziła wywiad najpierw z Iloną Adamską, niebywale otwartą, szczerą i utalentowaną kobietą, wydawcą I.D. Media, właścicielką Imperium Kobiet, Law Business Quality i szefową Agencji PR. Możecie sobie jedynie wyobrazić mój stres, kiedy usłyszałam Ilonę na antenie. Ta kobieta ma głowę pełną pomysłów, jej życie jest jedną wielką pasją! Słuchałam i podziwiałam. Szczerze. Dobrze, że wśród nas są ludzie, którzy spełniają swoje najskrytsze marzenia, kreują poglądy innych, wskazują kierunki i pokazują świat z tej lepszej strony.

A później nastał mój czas. Spięta niebywale ruszyłam korytarzem, weszłam do niedużego pokoiku i zapomniałam o stresie! Ania okazała się perfekcjonistką w najmniejszym szczególe. Nasza rozmowa oscylowała wokół Łowisk, magii i tego, co nadaje życiu sensu, a mianowicie pasji. Zanim spostrzegłam, mój czas antenowy dobiegł końca, a mnie wciąż pozostało tak wiele rzeczy do  opowiedzenia! Dobrze jest mieć swoją pasję, dzielić to, co się kocha z ludźmi, którym moja praca daje radość.
Podobało mi się. Bardzo przyjemnie było porozmawiać, opowiedzieć o sobie i swojej wielkiej nowo odkrytej miłości, jaką jest pisanie. Załączam Wam link, gdybyście mieli ochotę posłuchać. I wiecie co? Ten świat radiowy wcale nie jest taki zły, wystarczy wiedzieć, czego się od życia oczekuje i być pewnym swoich racji.
A moi chłopcy siedzieli w samochodzie i słuchali....  z racji pory, a może skupienia, sen zmorzył najmłodszego mężczyznę. 


A zaraz po wizycie w RDC odbyło się spotkanie w wyjątkowym miejscu, jakim jest Szynk Praski.  
      
 29 marca 2017 roku o godzinie 18, zaprosiłam moich Czytelników do miejsca, które opisałam w II tomie sagi Łowiska. Praga, jej wyjątkowa atmosfera, wilgotne od deszczu ulice i ten dreszczyk emocji powodowany widokiem zniszczonych kamienic, śladami po kulach znaczącymi budynki wspomnieniem minionych wydarzeń. Sam Szynk Praski to miejsce bardzo klimatyczne. Stare stoły, krzesła przypominające moje dzieciństwo, pięcioramienny wieszak i ten obraz… Śniadanie wioślarzy Renoira. Kiedy dzień wcześniej przygotowywałam się do tego spotkania, przyszło mi do głowy, że powinnam przedstawić zebranym kilka faktów związanych z życiem moich bohaterów. I z każdą chwilą, kiedy spisywałam je, uświadamiałam sobie, jak wiele wspólnego miał Szynk Praski, wiszący nad barem obraz i moi bohaterowie… Matylda bowiem urodziła się tego samego roku, kiedy maestro Renoir skończył pracę nad swoim dziełem. Ojciec Majki urodził się tego samego roku, co mój tato, Robert zaś wtedy, kiedy moja siostra.. A Łodziska, które mijam po drodze na Mazury? Czy nie sądzicie, że to wszystko jest w jakiś sposób powiązane? Nijak nie przykładałam do tego palca a w zbiegi okoliczności nie wierzę. Może stałam się tylko nośnikiem historii, która rozegrała się gdzieś tam na mazurskiej wsi, z dala od wścibskich oczu sąsiadów. Kto to wie.

W każdym razie, spotkanie przebiegało w bardzo miłej, przyjaznej atmosferze. Żartowaliśmy, wspominaliśmy a do tego zajadaliśmy się pysznym poczęstunkiem przygotowanym przez naszych gospodarzy. To był bardzo udany wieczór. Moja Julia, co zaskoczyło mnie niebywale, opowiedziała publicznie o projekcie Bokser, którego mam być wykonawczynią i wdała się w gorącą dyskusję najpierw z moim przyjacielem Arturem a później znalazła wspólny temat z Alkiem Rogozińskim. 

Bariera pokoleń zadrżała w posadach, kiedy obydwoje, zupełnie, jakby tylko to liczyło się, rozprawiać zaczęli o twórczości Julki a potem Ich ogromnej idolce Magdzie Gessler. Atmosfera to ludzie, przekonałam się o tym po raz kolejny.





Księżyc

Opowiadanie

- Co cię dręczy?- zapytałeś zwracając na mnie swoje jasne oblicze, kiedy drżąca stałam pośród ciemności. Twój głos przywarł do mojej skóry chłodnym podmuchem wiatru.
- Mnie?- uniosłam głowę wysoko, by spojrzeć na ciebie. Mogłabym to robić właściwie bez przerwy. Mogłabym patrzeć na ciebie, upajać się twoją jasną poświatą, i choć spowija cię zawsze noc, czarne chmury kłębią się niczym hieny wokół, ty przyćmiewasz je swoją potęgą, topisz ich głód, ich nieokiełznane żądze swoim chłodnym blaskiem.

Pierzaste szpony, niczym wiosenny puch uwolniony z młodych pąków wzbija się wokół ciebie, lawiruje w rytm martwej ciszy, którą otulasz. Baletnice w czarnych tiulach połyskują halkami, uwodząc cię. Co chwilę któraś odważy się odkryć odrobinę więcej, byś tylko zwrócił na nią uwagę. Byś musnął dumnym spojrzeniem. O czarny Aniele, w lśniącej zbroi skradzionej słońcu, bez ruchu tkwiący na atramentowym nieboskłonie, ty pochłonąłeś już niejedną duszę pod tarczą nocy. Gdy ból rozsadza piersi, tęsknota palącym się piętnem wydziera rozpacz z gardła, ty z niewzruszoną miną, obrzucasz czarami bezkarnie, bezdusznie.

- Dlaczego tak o mnie mówisz?
- Przy tobie odżywam mój piękny. Przy tobie moje żyły na nowo czują żar wartko płynącej w nich krwi. Choć kradniesz moją miłość, niczym kochanek, którego twarzy nie pamiętam, ja kradnę twoją siłę. Dotarłam do ciebie, ukruszyłam idealnie gładkie ciało i wyskubuję okruchy pewności siebie, której mnie brak, którą ty zaś pysznisz się, zupełnie jak błyszcząca złotem matrona.
- Opowiedz mi o twoich smutkach? Odpłać za kradzież, której się dopuszczasz i nakarm mnie swoim żalem, bym mógł pysznić się jasnością jeszcze donioślejszą niż teraz.
- Jesteś próżny.
- Tak jestem. Jestem złodziejem, choć wiele głów zadartych wysoko spogląda w moje oblicze z tęsknotą. To wy uczyniliście mnie takim, jakim jestem. To w waszych oczach przeglądam się nocami, czując ciepło zachwytu, jakim mnie obsypujecie. Czuję wasz strach, bo noc budzi w was najgłębsze tęsknoty, zdziera z pamięci ciężką zasłonę, którą okrywacie przeszłość, o której pamiętać nie chcecie. Wszystko nocą wypełza z najciemniejszych zakamarków, by przypominać o błędach, potknięciach i upływającym czasie. Co się stało bowiem, już nigdy w niepamięci nie pozostanie. To noc jest waszym sumieniem, ja jestem tylko jej wiernym kochankiem, przyssanym do jej czarnej piersi. W jej sukniach przepastnych otulam się i tańczę w rytm jej oddechu. Oddaj mi swoje lęki, a na chwilę odwrócę swoje oblicze i obsypię mrokiem tajemnice, które ona tak bardzo chce poznać.
- Więc nie jesteś szczery, chcąc zawrzeć ze mną układ?
- Jestem złodziejem. Demonem próżności, cherubinem pyszności.
- Żal mi cię. Jesteś tak bardzo samotny i nieszczęśliwy. Przy twoim blasku nie ogrzeję swojej zbolałej duszy, bo lśnisz skradzionym światłem, jesteś zaledwie odbiciem, pochodnią, która przypomina o tym, co minęło i wzbudza rozpacz na wspomnienie tego, co dawno utracone. Choć dano ci niebo, otulasz się ciemnością, jak odepchnięte przez matkę dziecko, w sercu którego wciąż tli się nadzieja, że kiedyś nastanie znowu ten czas, kiedy będziesz bezkarnie mógł wtulić swoje stęsknione oblicze w jej ciepłe, tętniące życiem łono. Tego chcesz, prawda? To dlatego twój blask razi moje oczy, chcesz zwrócić jej uwagę na siebie. Starasz się pokazać swoje oddanie, ty książę nocy.
- Możliwe.
- Uśmiecham się do ciebie. Jesteś tak piękny. Ogromny. Rozkoszą jest patrzeć na ciebie. I pragnę wspiąć się wysoko, tak wysoko, by być bliżej ciebie. Możliwe, że udałoby mi się spojrzeć w twoje oblicze z bliska, dotknąć cię, poczuć. A wtedy musiałbyś być już tylko mój. Uwięziłabym cię w złotej klatce, byś pieścił moją duszę, czyniąc mnie tym samym swoją księżniczką. Jedyną.
- To nie jest możliwe. Jesteście tak bardzo zachłanni.
- Jesteśmy, jak ty.
- Odejdź. Twoja próżność mnie przeraża.
- Odejdę, zmęczone ciało musi odpocząć. Ale wrócę. Kiedy, jako zaledwie rąbek połyskiwał będziesz spod pierzyny czarnych chmur, mój książę. Wtedy znowu będziesz pragnął mojej obecności, błagał będziesz, niczym szczenię o słowa podziwu, bo to mój zachwyt cię karmi.
- Odejdź teraz. Ale pamiętaj, by wrócić. Potrzebujesz mnie tak samo, jak ja ciebie. Księżniczko…

- Mój książę… 


Na naukę nigdy nie jest za późno- Agnieszka Walczak- Chojecka

Wtorek 28 lutego 2017 roku i kolejne spotkanie, na które się wybrałam. Cała w emocjach, bo jechałam trasą, której nie znałam, myślałam tylko o tym, co zrobię, kiedy okaże się, że nie będę miała gdzie zaparkować samochodu...Jednak kocham moją wieś, powtarzam to bez przerwy...

Tym razem Empik gościł Agnieszkę Walczak- Chojecką, której Włoska symfonia zrobiła na mnie ubiegłego lata piorunujące wrażenie. Może dlatego, że czytałam ją w bardzo przyjemnym, wakacyjnym nastroju, w moim ukochanym Przemyślu? Oczywiście  to były tylko dodatkowe atrakcje, jeśli jednak będziecie mieli wątpliwości, czy sięgnąć po tę powieść, to ja polecam ją gorąco. Wakacyjny klimat, piękna pogoda i miejsce, które kojarzycie z wypoczynkiem.... A do tego kunszt pisarski Agnieszki, zdecydowanie dopełnią całości.
Spotkanie w Empiku jednak promowało powieść o zupełnie innym charakterze. Był to II tom Sagi Bałkańskiej, który nosi tytuł Nie czas na zapomnienie.

Nie miałam dotąd okazji przeczytać I tomu sagi, ale słuchając fragmentów, które czytała autorka oraz tych, które recytowała Jej córka, uważam, że warto po nią sięgnąć. Choć czuję, że to będzie trudna lektura, zmuszająca do pochylenia się po raz kolejny nad historią tamtego okresu i podzielonego narodu, zamierzam temu podołać. Dlaczego? Sentyment, z jakim Agnieszka opowiadała o procesie tworzenia powieści wyciskał na jej twarzy ogromne emocje, wspomnienia, które opisywała, a nawet coś, co przypominało tęsknotę, wzbudziły we mnie ogromny szacunek. Ta książka pisana była z miłością i zadumą wobec wydarzeń, które odcisnęły się piętnem na ludziach. Historia nie pozostawia wątpliwości a jej droga usłana jest ofiarami, co przygnębia. Kraj jest naszym domem, a o to warto walczyć. Jednak prawdziwe historie to nie tylko te, o których piszą potem książki historyczne, to są też dramaty prostych ludzi, które popychają ich do ogromnych poświęceń. A o tym nie możemy zapominać, ta pamięć kształtuje nas i nasze człowieczeństwo.


Spotkanie Agnieszki poprowadził Aleksander Rogoziński, człowiek o ogromnym poczuciu humoru, niebywałym dystansie do samego siebie i wykonywanego zawodu. Może dlatego spodziewałam się, że spotkanie będzie przebiegało w dość lekkiej atmosferze, jednak pomyliłam się. Na sali panowała cisza  a w chwilach, kiedy słuchaliśmy prezentowanych fragmentów, można było wręcz odczuć opisywaną grozę. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem kunsztu literackiego Agnieszki Walczak-Chojeckiej, umiejętności targania emocjami czytelnika w tak wysublimowany sposób, by mimo poważnej treści wciąż podtrzymywać nastrój oczekiwania na ciąg dalszy.


A po spotkaniu... Sami zobaczcie. Atmosfera wręcz domowa, przyjazna. Można było zamienić słowo z zebranymi i zrobić sobie zdjęcie. Nie wiem tylko, czy ktoś zauważył, że Aleksander odkrył w sobie nowe stylistyczne talenty.... Ale pozostawiam to Waszej ocenie :-)



Na naukę nigdy nie jest za późno- Mira Białkowska

Byłam dziś na spotkaniu. Ze znajomą pisarką, spod pióra której wyszły fraszki.

Trochę nie mój klimat, ale nie można zamykać się na różnorodność, prawda? I powiem Wam, że ubawiłam się przednio! Autorka pisze, Fraszka. Forma krótka, lekka, dobrze przyswajana...
I zupełnie się z Nią zgadzam. Tym bardziej, że ich autorka to filigranowa istota, podróżniczka, emanująca ciepłem, czarująca słowem.

 Przez godzinne spotkanie zmęczenie uleciało ze mnie, po prostu słuchałam i zaśmiewałam do rozpuku.  Dowiedziałam się również, że fraszki nie są jedynymi utworami, które stworzyła Mira i już po kilku przeczytanych stronach, bo szczęśliwie dostałam je do poczytania, wiem, że powieść ta zaskarbi sobie mój zachwyt... Ale o tym później, innym razem...
Tym razem zachęcam do ucztowania z fraszkami Miry Białkowskiej. W kilku słowach zamknąć radość, smutek, zgryzotę i wszystko to, co zwykle przelewam na papier pisanych powieści, to coś wyjątkowego!


Mam nadzieję, że autorka nie pogniewa się.... Oto namiastka..

Puzon

Raz mały, raz duży.
Tym seksowniej śpiewa,
im bardziej się wydłuży.

*****
Bodźce seksualne są różne i dość liczne,
ale najskuteczniejsze to te ekonomiczne.

Przyszła koza do woza.

Im bardziej wypasiony wóz,
tym więcej wokół niego kóz.

Miałam rację? Prawda? Jeśli macie ochotę na więcej, zapraszam serdecznie. 

A poza tym wydarzyła się jeszcze jedna rzecz podczas tego spotkania... Wspominałam już, że jestem sentymentalna... Ale chyba nie miałam jeszcze okazji podzielić się z Wami wspomnieniem dwóch kobiet, które darzyłam prawdziwym szacunkiem i podziwem. I jedna z nich siedziała obok mnie na spotkaniu! To była moja ulubiona polonistka ze szkoły podstawowej... Kobieta światła, która zaraz po moim Tacie zaszczepiła we mnie miłość do literatury. Szkoda, że nie zrobiłam sobie zdjęcia. Miałabym pamiątkę. Ach, kocham te spotkania...

Wyjątkowe miejsce do czytania Jagody

Dobry wieczór!
Czas rozwiązać nasz konkurs!
Trochę się zapomniałam i  trwał on nieco dłużej, niż zakładałam, ale nic nie szkodzi. Dziękuję za wzięcie udziału w zabawie, Wasze miejsca naprawdę urzekły mnie. To fascynujące, kiedy wiemy, że gdzieś tam, mamy taki skrawek ziemi, który pozwala nam przenieść się w świat wyobraźni. 
Spośród Waszych odpowiedzi wybrałam dwie, które postanowiłam nagrodzić książką. Bardzo proszę o podanie mi adresów do wysyłki we wiadomości prywatnej na FB, bądź w mailu:
Monikę Płatek
Oblicza Rozy
Książek mam dwie i tylko dlatego trzy poniższe Panie otrzymają ode mnie nagrody niespodzianki. Poproszę o adresy:
Paulinę Renik
Małgosię Xxookds
Dark Raven


Gratuluję i bardzo Wam dziękuję za zabawę. Mam nadzieję na kolejne spotkanie z Wami <3






Wielkimi krokami zbliża się premiera III tomu mojej sagi. Nosi on tytuł Jagoda.

W związku z tym, oraz by tradycji konkursów przedpremierowych stało się zadość, ja również przygotowałam dla Was małą zabawę. Uczestnikiem może być każdy. Ten, kto czytał poprzednie części, oraz ten, kto wędrówkę ze światem, który opisuję dopiero zaczyna. Może właśnie od tej części zacznie się nasza przygoda? Któż to wie :-)

Konkurs zaczyna się od dzisiejszego wieczora, czyli od 7 lutego a trwać będzie do 21 lutego, do godziny 21:00, czyli równe dwa tygodnie.

Do wygrania są dwa egzemplarze mojej najnowszej powieści- Jagoda. To będzie nagroda główna dla tych, których odpowiedzi okażą się najbardziej pomysłowe. Do tej wygranej dorzucę jeszcze po jednym z gadżetów, które przygotowałam. A czemu nie :-)

Natomiast trzy inne odpowiedzi, które mnie zaintrygują zostaną nagrodzone zakładkami i eko-torebką z wizerunkiem całej sagi Łowiska.

Teraz, co trzeba zrobić....
Wystarczy w trzech zdaniach, w komentarzu pod postem konkursowym na blogu napisać:

Czy jest miejsce, do którego chcielibyście się udać, by delektować się czytaną powieścią? Oczywiście mam na myśli konkretną powieść :-)

Nie musicie polubić mojego profilu, jeśli jednak zdecydujecie się to zrobić, będę wdzięczna. Nie musicie zapraszać znajomych, ale jeśli to uczynicie, będzie nas tu więcej ;-)

Zapraszam serdecznie do wzięcia udziału w konkursie i do poznania bliżej moich bohaterów!
Powodzenia!

Moje życie, nie moje decyzje

                                                 
 Opowiadanie 

Kochanie…Przechadzał się po niewielkim pokoju swojego mieszkania, które wynajmował w Centrum. Okolica wydawała mu się wystarczająco motywująca, by skupić się na pracy, którą często zabierał ze sobą do domu. A cóż miał robić? Magda, jego żona nie chciała przeprowadzić się do Warszawy. Ona była urodzoną artystką, do pracy potrzebowała ciszy i natury. On zaś, z chwilą kiedy odziedziczył pozycję i odpowiedzialność za rodzinną firmę opadła na jego ramiona niczym królewskie gronostaje, porzucił ciszę, spokój, ich wspólne spacery i przeniósł się do Warszawy. Tu wynajął niewielkie mieszkanie, umeblował je i natychmiast poczuł się jak w swoim wymarzonym świecie. Z tą chwilą zrozumiał, że do takiego świata należał.  Kochanie, powtórzył jeszcze raz, zacierając ręce i pochylając się pokornie do przodu. Miał wyrzuty sumienia, nie był przecież potworem, starał się jej wszystko wynagrodzić. Zarabiał bardzo dobrze, przelewał jej dwie trzecie swojej pensji, kupił terenówkę, żeby mogła przemierzać te swoje ukochane łąki, przestrzenie, które malowała. Różnili się jednak, co zrozumiał, kiedy przyszło mu spędzić pierwszy miesiąc z dala od domu. Ale to nie wpływało na fakt, że wciąż kochał swoją żonę, z całym tym roztargnieniem, które rozkosznie skrzyło w jej spojrzeniu i nadawało jej wydętym niewinnie ustom tak ponętnego wyglądu. Kochał ją i nigdy nie zamierzał porzucić, ale…. Cóż, odległość dzieląca ich, czyniła niemożliwym ciągłe pojawianie się w domu, a co za tym idzie spełnianie wszystkich małżeńskich obietnic, jakie sobie złożyli. Miał kochankę. Właściwie to nawet nie była kochanka, tylko koleżanka z firmy współpracującej z jego. Nic ich nie łączyło poza seksem. Ona, powtarzał to często patrząc w lustro, też mieszkała z dala od swojego chłopaka.
Opadł na rozłożyste łóżko, które wciąż pachniało jej gorącym ciałem. Kącik ust powędrował natychmiast do góry na wspomnienie ciała Ewy. Wciągnął powietrze ustami i podniósł się z łóżka przywołując się do porządku. Była Wigilia, a on musiał zadzwonić do żony i poinformować ją, że przyjedzie do domu dopiero następnego dnia. Zacisnął powieki i znowu zaczął przemierzać długość pokoju. Ściskał telefon. Jego spocone dłonie drżały, kiedy wybierał numer telefonu do Magdy.
- Kochanie? To ja…- Zatrzymał się i oparł czoło o chłodną taflę szyby. Przemieszczające się ulicami samochody wyglądały jak paralityczne owady, chaotycznie poruszające się wydrążonymi korytarzami zatłoczonych ulic. Była Wigilia, a Warszawa wciąż tętniła światłami przemieszczających się, w tę i z powrotem aut.
- Cześć Tomek.- Jej głos brzmiał sucho, przeczuwała z czym dzwonił.
- Jak twój obraz? Uchwyciłaś klimat, o jaki ci chodziło?- Zaczął i lekko uderzył głową w szybę. Brzmiał idiotycznie.
- Zaprosiłam moją siostrę z jej chłopakiem. Nie będę sama, jeśli o to chcesz zapytać. Oczywiście będzie mi przykro, że siedzę przy stole bez ciebie, ale nie to mnie złamie.
- Magdusiu, ja naprawdę muszę zostać. Tylko ten jeden dzisiejszy dzień. Jutro z samego rana przyjadę. To wszystko przez tę fuzję, pamiętasz? Mówiłem ci… Zaraz po Nowym Roku..
- Tak, mówiłeś. Rozumiem. Cały czas trzymam kciuki za powodzenie tego przedsięwzięcia. Ciężko pracowałeś na swój sukces.
- Kocham cię Magduś…
- Ja też cię kocham Tomek. – W telefonie zastukało coś i jej głos nagle wydał mu się tak bardzo odległy, smutny.
- Jeśli uda mi się, zbuduję nam na wsi piękny, ogromny dom, będziesz żyła jak królowa. Będziemy mieli dzieci, psa i dwa koty. Tak, jak chciałaś kochanie. Pamiętasz?
- Tak Tomek, pamiętam… Pamiętam też, że obydwoje tego chcieliśmy. A teraz jest inaczej a ty brzmisz… Cóż, jak ktoś, kto się tłumaczy. Kocham cię. Ale jeśli nie będzie cię obok mnie jutro, moja miłość może odejść w niepamięć. To są święta, dotąd spędzaliśmy je razem. Rozumiem, że masz fuzję. Nie podważam tego, co mówisz, ale nie jestem głupia, Tomku. Mija rok, zdążyłam już ochłonąć i trochę inaczej patrzę na nas. Pamiętaj o tym. Masz czas do jutra.
- Przyjadę. Muszę tylko zebrać wszystko do kupy i jutro jestem w domu, kochanie.
- Do jutra zatem. Albo nie przyjeżdżaj już więcej…- Rozłączyła się. Poczuł pustkę, ale za chwilę ulga wyparła to przykre uczucie bardzo skutecznie. Odrzucił telefon na łóżko, wypił resztę zimnej już kawy i pogwizdując włożył płaszcz, otulił się wełnianym kominem i wyszedł przed budynek apartamentowca.
- Kurwa…- Zaklął pod nosem, kiedy uświadomił sobie, że telefon i portfel zostały na łóżku. Zadarł głowę do góry i spojrzał na równą ścianę szklanego domu, w którym mieszkał.
- Co? Zapomniał pan dokumentów?- Usłyszał tuż obok siebie. Spojrzał w twarz niskiego, nieco szpetnego mężczyzny, mijającego go powolnym krokiem. Stary uśmiechał się, ale jego śmiech niewiele miał wspólnego z radością. To była raczej satysfakcja płynąca z czyjegoś potknięcia. Tomasz znał to uczucie, często odczuwał przyjemne mrowienie, kiedy jego kontrahenci potykali się o swoje przyduże, szykowne buty, wychodząc w pośpiechu z jego biura i umykając w ten sposób przed palącym smakiem porażki. Tomasz westchnął głośno, czując dumę rozpierającą jego pierś. Był zwycięzcą. Starzec wykrzywił usta i przytaknął kilkakrotnie, zupełnie, jakby dane mu było słyszeć myśli łechcące pęczniejące ego Tomasza.
- Niech się pan nie wraca. Nie warto, to i tak niczego nie zmieni.- Mrugnął porozumiewawczo i bujając się niezdarnie na boki poszedł w swoją stronę. Tomasz wzdrygnął się patrząc za starcem i zszedł do garażu. Właściwie telefon nie był mu do niczego potrzebny. Była Wigilia, więc i tak nie miał zamiaru dzwonić do nikogo. Wszystko, co miał omówić, dawno zrobił. Potrzebował zaledwie kilku godzin, by przygotować pozostałą dokumentację i mógł wracać do domu. Jego BMW sunęło leniwie Złotą, ciepło cicho sączące się do środka i jakaś spokojna kolęda wprawiały go w zupełnie przyjemny świąteczny nastrój. Zanim zorientował się, zaczął nucić melodię uderzając palcami o kierownicę.
Wtem jednak, dziwny, narastający dźwięk zagłuszył spokojne tony płynące z radia. Gwałtowne uderzenie chłodu spadło na niego, jak zimny strumień wody. Tomasz zaczerpnął głęboki oddech i prężąc się do tyły uderzał otwartymi dłońmi na oślep.
Rosnący w dalszym ciągu dźwięk, świszczał niemiłosiernie, drażniąc go i powodując dziwne uczucie kurczenia się powierzchni samochodu, w którym siedział. W końcu wszystko ucichło. Tomasz był jednak tak zmęczony, że nie miał nawet siły otworzyć oczu. Próbował, pod powiekami migały mu plamy jasnego światła i gasły. Jedynie dotykający go chłód nie opuszczał go nawet na chwilę. Próbował się podnieść, ale jego ciało bezwładnie spoczywało na czymś twardym, dodatkowo unieruchomione uciskającą obręczą otaczającą ciasno jego szyję.  I nagle zrobiło się zupełnie cicho a jego przepełnił absolutny spokój. Chłód ustąpił, świszczący wokół dźwięk ustał, a Tomasz odetchnął z ulgą i wsłuchany w równo brzmiące uderzenia swojego serca, spoczywał bez ruchu na miękkim posłaniu. Miał opuszczone powieki i analizował w skupieniu, czy podjąć próbę ich otwarcia. Nie wiedział bowiem, gdzie znajdował się, co się stało i w końcu, co zastanie, kiedy otworzy oczy. O ile w ogóle zdoła je otworzyć.
 - Czy pan śpi?- Usłyszał w końcu przerywający panującą wokół ciszę głos. Odniósł wrażenie, jakby już słyszał ten głos. Naturalnie poczułby się bezpieczny, jednak ten głos budził w nim raczej niezbyt przyjemne skojarzenia. Przełknął jedynie i wytężył słuch jeszcze bardziej, chcąc zidentyfikować dobiegający go dźwięk głosu.
- Hi, hi. Niezbyt ciekawa Wigilia zapowiada się, drogi panie. Zamiast dojechać tam, dokąd zmierzał pan, leży pan tutaj. Zastanawia się pan, dokąd trafił? Hę?- Tomasz zacisnął powieki, tym razem próbując przypomnieć sobie rzeczywiście, co mogło się wydarzyć. Jechał przecież do pracy…
- No tak… Ale miał pan wypadek. Pana samochód stoi już na parkingu i pewnie przyjdzie panu słono zapłacić za jego postój. Ale co to dla pana, nieprawdaż? Przecież jest pan właścicielem prężnie działającej firmy. I o ile nie mylę się, szykuje się jakaś fuzja? Kilkaset kolejnych osób straci pracę… Pamięta pan tego mężczyznę? No? Tego, który sprzątał w pańskim biurze. Chwileczkę, jak on się nazywał? Błażej Sierota. Czy on się tak nazywał? A może tak nazywali go pańscy pracownicy? Żeby mu dokuczyć.
- Kim pan jest?- Zdołał w końcu wydusić Tomasz. Miał spierzchnięte usta a gardło bolało go, kiedy silił się, by wycisnąć z siebie tych kilka słów.
- Kim jestem? Znam pana aż nadto dobrze. I niech tak pozostanie.
- Czego pan ode mnie oczekuje dręcząc mnie?
- Dręcząc? Pana? Dręczę… Pana… Podoba mi się.- Z oddali dobiegł Tomasza chichot i pocieranie jakiejś materii, co uznał za dotyk starczej skóry dłoni pocieranych jedna o drugą.- Zwolnił pan tego biedaka, bo został posądzony o kradzież pieniędzy.
- Skąd pan to wie?- Jęknął Tomasz.
- Tego Błażeja Sierotę też znam. A raczej znałem, bo kilka dni później popełnił samobójstwo. O, nie wiedział pan? Owszem, tak zrobił. Mieszkał ze starą, schorowaną matką a pozbawiając go pracy i wystawiając mu opinię złodzieja, uczynił go pan bezwartościowym na rynku pracy. Kiedy umierał, płakał z rozpaczy i żalu nad losem swojej matki.
- Kłamie pan…- Tomasz poczuł zimny pot spływający po jego czole. Przypomniał sobie Błażeja. Rzeczywiście zwolnił go dyscyplinarnie z powodu kradzieży pieniędzy.
- Nie, nie kłamię. Nie tym razem, przynajmniej. Nie muszę kłamać. Pan dostarcza mi wystarczająco dużo atrakcji. Błażej Sierota nie ukradł tych pieniędzy. Zrobiła to pańska sekretarka. Powinien był pan sprawdzić zapis kamer.  Ale nie znalazł pan na to czasu. A ona pozostaje bezkarna i wciąż kradnie. Nie zauważył pan w jej dokumentach medycznych wzmianki o jej skłonnościach? Ach! Pan wcale nie widział jej dokumentacji medycznej!- Ponowny chichot i tym razem lekkie skrzypienie pocierania, jakby kory drzewnej zmroziło plecy Tomasza.
- Czy może mi pan pomóc? Proszę wezwać pomoc. Ja muszę poinformować żonę o tym wypadku. Ona będzie na mnie czekała. Są święta…- W pokoju zapadła cisza. Tomasz uchylił niepewnie oczy, jednak ogarniająca go wokół ciemność opadła zasłoną na wszystko, co otaczało go.- Nic nie widzę…
- Bo jest pan w szoku. A może stracił pan wzrok? Nie wiem, nie jestem lekarzem.
- A czy może pan zadzwonić po lekarza?- Jęknął potulnie.
- Zapomniał pan telefonu, jak zamierza pan poinformować żonę o wypadku? Przecież nie zna pan nawet numeru telefonu do niej? Co innego z Ewą…. Gorąca z niej sztuka. Gdybym był nieco młodszy, sam poobracałbym jej płonące ciało. Powiem panu, tak między nami, że to bardzo otwarta dziewczyna. I towarzyska.- Chichot mężczyzny przeszedł w gardłowy pomruk.- Ale nie będę psuł panu wspomnień. Może one ogrzeją pana w nadchodzące, długie zimowe wieczory, bo chyba nie ma pan wątpliwości, co do tego, że pańska żona nie dotrzyma słowa? Ona doskonale zdaje sobie sprawę, że zdradza ją pan. Pojechał pan raz do domu w koszuli, na której gorąca Ewcia zostawiła swój zapach i dotyk. Ale z pana nierozważny mężczyzna. Doprawdy…
- Mam tego dość! Nie chcę już tego słuchać. Skąd pan wie to wszystko? Jest pan moim pracownikiem? To niemożliwe. Nie poznaję pańskiego głosu, choć wydaje mi się, że już gdzieś go słyszałem. Kim pan jest?
- Nie o mnie rozmawiamy, tylko o panu. Czy myśli pan, że pańska żona wybaczy mu kolejne wymówki? Czy wie pan o jej wystawie po Nowym Roku? Tak! Udało jej się! Będzie miała swoją wystawę! Tę samą, o której tyle panu opowiadała na początku roku. Potem przestał pan pytać, jej życie przestało pana ekscytować. Tak bardzo pochłonęło pana zdobywanie pieniędzy.
- Jest pan podły!- Warknął Tomasz zaciskając dłonie w pięści. Poczuł przypływ siły, a złość wstrząsała jego leżącym na łóżku ciałem.
- Ja? Podły? Doprawdy, z ust człowieka, który porzuca piękną, utalentowaną żonę na rzecz łatwej, gotowej zrobić wszystko, by się wybić dziewczynki, jaką jest Ewa, to żadna obelga. Ja nie zwolniłem niewinnego człowieka, dla którego praca w pańskiej firmie była jedyną radością w życiu, bo na nic innego nie miał odwagi się zdobyć. Poza tym, jeśli sądzi pan, że ta fuzja przyniesie panu grube miliony, jest pan po prostu w błędzie. Straci pan żonę, nigdy nie osiągnie szczytu, zawsze będzie pan w połowie drogi do wymarzonego sukcesu! A wie pan dlaczego tak będzie? Bo to jest typowe dla tak pustych w środku ludzi. Pan jest pozbawiony ludzkich uczuć i skończy pan, jak inni panu podobni!- Tomasz zacisnął na powrót powieki, jego nozdrza zaczęły falować rozwierając się zdecydowanie, kiedy nabierał powietrza w obolałe płuca. Z jego ust wyrwało się najpierw ciche, podobne do zranionego szczenięcia skomlenie, by za chwilę ten dźwięk nabrał mocy i brzmiał coraz bardziej donośnie. Gdzieś obok, w dalszym ciągu, słychać było skrzekliwe postękiwanie starca. Tomasz przypomniał sobie już gdzie słyszał ten głos! To był starzec pod jego apartamentowcem! Kiedy uświadomił sobie ten fakt, a jego absurdalność wydała mu się tak zaskakująca, że uwierzył w możliwość jej istnienia, jego krzyk przeszedł w gardłowe charczenie i pisk.
- Bardzo dobrze! Tak powinien pan zrobić już dawno! Proszę teraz otworzyć oczy, wsiąść do samochodu i pojechać do żony i naprawić to, co jeszcze można naprawić.
                W pokoju było ciemno, kiedy Tomasz wstał z łóżka, wyszedł do łazienki i wziął prysznic. Miał okropny sen i chciał pospiesznie zmyć go z siebie. Dochodziła piąta rano. Postanowił przygotować raport po świętach, w domu, gdzie czekała na niego Magda. Wyszedł ponownie do sypialni i odsuwając zasłony rzucił pospiesznie.

- Wstawaj Ewa. Idź do siebie. I usuń mój numer telefonu z komórki.- Poczekał, aż zaskoczona kobieta podniosła się z łóżka i w końcu zamknął za nią drzwi. Dopiero wtedy usiadł na krześle w kuchni i zapalił papierosa. Płuca piekły a w głowie wciąż brzmiał ten przerażający odgłos starczego, skrzeczącego głosu: Proszę naprawić to, co jeszcze można naprawić… Zapisał na kartce nazwisko Sierota i ściskając w dłoni klucze do swojego BMW wyszedł pospiesznie z domu. Już stojąc w windzie spojrzał na zegarek i uśmiechając się niepewnie pomyślał, że zdąży dojechać, kiedy Magda będzie jeszcze spała. Zrobi jej niespodziankę…

Noc, dzień, co lubię ja, co lubisz ty...

No i nas dopadło. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że człowiek zawsze przejawiał skłonności do wyolbrzymiania swojej pozycji. I nie chodzi o p...